Blog literacki, portal erotyczny - seks i humor nie z tej ziemi
2. Narodziny jednostki i dwuznacznosc wolnosci.
Zanim przystapimy
do naszego glownego tematu: czym jest wolnosc dla wspolczesnego czlowieka
oraz dlaczego i jak pragnie on od niej uciec - musimy wpierw rozwazyc pewna
idee, ktora moze sie wydac raczej malo aktualna. Jest ona jednak niezbedna
przeslanka dla zrozumienia naszej analizy wolnosci w nowoczesnym spoleczenstwie.
Mam na mysli idee gloszaca, iz wolnosc jest specyficzna cecha ludzkiej
egzystencji jako takiej - i dalej - ze jej znaczenie zmienia sie zaleznie
od stopnia swiadomosci czlowieka i pojecia o sobie samym jako bycie niezaleznym
i wyodrebnionym.
Spoleczna historia czlowieka
datuje sie od chwili, kiedy wylonil sie on ze stanu jednosci ze swiatem
przyrody uswiadamiajac sobie swoja odrebnosc od otaczajacej go natury i
innych ludzi. Swiadomosc ta jednak przez dlugie wieki historii pozostawala
przycmiona. Jednostka nadal byla scisle zwiazana z przyroda i spolecznoscia,
z ktorych sie wylonila; bedac juz w pewnym stopniu swiadoma siebie jako
oddzielnej istoty, czula sie zarazem czescia otaczajacego swiata. Narastajacy
proces wyzwalania sie jednostki z jej pierwotnych wiezow, proces, ktory
moglibysmy nazwac indywiduacja, osiagnal,
jak sie zdaje, swoj szczyt w historii nowozytnej w ciagu wiekow od reformacji
do doby obecnej.
W historii zycia jednostki
odnajdujemy ten sam proces. Dziecko rodzi sie, kiedy przestaje juz stanowic
jedno ze swa matka, i staje sie odseparowanym od niej biologicznym istnieniem.
Mimo ze ta separacja biologiczna jest zaczatkiem jednostkowej egzystencji
ludzkiej, dziecko jeszcze przez dlugi okres tworzy ze swa matka funkcjonalna
jednosc.
Do momentu, w ktorym jednostka,
mowiac obrazowo, nie przetnie calkowicie pepowiny, jaka sprzega ja ze swiatem
zewnetrznym, nie jest ona wolna; lecz wiezy te zapewniaja jej bezpieczenstwo,
daja poczucie przynaleznosci i zakorzenienia. Proponuje nazwac owa wiez,
ktora istniala, zanim proces indywiduacji
doprowadzil do pelnego wylonienia sie jednostki, wiezia
pierwotna. Jest ona organiczna w tym sensie, ze stanowi etap
normalnego ludzkiego rozwoju; jej efektem jest brak indywidualnosci, lecz
jednoczesnie zapewnia ona jednostce bezpieczenstwo i ogolna orientacje.
Jest to wiez, ktora sprzega dziecko z matka, czlonka pierwotnej spolecznosci
z jego klanem i przyroda, podobnie jak czlowieka sredniowiecznego z jego
kasta i kosciolem. Z chwila osiagniecia stadium pelnej indywiduacji i calkowitego
wyzwolenia z tej pierwotnej wiezi, jednostka staje wobec nowego zadania:
zorientowania sie i zakotwiczenia w swiecie, zapewnienia sobie bezpieczenstwa
w inny sposob niz uprzednio, w swej przedjednostkowej egzystencji. Wolnosc
zatem znaczy tu cos innego, niz znaczyla przed osiagnieciem tego stopnia
ewolucji. Tu wypada przerwac, aby wyjasnic blizej te idee, odnoszac ja
bardziej konkretnie do jednostki i rozwoju spolecznego.
Stosunkowo gwaltowna przemiana
z egzystencji plodowej w czlowiecza i odciecie pepowiny wyznaczaja niezaleznosc
niemowlecia od ciala matki. Jednakze niezaleznosc ta naprawde dotyczy tylko
separacji - w brutalnym sensie tego slowa - dwoch cial. Funkcjonalnie biorac,
dziecko pozostaje nadal czescia matki. Matka karmi je, nosi, dba o kazda
jego zyciowa potrzebe. Z wolna dziecko zaczyna traktowac matke i inne obiekty
jako byty od siebie odrebne. Jednym z czynnikow tego procesu jest ogolny
rozwoj fizyczny dziecka i rozwoj jego systemu nerwowego, fizyczna i umyslowa
zdolnosc chwytania przedmiotow i wladania nimi. Dzieki swej wlasnej aktywnosci
dziecko poznaje swiat zewnetrzny. Dalszym etapem procesu indywiduacji jest
wychowanie. Proces ten pociaga za soba liczne frustracje i zakazy, ktore
zmieniaja role matki na role osoby zmierzajacej do celow sprzecznych z
dazeniami dziecka, a nieraz wrecz wrogiej i niebezpiecznej1.
Antagonizm ten, stanowiacy czesc procesu wychowawczego, choc bynajmniej
nie jego calosc, jest waznym czynnikiem zaostrzajacym rozroznienie miedzy
ja a ty.
Uplynie pare miesiecy od
dnia urodzenia, nim dziecko nauczy sie z trudem rozpoznawac druga osobe
i zdolne bedzie reagowac usmiechem; przejda lata, zanim przestanie utozsamiac
sie z calym swiatem2. Do tego czasu
bedzie objawialo szczegolny rodzaj egocentryzmu typowego u dzieci, egocentryzmu
nie wykluczajacego tkliwosci i zainteresowania innymi ludzmi na tyle, na
ile owych innych dziecko jeszcze w
swoim doswiadczeniu nie wyodrebnilo ostatecznie od samego siebie. Z tego
samego powodu szukanie oparcia w autorytecie ma w tych pierwszych latach
odmienne znaczenie anizeli pozniej. Rodzice lub jakakolwiek inna wladza
nie sa traktowani jako zasadniczo oddzielne byty, sa czescia dzieciecego
swiata, swiat ten zas wciaz jest czescia dziecka; dlatego podporzadkowanie
sie im jest czyms jakosciowo odmiennym od podporzadkowania, jakie zachodzi,
kiedy dwie jednostki zostaja faktycznie odseparowane.
Uderzajaco trafny opis naglego
uswiadomienia sobie wlasnej indywidualnosci u dziesiecioletniego dziecka
dal nam R. Hughes w Orkanie na Jamajce
:
I wtedy wydarzylo sie cos
- tylko Emilce - co mialo pewne znaczenie. Pojela nagle, ze jest soba,
zrozumiala niespodziewanie, czym jest.
Trudno pojac i wyjasnic,
dlaczego nie zdarzylo sie to piec lat wczesniej albo pozniej i dlaczego
akurat tego popoludnia.
Bawila sie w budowanie
domkow w kacie na dziobie za winda kotwiczna (zawiesila tam cos w rodzaju
kolatki) i wreszcie znudzona poszla, raczej bez okreslonego celu, ku rufie,
bladzac myslami dokola jakichs pszczol, jakichs wrozek. Wowczas to olsnilo
ja odkrycie, ze ona to jest ona.
Stanela jak wryta i zaczela
sama siebie ogladac, to znaczy wszystko, co miescilo sie w zasiegu jej
wzroku. Niewiele tego bylo, przod postaci w skrocie, sukienka i rece, gdy
je podniosla, by lepiej obejrzec; lecz wystarczylo dla nabrania pewnego
pojecia o tym malym ciele, ktore - jak sobie nagle zdala sprawe - nalezalo
do niej.
Zasmiala sie dosc ironicznie.
No prosze! - pomyslala. Wyobraz sobie, jestes zamknieta jak w wiezieniu.
Wyjsc juz z tego nie mozesz i to przez dlugi czas. I musisz sobie jakos
radzic z tym cialem jako dziecko, a potem jako dorosly i potem jako stary
czlowiek, zanim sie pozbedziesz tego wariackiego odzienia.
Aby jej w momencie tak
waznym nikt nie przeszkodzil, wdrapala sie po wantach na ulubione miejsce
na szczycie masztu. Bawilo ja przy tym zupelnie swieze stwierdzenie, ze
kazdy ruch ramienia czy nogi jest jej tak posluszny. Pamiec podpowiedziala,
oczywiscie, ze zawsze tak bylo, lecz nigdy przedtem nie zdawala sobie sprawy,
ze to jest takie zadziwiajace!
Gdy siedziala juz w swoim
gniazdku, zaczela z najwyzsza uwage przygladac sie skorze na dloniach :
to byla jej skora. Sciagnela sukienke
z jednego ramienia i zerknawszy przez dekolt do wnetrza, by sprawdzic,
czy rzeczywiscie jej cialo sie tam znajduje, to znaczy jego dalszy ciag,
przytulila gole ramie do policzka. Zetkniecie twarzy z cieplym zaglebieniem
ramienia bylo przyjemnie podniecajace jak pelna czulosci pieszczota. Lecz
czy uczucie to plynelo z policzka, czy z ramienia, co bylo zrodlem pieszczoty,
a co jej przedmiotem, tego juz nie potrafila sobie uswiadomic.
Z chwila, gdy odkryla zdumiewajacy
fakt, ze teraz jest Emilia Bas-Thornton (sama zreszta nie wiedziala, dlaczego
wstawila to <<teraz >>, poniewaz na pewno nie miala na mysli owej
bzdurnej teorii zakladajacej, ze przedtem mogla istniec jako ktos inny),
zaczela powaznie zastanawiac sie nad konsekwencjami tego faktu3.
W miare swojego wzrostu, do
momentu zerwania pierwotnej wiezi, dziecko coraz usilniej szuka wolnosci
i niezawislosci. Ale losy tych poszukiwan nie beda w pelni zrozumiale,
jesli nie uprzytomnimy sobie dialektycznego charakteru tego procesu narastajacej
indywiduacji.
Proces ten ma dwa aspekty:
pierwszy polega na tym, ze dziecko wzmacnia sie fizycznie, uczuciowo i
umyslowo. Wzrasta intensywnosc i aktywnosc kazdej z tych sfer. Jednoczesnie
nastepuje coraz wieksza ich integracja. Rozwija sie zorganizowana struktura,
kierowana wola i rozumem jednostki. Jesliby te zorganizowana i zintegrowana
calosc osobowosci nazwac "ja", mozna by rowniez powiedziec, ze jednym
z aspektow narastajacego procesu indywiduacji jest wzrost poczucia wlasnej
sily. Granice narastania indywiduacji i wzrostu "ja" okreslone
sa czesciowo warunkami indywidualnymi, ale glownie warunkami spolecznymi.
Chociaz bowiem roznice miedzy jednostkami wydaja sie pod tym wzgledem wielkie,
kazda spolecznosc charakteryzuje okreslony poziom indywidaacji, ktorego
normalna jednostka nie moze przekroczyc.
Drugim aspektem procesu
indywiduacji jest wzmagajaca sie samotnosc. Wiez pierwotna zapewnia bezpieczenstwo
i podstawowa jednosc ze swiatem zewnetrznym. W miare jak dziecko wylania
sie z tego swiata, uswiadamia sobie, ze jest samo, ze jest istota wyodrebniona
sposrod wszystkich innych. To odseparowanie od swiata, ktory w porownaniu
z wlasna jednostkowa egzystencja jest czyms przytlaczajaco silnym i poteznym,
czesto zas groznym i niebezpiecznym, rodzi uczucie niemocy i niepokoju.
Dopoki czlowiek stanowil integralna czesc swiata, nieswiadom swych mozliwosci
samodzielnego dzialania i ponoszenia odpowiedzialnosci za nie, nie musial
zywic takich obaw. Z chwila kiedy sie stal jednostka, zostal sam w obliczu
swiata z jego wszystkimi niebezpieczenstwami i przytlaczajaca potega.
Rodzi sie teraz daznosc
do wyrzeczenia sie swej indywidualnosci i przezwyciezenia uczucia samotnosci
i bezsily przez zupelne roztopienie sie w swiecie zewnetrznym. Daznosc
ta i wynikajace z niej nowe wiezy sa jednak identyczne z pierwwotna wiezia,
zerwana w samym procesie wzrostu. Podobnie jak dziecko nie moze - w sensie
fizycznym - wrocic do lona matki, tak samo nie moze - w psychicznym sensie
- odwrocic procesu indywiduacji. Usilowania takie nabieraja nieodzownie
charakteru podporzadkowania, w ktorym podstawowa sprzecznosc miedzy autorytetem
a podporzadkowujacym mu sie dzieckiem nie da sie nigdy wyeliminowac. Dziecko
moze w swej swiadomosci czuc sie bezpiecznie, ale podswiadomie zdaje sobie
sprawe, ze placi za to utrata sily i integralnosci swojego "ja". Tak wiec
wynik podporzadkowania sie jest w prost przeciwny do zamierzonego: podporzadkowanie
sie wzmaga u dziecka poczucie zagrozenia, a jednoczesnie rodzi wrogosc
i sklonnosc do buntu, tym bardziej przerazajaca, ze skierowana przeciw
tym wlasnie osobom, od ktorych dziecko pozostaje - albo staje sie - zalezne.
Podporzadkowanie nie jest
jednak jedynym sposobem unikniecia samotnosci i poczucia leku. Inny sposob,
jedynie tworczy i nie prowadzacy do nierozwiazalnego konfliktu, to
spontaniczny zwiazek z ludzmi i przyroda, zwiazek, ktory laczy
jednostke ze swiatem, nie eliminujac jej osobowosci. Ten rodzaj zwiazku
- ktorego najwyzszym wyrazem jest milosc i tworcza praca - wyrasta z integralnosci
i sily calej osobowosci czlowieka i wobec tego podlega tym samym ograniczeniom
co rozwoj wlasnego "ja".
Problem podporzadkowania
i spontanicznego dzialania jako alternatywnych skutkow wzrastajacej indywiduacji
zostanie omowiony szczegolowo w dalszych rozdzialach; tu pragne jedynie
wskazac na ogolna zasade dialektycznego procesu bedacego efektem wzrastajacej
indywiduacji i wzrastajacej wolnosci jednostki. Kiedy dziecko nie jest
krepowane owymi ograniczajacymi wiezami, rozwija sie swobodniej i swobodniej
wyraza wlasna indywidualnosc. Rownoczesnie jednak uwalnia sie od swiata,
ktory gwarantowal mu pewnosc i bezpieczenstwo. Proces indywiduacji oznacza
wzrost sily i zintegrowanie osobowosci jednostki; jest on jednak rownoczesnie
procesem, w ktorym ginie pierwotna tozsamosc z innymi i w ktorym dziecko
coraz bardziej sie od nich odosabnia. To wzmagajace sie odosobnienie moze
doprowadzic do izolacji, ktora ma charakter opuszczenia i wzbudza intensywne
uczucie leku i zagrozenia; moze takze, jesli dziecko bylo zdolne rozwinac
w sobie niezbedna ku temu sile wewnetrzna i postawe tworcza, wywolac nowy
rodzaj bliskosci i solidarnosci z innymni ludzmi.
Gdyby kazdy krok w kierunku
odosobnienia i indywiduacji szedl w parze z odpowiednim wzrostem wlasnego
"ja", dziecko rozwijaloby sie harmonijnie. Tak sie jednak nie dzieje. Podczas
gdy proces indywiduacji odbywa sie automatycznie, wzrost wlasnego "ja"
jest hamowany przez mnostwo indywidualnych i spolecznych czynnikow. Rezultatem
rozziewu miedzy tymi dwiema tendencjami jest nieznosne uczucie izolacji
i bezsilnosci, co prowadzi z kolei do mechanizmow psychicznych, opisanych
dalej jako mechanizmy ucieczki.
Rowniez filogenetycznie
mozna historie czlowieka scharakteryzowac jako proces wzrostu indywiduacji
i narastania wolnosci. Z praludzkiego stadium wyprowadzaja czlowieka pierwsze
kroki w strone wyzwolenia z niewoli instynktow. Jesli przez instynkt rozumiec
bedziemy specyficzny wzor dzialania, zdeteminowany wrodzonymi strukturami
systemu nerwowego, to w swiecie zwierzecym zaobserwujemy pewna wyrazna
tendencje4. Im nizej znajduje sie
jakies zwierze na drabinie rozwoju, tym bardziej jego dostosowanie do przyrody
i jego wszelkie czynnosci kontrolowane sa przy pomocy mechanizmow instynktu
i odruchu. Slynne organizacje spoleczne niektorych owadow powstaja w calosci
dzieki instynktowi. I odwrotnie, im wyzej na skali rozwoju znajduje sie
zwierze, tym wieksza w chwili narodzin ujawnia plastycznosc wzorow postepowania,
a mniejsza doskonalosc strukturalnego przystosowania. Czlowiek jest ukoronowaniem
tej ewolucji. Sposrod wszystkich zwierzat jest on w momencie urodzenia
istota najbardziej bezradna. Jego przystosowanie do przyrody opiera sie
zasadniczo na procesie uczenia sie, a nie na zdeterminowaniu przez instynkty.
Instynkt...
to malejaca, jesli nie zanikajaca kategoria u wyzszych form zwierzat, szczegolnie
u czlowieka.5
Egzystencja ludzka zaczyna
sie wtedy, kiedy niedobor dzialania przez instynkty przekracza pewien punkt;
kiedy dostosowanie do przyrody traci charakter przymusu, a sposob dzialania
przestaje byc utrwalony w mechanizmach dziedziczenia. Innymi slowy, egzystencja
ludzka i wolnosc sa od poczatku nierozlaczne. Slowo wolnosc
jest uzyte tu nie w sensie pozytywnym, wolnosc
do, lecz w sensie negatywnym, wolnosc
od, a mianowicie wolnosc od instynktownie zdeterminowanego dzialania.
Wolnosc w omawianym wlasnie
sensie jest darem dwuznacznym. Czlowiek nie przychodzi na swiat wyposazony
do dzialania tak, jak zwierze6;
jest o wiele dluzej zalezny od rodzicow anizeli ktorekolwiek ze zwierzat,
a jego reakcje na otoczenie sa wolniejsze i mniej skuteczne niz automatycznie
regulowane dzialania instynktowne. Brnie poprzez roznego rodzaju niebezpieczenstwa
i leki wynikle z owego braku wyposazenia w instynkt. A jednak ta zupelna
bezradnosc czlowieka jest fundamentem, na ktorym opiera sie caly jego dalszy
rozwoj; biologiczna slabosc czlowieka warunkuje
kulture ludzka.
Czlowiek od zarania swego
istnienia staje wobec wyboru miedzy roznymi trybami postepowania. U zwierzecia
zachodzi nieprzerwany lancuch reakcji, poczynajac od takiego bodzca, jak
glod, a konczac na mniej lub bardziej ustalonym toku dzialania, ktore zanika
wraz z zanikiem napiecia wywolanego przez bodziec. U czlowieka ten lancuch
jest przerwany. Bodziec trwa, ale rodzaj zaspokojenia pozostaje otwarty,
tzn. czlowiek musi wybierac miedzy roznymi sposobami postepowania. W miejsce
z gory okreslonej instynktownej akcji czlowiek musi rozwazyc w swym umysle
rozne mozliwe sposoby dzialania; zaczyna myslec. Zmienia swoja role w przyrodzie
z czysto biernej adaptacji na czynna; zaczyna wytwarzac. Wynajduje narzedzia,
a opanowujac w ten sposob przyrode coraz bardziej sie od niej oddala. Zyskuje
mglista swiadomosc swojej odrebnosci - a raczej odrebnosci swojej grupy
- tego, ze nie jest tozsamy z przyroda. Swita mu tragizm jego losu: byc
czescia natury, a zarazem przekraczac ja. Uswiadamia sobie, ze smierc stanowi
jego ostateczne przeznaczenie, nawet jesli usiluje zadac temu klam w swych
przeroznych fantazjach.
Biblijny mit o wygnaniu
czlowieka z raju jest szczegolnie wymownym przedstawieniem podstawowej
relacji czlowieka i wolnosci.
Mit ow utozsamia poczatek
dziejow ludzkosci z aktem wyboru, ale caly nacisk kladzie na grzesznosc
tego pierwszego aktu wolnosci i wynikle stad cierpienia. Mezczyzna i kobieta
zyja w rajskim ogrojcu w doskonalej harmonii ze soba i z natura. Panuje
spokoj, nie trzeba pracowac; nie istnieje wybor, wolnosc ani nawet myslenie.
Czlowiekowi wzbroniono spozywania z drzewa wiadomosci dobrego i zlego.
Postepuje wbrew boskiemu nakazowi, narusza stan harmonii z przyroda, ktorej
jest czescia, dopoki poza nia nie wykracza. Z punktu widzenia Kosciola,
reprezentujacego tu wladze, jest to nieuchronnie grzech. Z punktu jednak
widzenia czlowieka jest to poczatek ludzkiej wolnosci. Dzialac wbrew rozkazom
Boga - znaczy uwolnic sie od przymusu, wydzwignac z nieswiadomej przedczlowieczej
egzystencji do poziomu czlowieka. Dzialanie wbrew nakazom wladzy, popelnienie
grzechu, jest w swym pozytywnym ludzkim aspekcie pierwszym aktem wolnosci,
tj. pierwszym ludzkim aktem. W micie grzech - od strony formalnej - jest
postepowaniem przeciw boskiemu nakazowi; od strony materialnej jest spozyciem
owocu z drzewa poznania. Akt nieposluszenstwa jako akt wolnosci jest poczatkiem
rozumu. Mit mowi tez o dalszych nastepstwach pierwszego aktu wolnosci.
Naruszona zostala pierwotna harmonia miedzy czlowiekiem a natura. Bog oglasza
wojne miedzy mezczyzna a kobieta i wojne miedzy natura a czlowiekiem. Czlowiek
oddzielil sie od przyrody, stajac sie jednostka zrobil pierwszy krok w
kierunku uczlowieczenia. Dokonal pierwszego aktu wolnosci. Mit akcentuje
spowodowane tym aktem cierpienia. Przekroczenie natury, wyobcowanie sie
od niej i od drugiej ludzkiej istoty sprawia, ze czlowiek staje nagi i
zawstydzony. Jest sam i jest wolny, lecz zarazem bezsilny i przerazony.
Swiezo zdobyta wolnosc wydaje mu sie przeklenstwem; uwolnil sie ze slodkich
wiezow raju, lecz nie dosc jest wolny, aby rzadzic soba i realizowac swoja
osobowosc.
Wolnosc
od nie jest identyczna z pozytywna wolnoscia, z wolnoscia
do. Wylanianie sie czlowieka z przyrody jest procesem dlugotrwalym;
czlowiek pozostaje w duzej mierze zwiazany ze swiatem, z korego wyszedl;
zostaje nadal czescia natury - ziemi, na ktorej zyje, slonca, ksiezyca,
gwiazd, drzew i kwiatow, zwierzat i grup ludzkich, z ktorymi jest sprzegniety
wiezami krwi. Pierwotne religie swiadcza o tym poczuciu jednosci czlowieka
z przyroda. Ozywiona i nieozywiona przyroda jest czescia ludzkiego swiata
czy tez, formulujac inaczej, czlowiek wciaz jest czescia swiata przyrody.
Owe pierwotne wiezi hamuja
pelny rozwoj czlowieka; staja na drodze rozwoju jego rozumu i zdolnosci
krytycznych; pozwalaja poznawac siebie i innych jedynie poprzez jego albo
ich uczestnictwo w klanie lub innej wspolnocie spolecznej czy religijnej,
a nie wprost jako istoty ludzkie; innymi slowy, hamuja jego rozwoj jako
jednostki wolnej, samostanowiacej o sobie, produktywnej. Istnieje jednak
jeszcze drugi aspekt. Owo utozsamienie z przyroda, klanem czy religia daje
jednostce poczucie bezpieczenstwa. Zajmmiuje ona swe bezsporne miejsce
w strukturalnej calosci, do ktorej nalezy, w ktorej tkwi korzeniami. Moze
cierpiec glod i ucisk, lecz nie cierpi najgorszej z mak - zupelnego osamotnienia
i zwatpienia.
Widzimy, ze proces narastania
ludzkiej wolnosci posiada taki sam dialektyczny charakter, jaki zaobserwowalismy
w jednostkowym procesie rozwoju. Z jednej strony jest to proces rosnacej
sily i integracji, opanowywania przyrody, wzrastajacej mocy ludzkiego rozumu
i rosnacej solidarnosci z innymi ludzkimi istotami, lecz z drugiej strony
ta rosnaca indywiduacja oznacza coraz wieksza izolacje i niepewnosc, a
przez to coraz wieksze zwatpienie we wlasna role we wszechswiecie i w sens
wlasnego zycia, a wiec potegujace sie uczucie bezsilnosci i znikomosci
czlowieka jako jednostki.
Gdyby proces rozwoju ludzkiego
odbywal sie harmonijnie, gdyby trzymal sie pewnego planu, wowczas obie
strony rozwoju - rosnaca sila i rosnaca indywiduacja - moglyby byc dokladnie
zrownowazone. W rzeczywistosci, dzieje ludzkosci to wieczna walka i zmaganie.
Kazdy krok w strone indywiduacji przynosil ludziom nowe zagrozenie. Raz
rozluznione wiezi pierwotne nie dadza sie naprawic. Nie ma powrotu do utraconego
raju. Istnieje tylko jedno mozliwe, tworcze rozwiazanie dla zlaczenia zindywidualizowanego
czlowieka ze swiatem: aktywna solidarnosc z wszystkimi ludzmi, spontaniczna
dzialalnosc, milosc i praca, dzieki ktorym czlowiek zjednoczy sie na nowo
ze swiatem, juz nie z pomoca pierwotnych wiezi, lecz jako wolna i niezalezna
jednostka.
Jesli jednak ekonomiczne,
spoleczne i polityczne warunki, od ktorych zalezy caly proces indywiduacji,
nie daja podstawy do urzeczywistnienia sie indywidualnosci ludzkiej we
wspomnianym wyzej sensie, a rownoczesnie ludzie stracili owa wiez, ktora
zapewniala im bezpieczenstwo, wowczas rozbieznosc ta sprawia, ze wolnosc
staje sie nieznosnym ciezarem. Staje sie rownoznaczna ze zwatpieniem, z
zyciem pozbawionym sensu i celu. Wtedy to rodzi sie potezna tendencja ucieczki
od tego rodzaju wolnosci, badz to ku podporzadkowaniu sie, badz tez w strone
jakiegokolwiek zwiazku z ludzmi i ze swiatem, ktory zapewnilby uwolnienie
sie od niepewnosci, nawet za cene utraty wlasnej wolnosci.
Historia Europy i Ameryki
poczawszy od konca wiekow srednich - to dzieje wylaniania sie czlowieka
jako jednostki. Proces ten rozpoczal sie we Wloszech w epoce odrodzenia
i wydaje sie, ze dopiero teraz osiagnal swoj szczyt. Trzeba bylo czterystu
lat dla obalenia sredniowiecznego swiata i uwolnienia ludow od najbardziej
jawnych ograniczen. Lecz owemu rozwojowi umyslowemu i emocjonalnemu jednostki
ludzkiej na wielu plaszczyznach oraz jej uczestnictwu w osiagnieciach kultury
w stopniu dotad nie spotykanym towarzyszyl zarazem rozziew miedzy wolnoscia
od a wolnoscia do. Ta dysproporcja
miedzy wolnoscia od wszelkich wiezow a brakiem mozliwosci pozytywnej realizacji
wolnosci i osobowosci doprowadzila w Europie do panicznej ucieczki w nowe
kajdany, a przynajmniej w zupelne zobojetnienie.
Nasze rozwazania nad znaczeniem
wolnosci dla czlowieka wspolczesnego zaczniemy od analizy obrazu kultury
w Europie u schylku sredniowiecza i z poczatkiem czasow nowozytnych. W
okresie tym ekonomiczna baza zachodnich spoleczenstw ulegla radykalnym
zmianom, ktorym towarzyszyly rownie radykalne zmiany w strukturze osobowosci
czlowieka. Zrodzilo sie wowczas nowe pojecie wolnosci, ktore znalazlo swoj
najbardziej znamienny wyraz ideologiczny w nowych doktrynach religijnych,
mianowicie w doktrynach reformacji. Kazda proba zrozumienia problemu wolnosci
we wspolczesnym spoleczenstwie musi jako punkt wyjscia wziac pod uwage
ow okres, w ktorym zostaly polozone podwaliny wspolczesnej kultury; ten
bowiem wlasnie etap ksztaltowania sie wspolczesnego czlowieka wyrazniej
niz jakikolwiek etap pozniejszy pozwala nam zapoznac sie z dwuznacznym
sensem pojecia wolnosci, funkcjonujacym w calym nurcie wsspolczesnej kultury:
z jednej strony wzrastajaca niezaleznosc czlowieka od zewnetrznych przymusow,
z drugiej strony wzrastajaca izolacja i wynikle stad poczucie znikomosci
i bezsilnosci jednostki. Te dwa nowe elementy w strukturze osobowosci czlowieka
zrozumiemy lepiej, jesli zbadamy ich pochodzenie; dopiero bowiem analizujac
zasadnicze cechy kapitalizmu i indywidualizmu i ich zrodel, mozna skonfrontowac
je z systemem ekonomicznym i typem osobowosci, ktore zasadniczo roznily
sie od naszego. Wlasnie ten kontrast ulatwia zrozumienie osobliwosci wspolczesnego
systemu spolecznego, sposobu, w jaki uksztaltowal on strukture charakteru
zyjacych w nim ludzi i nowego ducha, zrodzonego w wyniku owej zmiany osobowosci.
Nastepny rozdzial wykaze
rowniez, ze okres reformacji jest blizszy wspolczesnosci, niz mogloby sie
wydawac na pierwsze wejrzenie; i rzeczywiscie, mimo wszystkich oczywistych
roznic miedzy tymi dwiema epokami, nie bylo przypuszczalnie od szesnastego
wieku okresu tak uderzajaco podobnego do naszego, jesli idzie o dwoistosc
pojecia wolnosci. Reformacja jest jednym ze zrodel takiego pojmowania ludzkiej
wolnosci i autonomii, jakie reprezentuje wspolczesna demokracja. Podkreslajac
jednak zawsze - szczegolnie w krajach niekatolickich - ten aspekt reformacji,
w duzej mierze pomija sie milczeniem inny: akcentowanie zla ludzkiej natury,
znikomosc i bezsilnosc jednostki, koniecznosc podporzadkowania sie zewnetrznej
wladzy. Ta idea bezwartosciowosci jednostki, jej zasadniczej niezdolnosci
polegania na sobie samej i jej potrzeby uleglosci - jest rowniez glownym
motywem hitlerowskiej ideologii, z tym jednak, ze w tej ostatniej brak
podkreslenia znaczenia wolnosci i zasad moralnych, co stanowilo nieodlaczny
element protestantyzmu.
Ale nie tylko to ideologiczne
podobienstwo sprawia, ze studium pietnastego i szesnastego wieku jest szczegolnie
owocnym punktem wyjscia dla zrozumienia aktualnej sytuacji. Istnieje takze
zasadnicza analogia sytuacji spolecznej. Sprobuje wykazac, jak dalece owa
analogia jest odpowiedzialna za podobienstwo ideologiczne i psychologiczne.
Wowczas, jak i obecnie, tradycyjnemu sposobowi zycia ogromnej czesci ludnosci
zagrazaly rewolucyjne zmiany w organizacji ekonomnicznej i spolecznej.
Szczegolnie klasom srednim, tak jak dzis, zagrazaly potezne monopole i
przemozna sila kapitalu; z kolei grozba ta miala wazny wplyw na ducha i
ideologie zagrozonego odlamu spoleczenstwa, potegujac u jednostki uczucie
osamotnienia i wlasnej znikomosci.