Blog literacki, portal erotyczny - seks i humor nie z tej ziemi
3. "Fuit homo missus a Deo,
cui nomen erat Joannes."1
elekcja
Jan Sobieski już na początku interregnum został wymieniony
jako kandydat mający najwięcej widoków na elekcję. Wiemy
dobrze, że plany hetmana i jego małżonki dotyczące objęcia tro-
nu sięgają czasów odległych, że tych dwoje miało nadzieję na
zwycięstwo przez zaskoczenie już w 1669 roku, i że tak cesarska,
jak i francuska dyplomacja powiadamiała o tych "chimeres". Od
kiedy choroba Michała I czyniła postępy, nawet już od konfede-
racji wojska z 24 listopada 1672 roku, austriacki poseł Stumb był
niezmordowany w ujawnianiu i udowadnianiu zamiarów wodza.
28 grudnia melduje, że Sobieski "pragnie dla siebie korony
z poduszczenia swej małżonki i próbuje to uczynić przy pomocy
Francji". To samo prawie powtarza się w raportach z 14 czerwca
i 30 sierpnia 1673 roku. Trochę później austriacki emisariusz
Kindsberg, który przebywał wówczas w Ruszczuku, dowiedział
się, jakoby Ahmed Kópriilu, wielki wezyr, przez hospodara
Wołoszczyzny, Ghicę, obiecał Sobłeskiemu poparcie Porty w ra-
zie jego ewentualnych starań o godność polskiego króla "tylko
wówczas i w tym wypadku, jeśli teraz rozpuści [on] polską armię
i roznieci dawną niezgodę między polską szlachtą i królem".
Wiemy dobrze, że Sobieski ze wszystkich swych sił walczył
przeciw Osmanom i że do końca został lojalny wobec tego poża-
łowania godnego Michała Wiśniowieckiego; mimo to tkwiło ziar-
no prawdy w tych przekręconych wieściach, które dotarły do
nieżyczliwych uszu. Ghica, bardzo wątpliwy bohater, który od
roku pertraktował z polskim wodzem, przeszedł do niego pod
Chocimiem i wkrótce potem znowu go opuścił, starał się Turkom
1 Był człowiek posłany od Boga, któremu było imię Jan (Jan I, 6;
przekład J. Wujka, Biblia, Warszawa 1960) - (przyp. red.).
Fuit homo missus a Deo...
wmówić, że utrzymuje kontakty z Sobieskim tylko dlatego, żeby
go nakłonić do zdrady, a jej ceną miała być polska korona. Fakt
ten wskazuje na to, że nawet na dworze sułtana liczono się
z kandydaturą okrytego chwałą zwycięzcy.
Wolno nam do tego dorzucić, że bardzo ogólne plany hetmana
w czerwcu 1673 roku, podczas jego pobytu w Warszawie, zanim
udał się do armii na Pokucie i gdy omawiał z królem, którego
wkrótce miała zabrać śmierć, nadchodzącą wyprawę wojenną,
przyjęły już konkretną formę. Były one objęte ścisłą tajemnicą,
mimo to dotarły do największej nieprzyjaciółki Marysieńki, do
małżonki litewskiego kanclerza Paca, jej dawnej towarzyszki na
dworze Ludwiki Marii, z domu de Mailly, i ta Krymhilda, która
pragnęła tronu dla własnego męża, za pośrednictwem swego bra-
ta pospieszyła przestrzec Austriaków przed Brunhildą - przed
panią Sobieską i jej ambicjami, nie omieszkawszy przy tym
wstawić się za litewskim kanclerzem.
Dworowi cesarskiemu, jak zresztą i innym dynastiom, nie mo-
gło się na razie zupełnie pomieścić w głowie, że ujrzą raz jeszcze
l na tronie Polaka jako następcę Wazów. Cała plejada najwyżej
i naj-najwyżej urodzonych rościła sobie pretensje do pierwszeń-
stwa przed tym, tylko wysoko urodzonym, sarmackim magnatem.
Wiedeń, którego nie hamowały już żadne względy wobec Fran-
cji, ponieważ znowu znalazł się z nią w stanie wojny, był zde-
cydowany natychmiast udzielić ponownego wsparcia Lotaryńczy-
kowi. Leopold I wypowiedział się już w tej sprawie na wiado-
mość o śmiertelnej chorobie Wiśniowieckiego. Sądził, że "książę
Karol powinien sobie tam nieźle poradzić". Z szybkością, jak ns
austriacką politykę niesłychaną, został wyprawiony do Warszawa
wysłannik specjalny w osobie grafa zu Ottingen, który zjawi;
się tam już 3 grudnia, zapewnił królową-wdowę Eleonorę o cał-
kowitym poparciu ze strony jej cesarskiego brata i zaraz podją
pertraktacje z polskimi wielmożami. Instrukcja dana Ottingenow
brzmiała: utorować drogę takiemu kandydatowi, który mógłb;
poślubić Eleonorę i którego ta chciałaby za męża, przede wszy
stkim więc księciu lotaryńskiemu.
Ów kandydat Austrii na tron polski przy swych powtórnyci
zabiegach był zaangażowany nie tylko ambicjonalnie, lecz rów
nież sercowo. Kochał Eleonorę wiernie i głęboko; swego czasi
Karol z wielkim bólem poddał się politycznemu rozsądków:
który odebrał mu jego potajemną narzeczoną i oddał ją nie
szczęsnemu Michałowi, a córa cesarza zachowała swe uczucia d
64 Rozdział 3
przyjaciela młodości, nawet jeśli sumiennie wywiązywała się ze
swoich małżeńskich obowiązków. Teraz zabrała się z wielkim
zapałem do dzieła, by drogiemu jej sercu mężczyźnie wystarać
się o koronę i przy tym ofiarować własną rękę. To zaważyło
wielce na szali, królowa bowiem cieszyła się w Polsce powszechną
sympatią. Jej orędownictwo skłoniło nie tylko filary proaustriac-
kiej partii, biskupa Trzebickiego, Dymitra Wiśniowieckłego i Pa-
ców, lecz też takich mężów, jak Olszowski, który w ostatnich
latach rządów Wiśniowieckiego wyraźnie zwrócił się w stronę
Francji, do obietnicy poparcia lotaryńskich pragnień. Stumb
wspomógł przy tym bardzo darowiznami pieniężnymi; i tak bis-
kup-podkanclerzy otrzymał tysiąc dukatów.
Ponadto cesarska dyplomacja dążyła do tego, by przychylnie
nastroić inne obce mocarstwa do księcia Karola. Dotyczyło to
przede wszystkim Stolicy Apostolskiej, Hiszpanii i Brandenburgii,
która znowu była na bakier z Francją. Papież był tym łatwiejszy
do pozyskania, iż przestraszył się, fałszywych zresztą, informacji
wiedeńskiego nuncjusza Albrizziego, że Leopold I zechce przy-
rzec rękę Eleonory i polską koronę brandenburskiemu księciu
Karolowi Emilowi, który jako protestant raczej mało przypadał
do gustu Watykanowi. Z Hiszpanią sprawa wyglądała nieco trud-
niej, tam bowiem knuł własne ambitne polskie plany don Juan
de Austria, bastard Habsburgów. Mimo to osiągnięto, że do War-
szawy przybył wysłannik króla Karola II, don Pedro Ronquillo,
który podczas bezkrólewia, dzięki swym środkom pieniężnym
i wybitnym umiejętnościom, odegrał dużą rolę i który, gdy już
się przekonał o bezcelowości wysuwania hiszpańskiej kandyda-
tury, działał usilnie na rzecz Lotaryńczyka.
Wielki Elektor w ostrożnych słowach obiecał tak austriackie-
mu posłowi Goessowi, jak również samemu księciu Karolowi po-
parcie lotaryńskich zamiarów. W rzeczywistości jednak zamyślał
postąpić wobec jedynego podopiecznego cesarza podobnie, jak
w 1669 roku wobec palatyna. Pod przykrywką osoby wspólnego
z dworem wiedeńskim, oficjalnego konkurenta miał być wysta-
wiony Hohenzollern, właśnie ów książę Karol Emil, którego ojciec
faktycznie chciał ożenić z Eleonorą, a którego Austria w żadnym
razie nie miała zamiaru akceptować.
Na rzecz młodego brandenburskiego księcia agitowano, tak jak
na Sobieskiego, już w czasie choroby króla Michała. Jest piękny
jak dziewczyna i ma podobno "une grandę inclination pour cette
Fuit homo missus a Deo...
nation"1 (t j. do Polaków) - tak wychwalali berlińscy politycy
swego kandydata do tronu. Za nim opowiedział się jako agitator
wyborczy obrotny Andrzej Morsztyn, z którym zgadzała się
większość magnatów wielkopolskich. Najcięższa przeszkoda, przy-
należność kandydata do wyznania ewangelickiego, była, zdaniem
obojętnego na tego rodzaju kwestie Morsztyna, do usunięcia, na-
wet bez formalnego przejścia na katolicyzm przyszłego władcy,
Wystarczyłoby, gdyby ten uczestniczył tylko we mszy. Polska
jednakże musiałaby otrzymać od nowego władcy jako dar pierw-
szej nocy okupowane przez Brandenburgię tereny: Lębork, Dra-
him i Bytów, następnie musiałaby dostać wsparcie w sile 10 OOC
żołnierzy przeciwko Turkom. Jako dalszy, nawet nie tak dalek:
cel marzyło się obu stronom zjednoczenie Polski z państewkam:
Hohenzollernów, przy czym z tego geograficznie zaokrąglonego
potężnego bloku, który sięgałby z samego serca Niemiec aż pc
Dniepr i od Bałtyku po Karpaty, powstałaby w krótkim czasit
polityczna i militarna potęga pierwszej rangi, zresztą królestwo
o czysto polskim charakterze, w którym element niemiecki miał-
by pełnić podobne zadania jak w Rosji pseudo-Romanowie.
Przeciwko temu niebezpieczeństwu, które zagrażało w jedna-
kowym stopniu wszystkim dawnym europejskim mocarstwom
zwróciły się obecnie usilne starania Austrii, Moskwy i Francji
Fryderyk Wilhelm próbował i miał nadzieję pozyskać cara
W tym celu został wysłany do Moskwy wypróbowany agent
dyplomata kurfirsta w zachodniej Polsce, Scultetus, musiał tan
jednak przyjąć do wiadomości, że Aleksiej Michajłowicz sań
chce się w Warszawie koronować za cenę sojuszu zaczepno
-obronnego przeciw Osmanom, a w razie konieczności nawet z,
cenę zwrotu pojedynczych kawałków kraju. Na początku luteg
1674 roku zjawił się w Polsce z dalekosiężnymi planami mo
skiewski pełnomocnik Tjapkin.
Tymczasem cesarska polityka zyskała sobie sprzymierzeńca \
stolicy papieskiej. Ottingen przywiózł pod koniec grudnia d
Wiednia wiadomość, że największe szansę ma Brandenburgii
Z tego powodu Leopold I słusznie ogromnie się zaniepokoił. Na
leży uważać - tak pisał do swego zaufanego - "żeby do Polsl
nie wśliznął się zły sąsiad, gdyż można by za to zapłacić Śle
skiem". Pod koniec roku 1673 zwycięstwo Karola Emila stai
się bardzo prawdopodobne. Brandenburski minister Schweri
1 wielką sympatię do tego narodu
S - Jan Sobieski
66
Rozdział 3
przyjął warunki Morsztyna i kierowanego przez jego krewnych
ugrupowania; wiele filarów austriackiego stronnictwa, między
innymi właśnie biskupi Trzebicki i Olszowski, zaczęło się chwiać.
W tej sytuacji na arenę wkroczył nuncjusz Buonvisi.
Leopold I napisał do papieża, do sekretarza stanu Altieriego
i do kardynała heskiego, by zdopingować ich do zwalczania
kandydatury Hohenzollernów i do energicznego wsparcia Lota-
ryńczyka. Cesarzowi nie wolno było przecież wystąpić wprost
przeciwko brandenburskiemu elektorowi, żeby nie spowodować
ponownie jego sprzymierzenia się z Francuzami. Tak więc droga
przez Rzym była najpewniejsza i najrozsądniejsza. Buonvisi, na
podstawie pospiesznych wytycznych kurii, zajął się urobieniem
biskupów i nadzieje Hohenzollernów rozwiały się w mgnieniu
oka. Pod koniec stycznia 1674 roku Hoyerbeck, poseł branden-
burski, musiał zameldować, że "dobrzy patrioci" są za księciem.
jednakże napiętrzyło się trudności nie do pokonania. Żądano te-
raz od przyszłego króla uroczystej zmiany religii, następnie wcie-
lenia Prus Książęcych do Polski.
Skłoniło to Brandenburgię do popierania albo księcia Jerzego
z Danii, albo palatyna Filipa Wilhelma, byle tylko uniemożliwić
zwycięstwo Lotaryńczyka bądź też któregoś z francuskich pod-
opiecznych. Większość pozostałych kandydatów do tronu, a było
ich więcej jak tuzin, została wyeliminowana od razu na początku
z poważnej walki wyborczej. Byli to Siedmiogrodczyk Apafi,
książątka włoscy z Parmy, Modeny i Mantui, Maksymilian ba-
warski i książę Jorku (późniejszy Jakub II, król Anglii), książę
orański, wielki książę Florencji, król Szwecji i papieski nepot
Altieri. Do ostatecznej rozgrywki stanęli tylko ci, którym albo
nieograniczone wsparcie jednego z dwóch wrogich mocarstw, albo
żywiołowy entuzjazm polskiego narodu mógł zagwarantować
tryumf.
W instrukcji dla biskupa Marsylii, Forbin-Jansona, z 30 marca'
1674 roku, którą można również zastosować do wcześniejszej po-
lityki Francji, polecono temuż ambasadorowi Ludwika XIV sta-
rać się o koronę przede wszystkim dla księcia Kondeusza, owego
genialnego wodza, a w drugiej kolejności dla jego syna Enghiena.
Gdyby jednak ich wybór był nie do przeprowadzenia - dla ja-
kiegoś innego księcia ze ścisłego kręgu Wersalu. W każdym razie
zalecono wykluczyć Lotaryńczyka i nad tego, jeśli nie da się
inaczej, przedłożyć nawet palatyna. O Sobieskim jako przyszłym
monarsze zabraniała myśleć królowi-słońce owa wyniosła duma,
Fuit homo missus a Deo...
która nie pozwalała mu nigdy rzucić łaskawym okiem poza krą
książąt z urodzenia.
A mimo to wszyscy znawcy, ministrowie i dyplomaci byli jec
nego zdania, że los wyborów zależy od polskiego hetmana wie.
kiego koronnego. Zasypywany był listami i obietnicami od na;
wyższych tego świata; Forbin-Jansona, który przywiózł frar
cuską laskę marszałkowską, parostwo, tytuł księcia i 400 00
liwrów, do tego łaski dla rodziny małżonki Sobieskiego, d'Arquie
de La Grange, ubiegł cesarski przedstawiciel Stumb. Wódz 1
najważniejsza osoba w kraju, rozporządza przecież armią, trzet
mu proponować złote góry, szczególnie zaś przypochlebić się j(
go małżonce; tak z wielką słusznością poradził swemu chlebc
dawcy Stumb. Pozwolono mu więc przyobiecać jej 6000 duks
tów, do tego dla małżonka tytuł księcia w cesarstwie.
Ach, co też mogły znaczyć te bogactwa i tytuły, które mię
do rozdania cesarz i król francuski, wobec królewskiej korona
Ze przypadnie ona zwycięzcy spod Chocimia, o tym wiedział c
pierwszej chwili mądry brandenburski poseł Hoverbeck. Te
prawy człowiek stosował się wprawdzie wiernie do sporządź;
nych dlań w Berlinie wskazówek, ale z jego sprawozdań wcis
przeziera przestroga, aby zawczasu ułożyć się dobrze z przyszły]
władcą Polski i zrezygnować z marzenia o wyborze księci
Stumb był właściwie tego samego zdania, chociaż Sobieskie^
"i jego żony interesowne i ambitne uczucia każdy zna i rozi
mię". Najłatwiej dała się wywieść w pole co do zamiarów i pi
giądów ambitnej pary francuska dyplomacja, przynajmniej prz<
przybyciem Forbin-Jansona, dopóki Ludwik XIV nie miał
Polsce oficjalnego przedstawiciela.
Czego jednak pragnęli ci, których najbardziej ta sprawa di
tyczyła, wyborcy szlacheccy? Byli gorzko rozczarowani ,,Pia
' tem". Postanowienie sejmiku w Haliczu z 2 stycznia 1674 roŁ
może być uważane za symptomatyczne: "Non vanus był meti
naszych wielce chwalebnych przodków, iż przed Piastami cav
bant i dlatego, iże już zawczasu postarali się concurrentia
Piastorum wykluczyć, takoż nikomu ex civibus ad regimen koi
kurować wolno nie było, zasię każdy władzy pożądliwy, któł
to audeat, za hoste patriae był deklarowany."1 Niechże więc ka
1 Niepróżny był lęk naszych wielce chwalebnych przodków, iż prz
Piastami strzegli się tego, iże już zawczasu postarali się współzawodnicy
Piastów wykluczyć, takoż nikomu z obywateli do władzy konkurować w<
5*
68 .Rozdział 3
dy rodzimy, lecz żaden z obcych konkurentów nie zostanie wy-
kluczony. To żądanie było równie nierozsądne, jak przed lustrum1
tęsknota za Piastem. Jeżeli masom brak politycznego doświad-
czenia i nie dojrzały do właściwego sądu, to zwykle dają sobą
powodować za pomocą tego typu sloganów i teorii, zamiast bacz-
nie przyglądać się osobom i rozstrzygać rzeczowo w każdym po-
szczególnym wypadku.
Przeprowadzenie kampanii wyborczej przez Sobieskiego i jego
żonę jest niezrównanym majstersztykiem dyplomatycznej i poli-
tycznej sztuki. Kiedy hetman wielki koronny odebrał wiadomość
o śmierci Wiśniowieckiego, przerwał natychmiast wyprawę prze-
ciw Turkom. Podczas bezkrólewia nie można było atakować ze-
wnętrznego wroga; najpierw należało przeprowadzić elekcję no-
wego króla, później dopiero można było podnieść znowu broń
przeciwko Osmanom. Sobieski i tak nie mógłby sfinalizować
zwycięstwa spod Chocimia, stosując atak na drugą turecką armię
pod wodzą Kapłana paszy, gdyż Pac powtórzył swoją sztuczkę
z 1672 roku i wycofał się wraz z większą częścią litewskiego
wojska, mając już po uszy swej zgody z hetmanem wielkim
koronnym. Ponieważ teraz uciekł do Turków również hospodar
Ghica, ponieważ znowu w polskim obozie zaczęły się mnożyć
dezercje, Sobieski musiał się zadowolić zabezpieczeniem południo-
wo-wschodniej granicy przez krótki wypad na teren mołdawski,
osadzeniem tam swego klienta, Petryczejki, w Jassach i właś-
ciwym rozstawieniem polskich garnizonów. Po czym powrócił
do domu, do Lwowa, gdzie był dostatecznie blisko wojska, a jed-
nocześnie nie za daleko od Warszawy.
Z tej kwatery stałej nalegał u prymasa i interrexa Czarto-
ryskiego, następcy Prażmowskiego, na szybką elekcję, nawiązał
kontakt ze swoimi politycznymi przyjaciółmi i wysłał zaufanego
człowieka do Francji, aby zorientować się co do postawy dworu
wersalskiego. Właściwy kandydat może przybyć tylko z Francji,
zwierzał się Aleksandrowi Lubomirskiemu, mianowicie taki,
który, jak to Sobieski wyłuszczył sejmowi w Lublinie, "cieszył-
by się sławą wojenną i był przez to postrachem dla nieprzyja-
ciół". Któż mógłby uczynić zadość tym wymaganiom? Przy wkra-
czaniu hetmana wielkiego koronnego do Lwowa padła odpowiedź;
pewien mówca pozdrowił go tymi słowy: ,,Działaj, zwyciężaj
no nie było, zasię każdy władzy pożądliwy, który by się na to odważył, za'
wroga ojczyzny był uważany.
1 przed pięcioma laty
Fuit homo missus a Deo...
i panuj!" Propaganda, rozprzestrzeniona szybko z ziem ruskie
po całej Polsce, przezwyciężyła "pod pretekstem niedawno uzy
skanej Wiktorii" przesąd szlacheckiego tłumu przeciwnego eleh
cji swego rodaka. Magnaci poczęli się już godzić z wyniesieniei
jednego spośród siebie, lecz opierali się temu, by uznać za krć
Iową kobietę obcego, niskiego szlacheckiego rodu. Wypłynął prc
jekt: Sobieski powinien się rozwieść ze swą żoną i ożenić z krc
Iową-wdową Eleonorą. W ten sposób uszanowano by dumę po'
skiej arystokracji, pozostawiono by koronę powszechnie lubiane
monarchini i... skarbowi państwa zaoszczędzono by wypłat
specjalnego apanażu dla Habsburżanki.
Mędrkowania rozbiły się atoli o czułą miłość głównych bohs
terów. Sobieski bawił wówczas u łoża znowu chorej swej uwie
bianej żony i jeśli dążył do tronu, to przede wszystkim z j<
powodu, aby móc ujrzeć ją w blasku korony. Poza tym hetma
był raczej gotowy opowiedzieć się za Kondeuszem, niż okup
godność królewską zdradą swej towarzyszki. Ta rycerska posti
wa zmniejszyła na moment szansę Sobieskiego, w rezultacie jec
nak przyniosła pełne zwycięstwo, do którego przyczyniła s
istotnie Maria Kazimiera.
W styczniu 1674 roku zebrał się w Warszawie sejm konwok;
cyjny. Sobieski nie brał w nim udziału, za to pojawiła się depi
tacja dowodzonej przez niego armii i wysławiała uroczyście prze
przedstawicielami narodu nieprzeciętne zasługi hetmana. Zaż.
dała następnie przyspieszenia elekcji, posiłków dla armii stacj
nującej w Mołdawii i prowiantu. Parlament uchwalił znaczi
zbrojenia, konieczne na to podatki i ustalił kontyngent wojsi
jak do tej pory na 33 400 żołnierzy, do czego doszło jeszc'
12 000 Litwinów i różnorakich oddziałów posiłkowych, tak
w sumie na papierze dysponowano okrągłą liczbą 60 000 lud:
którą Sobieski swego czasu określił jako nieodzowną. Poza ty
stronnictwo austriackie, które w Warszawie miało zdecydował
większość, postępowało z wielką ostrożnością, by przypadkie
nie urazić Sobieskiego i jego przyjaciół. Hetman litewski P
przystał nawet na to, żeby w specjalnej mowie uznać wojen:
zasługi Sobieskiego, a nawet wyraził zadowolenie, że wyb
,,Piasta", którego prawnego zakazu żądają Litwini, został poda]
tylko ustnie jako niedozwolony.
Po zakończeniu sejmu (22 lutego) kampania wyborcza wkr
czyła w swą decydującą fazę. W pewnym piśmie okólnym
sejmików, z dnia 6 marca, wysłanym ze swojej posiadłości J
70 Rozdział 3
worowa, przedstawia Sobieski zagrożenie tureckie, które mu
wzbroniło podróży do Warszawy. Ostrzega przed takim królem,
który by zrezygnował z kraju za Wisłą, aby z reszty królestwa
uczynić absolutum dominium .(to było wymierzone przeciwko
obcym kandydatom), i w ten sposób zgłasza pośrednio, jak słusz-
nie zauważył nuncjusz Buonvisi, swoją własną kandydaturę. Na
zjeździe magnatów w Lublinie miała być rozważana elekcja w
małym kręgu osób. Sobieski pojawił się tu w korzystniejszym
otoczeniu, niż miałoby to miejsce w Warszawie na sejmie, i naj-
pierw doprowadził do zaspokojenia żądań żołdowych swego woj-
ska, następnie zaś do ukarania dezerterów zeszłorocznej wyprawy
jesiennej. Jeśli chodzi o kwestię następstwa tronu, nie osiągnięto
jednomyślności. Każda partia przypisywała sobie zdecydowaną
przewagę. Tyle tylko było wiadomo, że szansę wyboru wahały
się między Kondeuszem, palatynem, Lotaryńczykiem i Sobieskim.
Za księciem Karolem ujmował się ze szczególnym zapałem wo-
jewoda lubelski Rey, żywiący żarliwe ojcowskie uczucia wobec
Eleonory; sekundował mu w tym niedawno przybyły lotaryński
agent Belchamp, który przywiózł z Nancy od sprawującego tam
władzę księcia 50 000 guldenów reńskich. Na początku kwietnia
Stumb i Hoverbeck donosili zgodnie, że Lotaryńczyk ma więk-
sze szansę niż pozostali trzej konkurenci. Tym razem dali się
wywieść w pole ci, w innych razach tak rozważni, wytrawni
dyplomaci.
Sobieski i jego małżonka wiedzieli, jak w najrozumniejszych,
najroztropniejszych ludziach, którzy właściwie przekonani byli
o czymś wręcz przeciwnym, wzbudzić wrażenie, że Sobiescy
ulegli całkowicie komu innemu. Belchamp wyjechał z Lublina
z mocnym przeświadczeniem, że zwerbował hetmana koronnego
dla Lotaryńczyka, tak że dalsze poczynania Sobieskiego miały
raczej tylko zamaskować tę zmianę poglądów. A cóż miała sądzić
królowa Eleonora, kiedy otrzymała od swej wypróbowanej nie-
przyjaciółki, pani Sobieskiej, taki oto list: ,,Zapewniam, że Wasza
Królewska Mość może spokojnie zawsze i w każdej sprawie roz-
kazywać mojemu mężowi i mnie, jeżeli uważa nas za godnych
Jej służby." Hoverbeck natomiast zaklinał się na wszystko, że
hetman wielki koronny zobowiązał się obecnie wobec Kondeusza,
podczas gdy agent palatyński twierdził to samo w związku ze
swoim panem.
Jednakże Hiszpan Ronquillo i nuncjusz Buonvisi nie dali się
zwieść dzięki swej łacińskiej przenikliwości. Obaj podczas otwar-
Fuit homo missus a Deo...
cia sejmu elekcyjnego przepowiadali niewątpliwy wybór Sobies-
kiego. Don Pedro wiedział, że dwaj najsilniejsi pomocnicy po-
gromcy Turków, wojewoda ruski Jabłonowski i Aleksander Lu
bomirski, zwerbowali dla hetmana wielkiego koronnego więk-
szość magnatów i że teraz tylko chodzi o to, aby na polu elek-
cyjnym porwać za sobą masę delegatów wojewódzkich. Wszystko
przebiegało podług planu.
Z początku partia austriacka mogła się wygrzewać w słońci
swej potęgi i opanować miasto w pierwszych tygodniach sejmi
elekcyjnego. Pacowie mieli przy sobie swe litewskie oddziały
a ich zwolennicy debatowali w sali posiedzeń nad wykluczenien
"Piastów". 2 maja Sobieski odbył swój wjazd do stolicy z ogrom
nym przepychem. Znał się na tego rodzaju pokazowej pomp ii
i lubił to. Towarzyszyli mu janczarzy, gromada wielmożów two
rzyła dwór przyszłego króla. Kilka tysięcy osób dawało te
świetności realne tło.
Cudzoziemscy posłowie, przynajmniej Austriak Schaffgotsch
Francuz Forbin-Janson i palatyńczyk Strattmann, którzy zjawi]
się w maju w Warszawie, zdali sobie wkrótce sprawę z rzeczy
wistej sytuacji: Hoverbeck radził swemu austriackiemu koledz
ważyć się na rozpaczliwą próbę i zaproponować Sobieskiemu ni
tylko tytuł książęcy, lecz rzeczywiste księstwo na Śląsku, do teg
drugie w Lotaryngii dla d'Arquienów. Schaffgotsch i lotaryńsk
pełnomocnik Taaffe przekazali rzeczywiście hetmanowi tę w in
nych okolicznościach kuszącą propozycję, dodatkowo jeszcz
20 000 talarów dożywotniej pensji i 100 000 talarów w gotówce
300 000 w diamentach. Ale było za późno, teraz nawet to bogactw
było za małe.
Pertraktacje na wokandzie sejmowej, wobec działań za kuli
sami, nie miały innego znaczenia jak tylko popisów przed pv
blicznością. Nuncjusz był pierwszy w szeregu mówców, którz
wyrażali przed polskimi senatorami i posłami swe ostrzeżeni
i rekomendacje. Buonvisi wybrał na motto swego przemówień!
powiedzenie "Dextra Domini fecit virtutem". Zrozumiano pouczc
nie, słowa początkowe z listu Sobieskiego o bitwie pod Choć
miem były przecież w pamięci każdego. Rzym opowiedział się 2
Sobieskim, tym samym sprawa była właściwie przesądzeń
Schaffgotsch nie wysunął swego kandydata, aby nie narażać r
szwank cesarskiego prestiżu zbędną rekomendacją; skąpił róv
nież pieniędzy, które wydane byłyby na próżno, i puszył się w(
bęc natrętów nałożywszy maskę Katona: "Nie chcę kupows
72 Rozdział 3
waszej wolności." Forbin-Janson oczarował sejm pełnym polotu
peanem na cześć przyjaźni francusko-polskiej, polecił, ku zasko-
czeniu niewtajemniczonych, palatyna i napisał jeszcze tego sa-
mego wieczora do Ludwika XIV, że tylko Sobieski ma szansę.
Dlatego on, Forbin, dążył do związania przyszłego króla z inte-
resami Francji, stawiwszy mu natychmiast do dyspozycji duże
sumy, razem biorąc 200 000 liwrów.
W tym właśnie przypadku dokonali małżonkowie Sobiescy
majstersztyku nad majstersztykami. Forbin był bowiem jedynym
człowiekiem, który mógł pokrzyżować ich plany. Przybył z suro-
wym nakazem popierania Kondeusza lub innego francuskiego
księcia, w najgorszym wypadku palatyna; mógł wykorzystać
prestiż i bogactwo Francji przeciwko hetmanowi koronnemu.
Jak więc ten biskup Marsylii, który przecież nie należał do umy-
słowo upośledzonych, w ciągu zaledwie kilku dni został skło-
niony do tego, żeby łamiąc nakazy instrukcji z całych sił po-
przeć kandydaturę Sobieskiego i na ostatku zebrać jeszcze za to
od Ludwika XIV pochwały?
Dzięki rzeczowym i osobistym argumentom Maria Kazimiera
obiecała Forbinowi kapelusz kardynalski. W czasie całego swego
panowania starał się później Sobieski zrealizować to przyrzecze-
nie i udało mu się to dopiero po wielu latach. Poza tym Sobiescy
dobrze wiedzieli, jak wmówić francuskiemu posłowi, że właśnie
oni, jako niezmienni przyjaciele jego ojczyzny, będą najpew-
niejszymi i najlepszymi sprzymierzeńcami Francji. Koronnym
atutem jednak była, podług świadectwa francuskiego ministra
spraw zagranicznych Pomponne'a, perspektywa, na którą So-
bieski przedłożył Forbinowi dowody, że jego, hetmana, wybór
i tylko ten, nie inny, oznacza, wbrew powszechnie szerzącemu
się błędnemu oczekiwaniu, zawarcie szybkiego pokoju między
Polską i Porta, wydarzenie, którego pilnie życzył sobie dwór
wersalski z powodów ogólnopolitycznych. W ten sposób bowiem
turecka potęga miałaby wolne ręce, by odciążyć Francję od ce-
sarza. Poza tym wydaje się, że Sobieski, jako dalszą dywersję
na korzyść Francji, złożył ustne przyrzeczenie, że uderzy na
Brandenburgię.
Sprawa pokoju z Turkami przedstawiała się jednakże nastę-
pująco: ów Ghica, hospodar Wołoszczyzny, który nie czuł się
zbyt pewnie na dwóch stołkach, starał się rzeczywiście, by stało
się później prawdą to, o czym nazmyślał najprzód Kapłanowi
paszy. Bombardował Sobieskiego listami i mądry hetman wielki
Fuit homo missus a Deo...
koronny rozpoznał okazję, która się tu nadarzała. Podczas gdy
oficjalnie ostrzegał przed groźbą turecką i polecał siebie jako
zbawcę przed bliską inwazją, gdy w głębi ducha traktował wy-
parcie Osmanów jako jedno z głównych zadań swego przyszłego
panowania, doszedł w największej tajemnicy, za pośrednictwem
Ghicy, do przelotnego porozumienia z Turkami, na którego pod-
stawie zapanowało na południowo-wschodniej granicy faktyczne
zawieszenie broni. Z tego powodu podczas pobytu mołdawskiego
bojara i sławnego kronikarza Mirona Kostyna w Pielaszkowicach,
dziedzicznej posiadłości Sobieskiego, został zawarty układ, na
podstawie którego Polacy mieli opuścić twierdze Chocim i Neam^u.
Poseł nadzwyczajny hetmana zawiózł wielkiemu wezyrowi
oświadczenia największej przyjaźni kandydata do tronu i wrócił
do Warszawy właśnie jeszcze w odpowiednim czasie, aby dzięki
odpowiedzi Kopriilu'ego, który prosił o przybycie posła w spra-
wie zawarcia pokoju, wywrzeć wpływ na decyzję Forbin-Jansona.
Nadaremnie proponował teraz również Strattmann, palatyński
podkanclerzy, biskupowi Marsylii kapelusz kardynalski; całe
francuskie stronnictwo było jednomyślnie za Sobieskim. Tylko
jedna, ostatnia już pozostała przeszkoda, pojedynek z Lotaryń-
czykiem. Ten konkurent nie był jeszcze pokonany. Jak był nie-
bezpieczny, o tym świadczyło głębokie wrażenie, które zrobiła
na wielu niezdecydowanych mowa Taaffego, wygłoszona w kla-
sycznej cycerońskiej łacinie przed parlamentem. Warunki, które
odczytał Belchamp, były nie mniej ponętne: 5000 żołnierza, żołd
dla całej polskiej armii na trzy czwarte roku, a dochody z dzie-
dzicznych księstw Karola, Lotaryngii i księstwa Bar miały w
połowie spływać do skarbu koronnego; zostawszy wybranym
chciał książę wybudować na własny koszt dwie twierdze, 500 ze
szlachty przyjąć do swej gwardii i dobrze opłacać, założyć aka-
demię rycerską i poprowadzić polskie wojsko pod znakiem krzy-
ża w imię Zbawiciela do zwycięstwa nad niewiernymi.
Warunki te bardzo zadowalały wybraną przez sejm komisję
Chociaż poseł palatyna podbił propozycję Lotaryńczyka jeszczi
większymi obietnicami, przyrzekając roczny żołd, 6000 żołnierz;
oddziałów pomocniczych i całe dochody księstwa Julich, korzystn<
wrażenie, jakie wywarł lotaryński mówca, pozostało nie pomniej
szone. Również obietnice hrabiego de Soisson: 20 milionów gul
denów, 5000 żołnierza, i duńskiego księcia Jerzego: sojusz, 3 mi
liony guldenów, 5000 żołnierza oddziałów doborowych, korzyść
handlowe - odbijały się bez znaku i echa. W dniu 17 maja ko
74 Rozdział 3
misja sejmowa złożyła przychylne dla księcia Lotaryngii sprawo-
zdanie.
Ale oto niezmordowana towarzyszka życia Sobieskiego wymy-
śliła nowe posunięcie. Za jej podszeptem hetman koronny polecił
wysłać do królowej-wdowy deputację, która by ją wypytała, czy
chciałaby wyjść za mąż za palatyna, w razie gdyby ów został
wybrany. Ten krok na korzyść Witteisbacha miał ułatwić Litwi-
nom rezygnację z Lotaryńczyka, przy którym Pacowie uparcie
obstawali w obliczu beznadziejności własnych oczekiwań na ko-
ronę. Pomysł był genialny. Litwini bowiem natychmiast poszli
na to, by wybrać palatyna, byleby tylko właściwy kandydat Fran-
cji, Kondeusz, czy Sobieski zostali wykluczeni. Tak więc 18 maja,
dzięki intrydze Marii Kazimiery, został pozbawiony szans Lota-
ryńczyk.
Również druga część intrygi udała się znakomicie. Eleonora
odpowiedziała delegacji, która pojawiła się u niej wczesnym ran-
kiem 19 maja, że ,,podda się woli Boga i Rzeczypospolitej", co
musiało znaczyć tyle, że życzy sobie posłać palatyna do wszy-
stkich diabłów. Poniechano więc również tej kandydatury. I te-
raz droga była wolna dla Sobieskiego. Hoverbeck, który widział,
jak sprawy dojrzewają, poparł hetmana, aby zdobyć jego wdzięcz-
ność dla Brandenburgii. Biskup Trzebicki, znany dobrze jako
zwolennik Austrii, napierał na Paców, by się poddali oczywistej
większości. Jabłonowski, Aleksander Lubomirski i liczni sena-
torzy, którzy potajemnie zobowiązali się na piśmie do wyboru
Sobieskiego, robili swoje. Tak więc wyruszono na pole elekcyjne.
Tym razem województwa nie przybyły w pełnych składach, jak
przy elekcji Wiśniowieckiego. Mimo to napływ był dostatecznie
duży.
Jabłonowski polecał w płomiennej mowie Sobieskiego, męża
dzielnego i doświadczonego. Inni magnaci przyłączyli się do wo-
jewody ruskiego. Ich swada była przekonująca. Z początku było
12 województw za Lotaryńczykiem, 3 za Kondeuszem, 4 za So-
bieskim, reszta za palatynem. Po południu tylko Poznań, Kalisz
i Sandomierz trzymały się w większości Kondeusza, cała Litwa
Lotaryńczyka. Wieczorem jednomyślność Polaków za hetmanem
wielkim koronnym została osiągnięta. Litwini jednakże upierali
się przy Lotaryńczyku. Obecnie więc istniało wielkie niebezpie-
czeństwo, że dojdzie do podwójnego wyboru i w następstwie do
wojny domowej. Wówczas Sobieski, jak to czynił nierzadko,
dzięki swemu patriotyzmowi i skłonnościom do pojednania unik-
Fuit homo missus a Deo...
nął walki bratobójczej. Sprzeciwił się proklamowaniu swego wy
boru, dopóki przeciwnicy nie zaakceptują go dobrowolnie. Na
stępnego dnia, a była to niedziela, pośrednicy krążyli tam i z po
wrotem. Forbin umacniał zapał przywódców stronnictwa róż
rzutnymi datkami. 336 000 liwrów zostało rozdanych przez niegi
w ciągu kilku zaledwie godzin, z tego jedna trzecia Litwinom, kto
rży przeciwstawiali się Pacom. Przyparci do muru przez nawró
conego za sprawą 100 000 liwrów Polub ińskiego i obłaskawioneg.
już 13 000 liwrów Sapiehę, z jednej strony, a z drugiej prze
szwagra Sobieskiego Michała Radziwiłła, litewski hetman wrą
ze swoim bratem kanclerzem osłabli w uporze. 21 maja wszystk
było uładzone. Biskup Trzebicki z Krakowa, w miejsce zmarłe
go kilka dni przed elekcją prymasa Czartoryskiego, mógł ogłosi
hetmana i marszałka wielkiego koronnego królem Polski i wiel
kim księciem litewskim. Nastąpił tradycyjny pochód do warszaw
skiego kościoła Sw. Jana. Tu nowa królowa, Maria Kazimier;.
promieniejąc ze szczęścia, trzymając swego synka Jakuba za rę
kę, uczestniczyła w nabożeństwie.
Kilka niekorzystnych oznak nie było w stanie zakłócić radość
tej bardzo zabobonnej młodej pary panujących; krzesło marsza]
ka sejmu załamało się podczas proklamacji króla, pewien hajdu
przez nieuwagę uderzył w głowę halabardą wysiadającego z kc
rocy Sobieskiego, a przy wejściu monarchy do kościoła spać
krucyfiks. Również mroźna audiencja u Eleonory, do której uds
się nowo wybrany król natychmiast po kościelnej ceremonii, ni
zdołała przygasło radosnego nastroju. Jan Sobieski był pełe
ufności i wiary, bowiem dzięki swym zasługom i dzięki zręcs
ności, którą wykazali w każdej sytuacji on i jego nieoceniona te
warzyszka życia, utorował sam sobie drogę do korony. "Per hs
ad istam",1 czytano na pamiątkowej monecie, którą kazano b
z okazji elekcji i na której można było ujrzeć szpadę, wienie
laurowy i koronę. Temu zawierzył ten panujący; jego lud jec
nakże wierzył wraz z kaznodzieją słowom z Pisma Swięteg
które ten odniósł do Jana III, nowego króla Polski: "Był człowie
posłany od Boga, któremu było imię Jan."
1 Poprzez te do tej