ďťż

Blog literacki, portal erotyczny - seks i humor nie z tej ziemi


30






























AKT DRUGI

Ta sama dekoracja,co w akcie pierwszym.Na ziemi siedzi Żabusia w różowym szlafroczku i
bawi się z Małą Jadzią zabawkami.Opodal Niańka ceruje pończochy
SCENA PIERWSZA
Żabusia,Niańka,Mała Jadzia
ŻABUSIA
ustawia zabawki
Tak!...tu będzie dom,tu drzewo,tu żołnierz...a tu,poza domem,dziedziniec...Ot tak,znów
drzewo,płot i dwie owce...no!Nabuchodonozor!...nie przewracaj zabawek,skoro mamusia
tak ślicznie ustawia...Niańka!skocz do dziecinnego pokoju i przynieś samowar,co go
wczoraj dla dziecka kupiłam...Będziemy nastawiać...
NIAŃKA
Jeszcze się panienka poparzy...
ŻABUSIA
Głupia jesteś...to nie panienka,ale my będziemy nastawiać.Nalej w samowar wody,nałóż
węgli i przynieś tutaj – a żywo!!Rzuć te pończochy...teraz będziemy się bawić.
NIAŃKA
Lecę!
Wybiega
ŻABUSIA
ustawia znów zabawki
Niech Nabuchodonozor nie rusza,bo dam po łapie...
Spogląda na zegarek
Druga!...O trzeciej Rak przyjdzie z biura i pójdzie z Manią do rejenta...Jadzia!...bo,
jak babcię kocham,dam po łapie,jak będziesz psuła mamusi zabawki...Około wpół do czwartej
mogę przyjąć Juliana.
Do córki
Oddaj drzewo,kiedy ci mówię...no!...

Krzyczy,dziecko płacze
SCENA DRUGA
Maniewiczowa,Żabusia,Mała Jadzia,później Niańka
MANIEWICZOWA
wchodząc przez drzwi balkonowe
Dzień dobry!Cóż to za krzyki?
ŻABUSIA
To Nabuchodonozor!dałam mu po łapie!szkaradny dzieciak!
Nagle rzuca się na dziecko z wybuchem wielkiej czułości
Skarby moje!szczęście mamusine!...wszystko ty moje na świecie!...
MANIEWICZOWA
Co za temperament.
ŻABUSIA
Nie temperament,tylko strasznie kocham tego brzdąca...Są matki,które podobno z daleka
swoje dzieci od siebie chowają.Żeby mi kto zabrał Nabuchodonozora,tobym chyba umarła!
MANIEWICZOWA
We wszystkim egzaltacja!
ŻABUSIA
Nie!...jak Bozię kocham,prawdę mówię...
MANIEWICZOWA
Tak więc bardzo kochasz swoje dziecko?
ŻABUSIA
Także pytanie?jak tu nie kochać takiego Nabuchodonozora?taką pyzatą biedę?no,jak tu nie
kochać?
MANIEWICZOWA
Ty i Raka kochasz?
ŻABUSIA
A jakże...jak nie kochać Raka,kiedy to Rak taki kochany,że już drugiego nie ma na świecie.
MANIEWICZOWA

A Julian?
ŻABUSIA
E!Julian to Julian,a Rak to Rak...
MANIEWICZOWA
Nie rozumiem tej klasyfikacji.
ŻABUSIA
Bo ty jesteś inna kobieta...ty wyłącznie kochasz siebie samą i poza sobą nic nie widzisz.
MANIEWICZOWA
Tak,ty masz dobre serce.
ŻABUSIA
Pewnie,że mam dobre serce.
Chwila milczenia
MANIEWICZOWA
Nie gniewasz się,że przeszłam przez balkon?
ŻABUSIA
Gniewać się?...owszem,jestem bardzo rada,że kazałyśmy zrobić w kracie furtkę...Nie
potrzebujemy wchodzić i schodzić ze schodów.Nie cierpię chodzić po schodach,będziemy
mogły częściej się widywać.
MANIEWICZOWA
Ba!wtedy chyba,skoro ja do ciebie przyjdę.Ty jesteś zawsze zajęta.Jeżeli nie wychodzisz
na spacer,to wiecznie masz coś do czynienia w domu.
ŻABUSIA
Spodziewam się!Mąż,dziecko,dwie sługi – całe gospodarstwo na mojej głowie.A obejrzyj
się dokoła,jaki ład,jak czysto...co dzień sama kurz obcieram,a spytaj się,czy mojemu
mężowi albo dziecku co brakuje?Wszystko na czas,i obiad,i bielizna,i froter,i rachunek...
a jakże!...
MANIEWICZOWA
Widzę,widzę – jesteś wzorem żon i matek.
ŻABUSIA

Ja tak jak babcia.Dziadzio był zawsze z babci kontent.
MANIEWICZOWA
Ale...czy wiesz,że z dziadzia straszny jeszcze lowelas.Kiedyś prawił mi takie rzeczy i
komplementa,że aż rumienić się zaczęłam.Mnie się zdaje,że on jeszcze do kobiet się zaleca.
ŻABUSIA
Co to szkodzi,jeżeli babcia nie wie o tym.
MANIEWICZOWA
A więc to głównie chodzi o to,ażeby babcia nie wiedziała.
ŻABUSIA
Spodziewam się.Jeżeli żona nie wie i jest zupełnie szczęśliwa,mąż może robić,co mu się
podoba.
MANIEWICZOWA
Mania byłaby innego zdania.
ŻABUSIA
Mania jest głupia sensatka 18 .Pozuje na oryginalność i zdaje się,że jest bocianem,który
świat czyści.
Wchodzi Niańka
NIAŃKA
Proszę pani,jest samowar.
ŻABUSIA
zrywając się
Gdzie?pokaż!
NIAŃKA
Ostrożnie,bo się pani poparzy.
MANIEWICZOWA
Co za czad!...wynieście stąd tę truciznę,nabawi nas bólu głowy!
ŻABUSIA
Szkoda!...chciałam zobaczyć,czy się nie zagotuje.Napiłybyśmy się herbaty.
MANIEWICZOWA

Dziękuję!
ŻABUSIA
Postaw samowarek na ganku i weź Nabuchodonozora.Zostaw zabawki...ja się będę jeszcze
bawiła.Niańka z dzieckiem wychodzi
MANIEWICZOWA
Czy ty nigdy nie spoważniejesz?
ŻABUSIA
Po co?czy ja komu tym krzywdę sprawiam,a sama tak się dobrze bawię.
MANIEWICZOWA
Zapewne,innym tym krzywdy nie sprawiasz,ale wyrządzasz złe samej sobie.Jesteś zanadto
roztrzepana,możesz się wplątać w jaką brzydką awanturę.
ŻABUSIA
Ja?Cóż to znaczy!Byleby tylko drudzy na tym nie cierpieli...a ponieważ wszyscy kochają
mnie taką,jaką jestem,i czują się ze mną szczęśliwi –więc ja zawsze do śmierci będę Żabusią.
MANIEWICZOWA
Siostra twego męża cię nie kocha.
ŻABUSIA
Ach,dzięki Bogu,że dochodzi dziś właśnie do pełnoletności,podniesie te sławne tysiąc
rubli posagu i pójdzie za mąż.Miła z niej będzie żona!Wyniesie się z miasta i przestanie
mnie prześladować swoją osobą.
MANIEWICZOWA
Widziałaś jej narzeczonego?Musi to być nie lada okaz!
ŻABUSIA
Wyobraź sobie,że do tej pory ani ja,ani Rak nie znamy go wcale.Taka skryta!
MANIEWICZOWA
Boi się może,ażeby ten pan się w tobie nie zakochał.
ŻABUSIA
Albo w tobie!Zasługiwałaby na nauczkę...Przedstaw sobie,ciągle mi daje do poznania,że
się domyśla dużo rzeczy i że ja jestem...niegodziwą kobietą.

Chodzi po pokoju tam i na powrót,założywszy w tył ręce
To mnie oburza...bo przecież nikt mi nic nie ma do zarzucenia.Nie postępuję tak jak inne
kobiety.Nie kocham się w przyjaciołach mego męża,tylko zawsze w kimś,kogo Rak nie zna.
W ten sposób nie narażam na śmieszność Raka,bo to zawsze jest mój mąż i nie powinien
tracić na powadze.
MANIEWICZOWA
Zapewne –ale często sama narażasz twego męża na śmieszną sytuację.Pamiętasz,jak kazałaś
mu czytać głośno korespondencje prywatne,w których były wiersze na cześć twoją.
ŻABUSIA
A,to zupełnie co innego...to ja!...Mnie,jego żonie,wolno się śmiać z mego męża,ale nie
zniosłabym,gdyby się ktoś obcy z niego wyśmiewał.
MANIEWICZOWA
No,a ja?Wszakże i ja wtedy śmiałam się do rozpuku.
ŻABUSIA
A ty to co innego,ty jesteś przyjaciółką jego żony...
Idzie ku drzwiom balkonowym
O!idzie szacowna panna Maria!patrz,jak ona wygląda!chodząca powaga...jak to idzie po
trotuarze jak kaczka.
MANIEWICZOWA
Uciekam!
ŻABUSIA
Proszę cię,zostań!Skoro ty tutaj jesteś,może powstrzyma swój sarkazm i przestanie mi
dokuczać.A potem mam ci coś powiedzieć...Ty wiesz,jak ja lubię śmieszne sytuacje...
Wchodzi Maria
Pst!...cicho!...To dziwne,jej obecność zawsze mi rezon odbiera.

SCENA TRZECIA
Maniewiczowa,Żabusia,Maria
MARIA

Dzień dobry!
ŻABUSIA
idąc ku niej nieśmiało
Dzień dobry,Maniu.
MARIA
Janek nie wrócił jeszcze do domu?
ŻABUSIA
Nie,za chwilę powróci.Zaczekasz?
MARIA
Tak.
Idzie na prawo
Niech się panie mną nie krępują,proszę bardzo!...
Siada z boku i bierze książkę
MANIEWICZOWA
do Żabci
Wychodzisz dziś po obiedzie?
ŻABUSIA
Nie wiem...może...
Obie udają wielką swobodę,ale powoli głosu im obu brakuje i siedzą nie wiedząc,co mówić
MANIEWICZOWA
Byłam wczoraj w teatrze...nowy baryton jest zachwycający.
ŻABUSIA
Ach tak,zwłaszcza gdy ma czarną perukę...
MANIEWICZOWA
Ja go wolę jako blondyna.
ŻABUSIA
Ja zaś jako bruneta...
Pauza
MANIEWICZOWA

Pójdę jutro kupić sobie wiosenny kapelusz.
ŻABUSIA
Ja także...
MANIEWICZOWA
A...tak?
ŻABUSIA
Jak babcię kocham.
Pauza
Maria podnosi się i nie odrywając oczów od książki,wychodzi do pokoju dziecka.
Maniewiczowa i Żabusia patrzą na siebie i wybuchają śmiechem
ŻABUSIA
Uważałaś?
MANIEWICZOWA
Naturalnie.E!mniejsza z tym,co mi to chciałaś powiedzieć?
ŻABUSIA
przysuwając się
Ale nie powiesz nikomu?
MANIEWICZOWA
Nikomu!
ŻABUSIA
Zaklnij się,że jak nie wiem co,nikomu nie powiesz...
MANIEWICZOWA
No,nie nudź...a powiedz!
ŻABUSIA
Wiesz...Julian tu dziś przyjdzie...
MANIEWICZOWA
Tutaj?wszakże mi mówiłaś,że nie wie,kto jesteś...
ŻABUSIA
Naturalnie,że nie wie,i w tym cały szyk!

MANIEWICZOWA
Ale skoro tu przyjdzie,to się dowie.
ŻABUSIA
Właśnie że nie i w tym polega rzecz cała.Dał mi słowo honoru,że nie spojrzy na listę
lokatorów i nigdy nie będzie się starał dowiedzieć,u kogo był.
MANIEWICZOWA
I wierzysz,że on to zrobi?
ŻABUSIA
Wierzę.Najprzód dał słowo honoru,a ja słowu honoru mężczyzny wierzę,a potem nie masz
pojęcia,do jakiego stopnia ogłupienia ja go doprowadziłam...Taki rozumny człowiek...bo on
jest bardzo rozumny.
MANIEWICZOWA
Chciałabym go kiedy zobaczyć.
ŻABUSIA
Wiesz...jak by ci go opisać...on jest tak zupełnie w rodzaju,ot...Marii.Poważny,niby taki
uczciwy,mądry...Często zupełnie tak samo mówi jak ona...albo jak ona się odezwie...to
jakbym jego słyszała...
MANIEWICZOWA
Jakże więc taki sensat mógł się zakochać w takiej jak ty kobiecie...
ŻABUSIA
Właśnie...tu cała sztuka.Jak go zobaczyłam po raz pierwszy w Botanicznym Ogrodzie na
ławce,zamyślonego,z papierosem przylepionym do ust,mówię sobie – phi!projekt na
samobójcę...
MANIEWICZOWA
ciągnąc
A że masz dobre serce...
ŻABUSIA
A że mam dobre serce...
MANIEWICZOWA

Dotąd kręciłaś się koło niego z Nabuchodonozorem,aż wydarłaś tę ofiarę szponom śmierci...
ŻABUSIA
śmiejąc się
A tak!...
MANIEWICZOWA
Po co ty go tu sprowadzasz?
ŻABUSIA
Chciałam,żeby zobaczył,jak mieszkam!
MANIEWICZOWA
Szczególniejsze zachcenie...Ale teraz uciekam!...bądź zdrowa!gdzież mam klucz od furtki...
A,za paskiem...
ŻABUSIA
A ja idę się przebrać.
MANIEWICZOWA
Po co?wszakże zostajesz w domu?
ŻABUSIA
Nie mogę przyjąć Juliana w szlafroku.
MANIEWICZOWA
Dlaczego?
ŻABUSIA
To nieprzyzwoite!
Maniewiczowa wychodzi przez drzwi balkonu,Żabusia wybiega do swego pokoju

SCENA CZWARTA
Maria,później Bartnicki
MARIA
wychodzi z pokoju dziecinnego
Nareszcie poszły...można będzie odetchnąć swobodniej.Och!...jak mi jakoś dziwnie,
głowa mnie boli...Wstałam od rana jakaś nieswoja.Jakie życie jest smutne,och!...jakie

smutne...Dzwonek.Przez scenę przebiega Niańka i idzie otworzyć,Maria idzie ku stolikowi
i układa książki
BARTNICKI
A!...jesteś już,siostruniu?Nie mogłem wcześniej uwolnić się z biura.Sądzę,żeś na mnie nie
czekała.
MARIA
Chwilkę tylko...Byłam u dziecka.
BARTNICKI
Gdzie Żabusia?dlaczego nie poszłaś do Żabusi?
MARIA
Towarzystwo małej Jadzi jest przyjemniejsze...
BARTNICKI
Jadzia mówić nawet nie umie.
MARIA
Właśnie dlatego.
BARTNICKI
Czy jesteś,dzisiaj znów w złym humorze?
MARIA
Nie.Tylko jestem smutna.
BARTNICKI
Czy ci się co przytrafiło?
MARIA
Nie.
BARTNICKI
Więc o co ci chodzi?
MARIA
O nic!...
BARTNICKI
A twój ślub?kiedyż nareszcie zdecydujesz się na to małżeństwo?Czas by już największy...

przedstawże mi twego narzeczonego.
MARIA
po chwili wahania
Być może,że to nastąpi niezadługo.
BARTNICKI
Niezadługo...niezadługo...Takie długie a sekretne przed rodziną narzeczeństwo to sensu nie
ma.Sama Żabcia mówiła,że to nieprzyzwoicie.
MARIA
A...skoro Żabcia tak mówiła...
BARTNICKI
Ona się zna na tym i wie,co wypada,a co nie wypada.Przyznam ci się,że ani ona,ani ja nie
mamy ochoty,aby źle o nas mówiono...
MARIA
Jak to źle,z mego powodu?
BARTNICKI
Z twego.Przyśpiesz twój ślub i niech się to raz skończy...
Maria milczy chwilę,wreszcie wybucha płaczem
BARTNICKI
chwytając ją z tylu za ramiona
Maniu!...Maryś!...co tobie?...czy ten twój narzeczony skręcił kominka?powiedz,a,jak
Boga kocham,wyzwę i rozpłatam na ćwierci...
MARIA
hamując się
Nic mi nie jest...to chwilowe dziecinne wzruszenie...Już przeszło.Chodźmy do rejenta.
BARTNICKI
Chodźmy.Tylko się z Żabcią pożegnamy.Pieniędzy twoich lokować nie trzeba.Skoro idziesz
za mąż,będą ci potrzebne na wyprawę.Prawda?
MARIA
Zapewne.

BARTNICKI
nagle
Dlaczego ty masz tak mało do mnie zaufania?Masz jakieś zmartwienie,ja to widzę...no,
przypuszczam,że mnie nie chcesz powiedzieć,ale Żabusi możesz.Kobiety łatwiej się
porozumieją.Chcesz,żebym zawołał Żabci?
MARIA
stanowczo
Nie!...tysiąc razy nie.
BARTNICKI
Niechże i tak będzie.Skoro taka jesteś skryta,to będziesz...to bądź sobie,panie tego...
skryta...
SCENA PIĄTA
Ciż sami,Żabusia
ŻABUSIA
w różowej sukience
Jesteście jeszcze w domu?myślałam,że już wyszliście od dawna.
BARTNICKI
Któraż to,panie tego,godzina?
ŻABUSIA
Trzecia.
BARTNICKI
Uf!...spóźnimy się...Mańka...Chodźmy...gdzie mój kapelusz?
ŻABUSIA
Czekaj,zatracony Raku,niech ci krawat poprawię.Wychodzisz na ulicę jak obdartus.Wstyd
tylko Żabusi robisz...Tak,a teraz pocałować Żabcię...
BARTNICKI
całując ją
Sto razy,nie raz.
ŻABUSIA

do Marii
Pocałować Żabcię!
MARIA
usuwając się
Wezmę książki i zmienię w czytelni.Od trzech tygodni widzę Krwawą trucicielkę
Boisgobeya...Czy mam wziąć ciąg dalszy tej wielce zajmującej powieści?
ŻABUSIA
Nie,zresztą,nie bierz książek do zmiany.Ja ich i tak nie czytam.
MARIA
Po co abonujesz?
ŻABUSIA
Albo ja wiem...dla zwyczaju...Zresztą ja mam kurierek...to mi wystarcza.
BARTNICKI
Chodźmy!chodźmy!Bądź zdrowa,Żabusiu.
ŻABUSIA
Do widzenia,Raku.
Całuje serdecznie męża.Maria i Bartnicki wychodzą
SCENA SZÓSTA
ŻABUSIA
sama,biegnie do drzwi balkonowych
Wychodzą z bramy!...Przechodzą ulicą!...Rak się ogląda!...pa!pa!Biedny Rak!o,potknął
się...może stłukł sobie nogę...nie!nic mu nie jest...oddycham!...
Biegnie do lustra
Zaraz Julian przyjdzie...chciałabym,żeby mu się u nas podobało.Ja się na tym nie znam,ale
zdaje mi się,że tu jest bardzo ładnie...O,wachlarz się przekrzywił.
Poprawia wachlarz
Pójdę na balkon,ażeby pilnować przyjścia Juliana.Nie trzeba,ażeby dzwonił i sługi go
widziały.Choć niańka z Nabuchodonozorem poszła do babci...
Patrzy przez okno balkonowe

Nie ma go...Może nie przyjdzie...Kto to wie?Przystał na to przyjście z taką niechęcią...
Bogiem a prawdą zaczyna mnie już nudzić.Skoro na niego spojrzę,zaraz mi się Mania
przypomina.
Patrzy na ulicę
Idzie!...jak babcię kocham...widzi mnie!Tu!tu!o!potknął się!byleby się tylko nie uderzył
albo sobie nogi nie zwichnął.Nie – oddycham..Wchodzi do bramy...pędzę do przedpokoju!...
Biegnie do przedpokoju,po chwili wprowadza Juliana

SCENA SIÓDMA
Żabusia,Julian
ŻABUSIA
Tutaj...proszę do salonu.
JULIAN
A...to salon?
ŻABUSIA
Tak,ubraliśmy go po japońsku,to jest,ja ubrałam,bo mój mąż się do niczego nie wtrąca.
Chwila milczenia.Stoją oboje zakłopotani.Żabusia nagle
Siadaj.
JULIAN
Dziękuję!...
Chwila milczenia
ŻABUSIA
Tu jest salon,a tu jest pokój Nabuchodonozora,a tu pokój Raka,a tu jadalnia,a tam kuchnia,
a tu balkon.
JULIAN
ironicznie
A na górze strych,a na dole piwnica.
ŻABUSIA
Proszę nie być ironicznym...zaraz Mania mi się kłania.

JULIAN
Ciągle słyszę o tej Mani,cóż to za Mania?
ŻABUSIA
To nikt.
JULIAN
A,nikt?
ŻABUSIA
Nikt.Chwila milczenia
Ładnie tutaj?
JULIAN
Bardzo ładnie.
ŻABUSIA
Tu zawsze Rak w tym fotelu czyta swoje gazety,a te fijołki to mi babcia i dziadzio
przynieśli tydzień temu wieczorem...kiedy wróciłam do domu po widzeniu się z tobą.
JULIAN
Aha!...
Chwila milczenia
ŻABUSIA
To fotografia...to Nabuchodonozor,jak miał osiem miesięcy.
JULIAN
Widzę.Chwila milczenia
ŻABUSIA
Ładnie tu?
JULIAN
Ładnie.
ŻABUSIA
E!bo może tak mówisz,żeby mi zrobić przyjemność.
JULIAN
Nie,daję słowo...ładnie.

ŻABUSIA
A tu na balkonie mam kwiaty – o!!śliczne oleandry...
Zbliża się do okna,Żabusia odskakuje i odciąga Juliana
Schowaj się!
JULIAN
Co się stało?
ŻABUSIA
Mój mąż!...
JULIAN
Masz tobie!
ŻABUSIA
Uciekaj!
JULIAN
Którędy?
ŻABUSIA
Przez kuchnię...
Dzwonek
Za późno!...na balkon!...
Wypycha go na balkon,do pokoju wchodzi Bartnicki i Maria

SCENA ÓSMA
Żabusia,Bartnicki,Maria,na balkonie Julian
BARTNICKI
Wyobraź sobie,Żabciu,spóźniliśmy się,nie zastaliśmy rejenta.
ŻABUSIA
tajemniczo
Ach!moi drodzy!co za szczęście,żeście powrócili.
BARTNICKI
Dlaczego?

MARIA
patrząc na balkon
Ktoś jest na balkonie.
ŻABUSIA
Tst...nie oglądajcie się!To cała historia!patrzcie,jak się cała trzęsę...prawda?to ze
strachu.
BARTNICKI
Cóż to?złodziej?Trzeba posłać po policję!
ŻABUSIA
Złodziej?to gorzej niż złodziej...Wyobraźcie sobie,że tego pana przez furtkę balkonową
wepchnęła na nasz balkon Maniewiczowa.
BARTNICKI
Dlaczego?
ŻABUSIA
Jak to dlaczego?to...
BARTNICKI
A!...
ŻABUSIA
Tak!
BARTNICKI
dusząc się ze śmiechu
Jak Boga kocham!...a to biedny Maniewicz!
ŻABUSIA
Teraz chodzi o to,żeby Maniewiczową z biedy wyciągnąć.Trzeba tego pana koniecznie stąd
wyprowadzić.Tymczasem zdaje mi się,że Maniewicz się czegoś domyśla i czatuje na jego
wyjście,w której sąsiedniej bramie.Mój złoty,brylantowy,jed yny Raku...wyprowadź ty go z
domu.Skoro z nim będziesz szedł,Maniewicz pomyśli,że to twój znajomy,i nie będzie go
napastował...
MARIA

do brata
Spodziewam się,że do tego ręki nie przyłożysz?
ŻABUSIA
Dlaczego?
MARIA
gwałtownie
Bo żona oszukująca męża jest istotą godną pogardy i powinna zasłużoną ponieść karę...
ŻABUSIA
Ja sama także potępiam tego rodzaju kobiety...Maniewiczowa jednak jest dla mnie bardzo
uprzejmą,dobrą i nie mam prawa odmówić jej pomocy w tak ważnej chwili.Trzeba ratować
kobietę.
BARTNICKI
z naglą determinacją
Tak,panie tego!...trzeba ratować kobietę!...
Idzie ku drzwiom balkonowym.Maria odwraca się plecami,tak że nie widzi w pierwszej
chwili Juliana.Bartnicki otwierając drzwi
Proszę pana!...
Julian wychodzi i staje na progu zmieszany i niezdecydowany.Bartnicki prezentując się
Jestem Bartnicki!...żona moja mi,panie tego,wszystko powiedziała...chodźmy...przeprowadzę
pana...
ŻABUSIA
Pan Maniewicz,który was podejrzewał,stoi prawdopodobnie na dole i czeka na pańskie
wyjście.Mój mąż jest tak dobry,że chce pana przeprowadzić...niby swojego znajomego...który
był u nas z wizytą...rozumie pan?
BARTNICKI
Zechciej mnie pan wziąć pod ramię i chodźmy jak dwaj przyjaciele...
JULIAN
Doprawdy...nie wiem,czy powinienem...
Na głos Juliana Maria odwraca się szybko

MARIA
O!
JULIAN
To pani?...
BARTNICKI
Znacie się?
Chwila milczenia
MARIA
z wysiłkiem
Nie...ja nie znam tego pana.
BARTNICKI
Chodźmy!tylko z fantazją,mój młody panie!Idziesz ze mną...więc ja ręczę,że ci się nic
złego nie stanie.
Wychodzą Bartnicki i Julian
SCENA DZIEWIĄTA
Żabusia,Maria,później Franciszka
ŻABUSIA
przy oknie
Wychodzą z bramy!...jak babcię kocham,wychodzą!
MARIA
na przedzie sceny
On!...on!...
ŻABUSIA
biegnąc do kuchni
Franciszko!...Franciszko!
FRANCISZKA
Słucham pani!
ŻABUSIA
Idź do pani Maniewiczowej i powiedz pani,że ja natychmiast przyjdę...niech pani na mnie

czeka.
FRANCISZKA
przerywa
Kiedy,proszę pani – pani Maniewiczowa już z pół godziny,jak wyszła z mężem na miasto.
ŻABUSIA
zmieszana
Dobrze!...odejdź.
Franciszka wychodzi
MARIA
zrywa się i rzuca się ku Żabusi
Jezus Maria!...Jezus Maria!...
ŻABUSIA
Maniu,co ci się stało?...
Skacze na kanapę zwijając się w kłębek.
MARIA
w szalonym gniewie,chwytając ją za ręce
A,nikczemnieć!...to twój kochanek!...nie tamtej!...nie tamtej!...
ŻABUSIA
Puść mnie!...
MARIA
Ach,ty nikczemna!...zabiłaś mnie!...
Pada zemdlona na ziemię.Żabusia pozostaje nieruchoma,klęcząc na kanapie z oczyma
utkwionymi w leżącą Marię

Zasłona spada

KONIEC ROZDZIAŁU
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • qualintaka.pev.pl
  •