ďťż

Blog literacki, portal erotyczny - seks i humor nie z tej ziemi


Małe Co Nieco
(napisał Gonzo)

Kubuś Puchatek to mały, głupiutki miś mieszkający w Stumilowym lesie. Biedny, mały miś. Trudno jest mu się znaleźć w tak ogromnym świecie. Ma tylko trzech przyjaciół - Krzysia, Prosiaczka i Kłapouchego. Nikt z ich rówieśników ich nie lubi. Czemu ? Bo ta paczka czterech prawdziwych przyjaciół to... skurwysyńskie kujony!! Nic, kurwa, nie robią, tylko kują podręczniki. Co najbardziej wkurwia ludzi z ich klasy to to, że te pojeby są strasznymi kablami i o każdą byle gównianą rzecz lecą z ryjem do nauczycieli poskarżyć. Naprawdę, biedni są w tej klasie, a to dlatego, że w klasie oprócz nich i nie liczących się w bajce statystów jest czterech gości - Tygrysek i jego banda, czyli Królik, Gofer i Sowa.
Zacznijmy może od szefa gangu, czyli Tygryska. Jest punk rockerem i oprócz muzy interesuje się paleniem trawy, piciem trunków, rżnięciem panienek i imprezami. Tygrysek jest właścicielem wspaniałej chaty, która jest nieprzeciętna. Co się w tym domu już nie działo - orgia na 100 osób, grupowe bicie konia, tysiące chlańsk i jarań, koncerty punk rockowych, hardcore'owych i metalowych kapel. Taka chata to marzenie każdego nienormalnego człowieka [ja chce mieć taką chatę, ja chce mieć taką chatę, ja... no co się tak patrzysz na mnie, mamo, pierdolniętego nie widziałaś ?].
Królik i Sowa byli HC. Królik nigdy nie rozstawał się ze swoim ukochanym nożem, po ostrzu którego spłynęło już wiele niewinnej krwi, krwi malutkich dzieci, młodych dziewczyn, nienarodzonych dzieciaczków, miesiączek itp. [ideologię dopiszcie sobie sami]. Sowa natomiast zawsze chodził z gazem łzawiącym, bo podniecał go widok płaczącego psa, któremu gaz wypala oczy i krzyk dziecka, który już nigdy nie zobaczy słońca, nieba, mamusi, tatusia, babci, dziadziusia i... starczy. Ale brutale.
Gofer, jak się teraz już łatwo domyśleć, był metalem. Chociaż był dosyć mały, to pióra miał aż do samej ziemi. Uwielbiał zamiatać nimi podłogę na koncertach. Poza tym Gofer był jedynym, który nie palił ganji i nie pił piwa. Gofer miał jedną kochankę - była nim wóda. Takiej ilości wódki, jaką pił Gofer, nikt nie byłby w stanie wychlać. Dla niego litr dziennie to było mało. Musiał wypić przynajmniej dwa, aby mu było dobrze. Poza tym Gofer pił tylko wódkę, nic innego. Do śniadania wódka, do obiadu wódka, do kolacji wódka, jak chce się pić - wódka, jak nie chce się pić - wódka, nic nie robisz - pijesz wódkę itd. To przez nałogowe picia wódy spierdolił mu się głos i teraz tak śmiesznie gwizda mówiąc.
Oto gang czterech żuli. I to właśnie te żule były najbardziej wpierdolone obecnością na świecie Puchatka i jego trzech przyjaciół od serca. Na początku szkoły tolerowali ich i klepali tylko godzinkę po lekcjach, bo myśleli, że się chłopaki ułożą. Gdy to się nie sprawdziło i ci dalej kuli i kablowali, brygada Tygryska kopała ich trzy godziny przed i trzy godziny po lekcjach. Gdy i to nie pomogło, Tygrysek wpadł na świetny plan wyczyszczenia świata z pierdolonych kujonów. [Tak, wreszcie będę mógł napisać o tej pasjonującej historii, którą mi kiedyś babcia do poduszki opowiadała]. Zaczęło się to wszystko tak...

Pewnego słonecznego poranka do chatki Puchatka wpadli Prosiaczek, Krzyś i Kłapouchy na "małe co nieco", czyli aby się "troszkę" pouczyć. Chatka Puchatka, chociaż była niewielka, po brzegi wypełniona była pierdolonymi i nikomu innemu nie potrzebnymi podręcznikami, encyklopediami i innymi takimi gównami. Wszyscy czterej już dawno wszystko to wykuli na pamięć, ale sprawiało im straszną przyjemność kuć to jeszcze raz. Więc gdy przyszli do Puchatka, wzięli sobie po szklance ciepłego mleka i zaczęli czytać kolejne tomy encyklopedii historycznej i biologicznej. Prosiaczek powtarzał sobie przypisy na 1327 stronie, Puchatek, po raz nasty uczył się budowy zewnętrznej części wewnętrznej budowy środkowego ucha u dziobaka północno-amerykańskiego. Krzyś rysował kolejny schemat pompy ssącej, a Kłapouchy uczył się dat dziennych i godzinnych wszystkich wojen w historii świata.

Po jakiejś godzince wszyscy, ubrani w obowiązkowe chałaty z tarczą, uroczyście wymaszerowali do szkoły. Po drodze z przyjemnością odpytywali siebie nawzajem. Po piętnastu minutach weszli do ich jedynego ukochanego miejsca - czyli do jebanej, pierdolonej i beznadziejnej dla innych szkoły. Na początku poszli do pokoju nauczycielskiego przywitać się z wszystkimi nauczycielami, albowiem każdy był dla nich autorytetem. Potem poszli do klasy i usiedli w dwóch pierwszych ławkach. Gdy zadzwonił dzwonek na lekcję, cała czwórka wyciągnęła podręczniki i czekała na nauczycielkę od historii, panią Kurkę [taki mały podtekst :^)]. Gdy po minucie się nie zjawiła, Puchatek zaczął się martwić, czy aby coś się nie stało. Prosiaczek szybko pobiegł do pokoju nauczycielskiego spytać się, co jest. W międzyczasie do klasy, już po dzwonku, wpadła banda Tygryska i rozwaliła się w dwóch ostatnich ławkach. Od Gofera tak jebało wódą, że trzeba było otworzyć wszystkie okna. Tygrysek wyciągnął nogi na stół, wyjął fifkę, przypalił, podał Królikowi, ten Sowie i już świat dla nich był piękniejszy. Po chwili przyszedł Prosiaczek z panią Kurką, która przeprosiła Puchatka i jego przyjaciół za tak poważne spóźnienie i usiadła za biurkiem. Wtedy wstał Krzyś i powiedział do babki:
- Pani profesor, chciałem poskarżyć, że Tygrysek, Królik, Gofer i Sowa spóźnili się na lekcję 2 minuty, poza tym niegrzecznie położyli nogi na święte ławki i zaczęli palić coś ze szklanej rurki, nie wiem, co to jest, ale czytałem w Encyklopedii Biologicznej, że ze szklanych rurek pali się... to straszne, ciężko jest mi to wydusić... bardzo niebezpieczny narkotyk - marihuanę, która ma wzór chemiczny...
- Te, kurwa, jebany kablu, mamy cię dzisiaj kopać 4 godziny po lekcjach za kablowanie czy wolisz kąpiel w betonowych butach ? Bo ja cię mogę tak załatwić, że twój ryj nie będzie się różnił od gówna twojej starej, chuju - krzyknął na Krzysia Królik.
- Koko, uspokójcie się - zagdakała pani Kurka. - Dziękuję ci serdecznie Krzysiu, za powiedzenie prawdy będziesz miał celujące zachowanie.
- Serdecznie dziękuję pani profesor - ucieszył się Krzyś.
- Koko, a co do was - Kurka zwróciła się do bandy - to znowu palicie marihuanę, choć wiecie, że to zabronione!
- Obciągnij mi, kurwo - krzyknął Tygrysek. - Palenie marihuany, kochanej ganji to to, co Tygryski lubią najbardziej i żadna cipa nie będzie mi mówiła, co mam robić, do kurwy nędzy!
- Co ? - oburzyła się Kurka. - Jak śmiesz! Jutro macie przyjść z matkami lub ojcami!
- Zapomnij, dziwko - odparł Gofer. - My sprzedaliśmy naszych starych na wódkę...
- I trawę - dorzucił Tygrysek.
- I płyty z muzą - dodał Sowa.
- I noże - wtrącił Królik - aby masować nimi takich, jak te jebane kujony i pierdolone kable.
- Pani profesor, bo oni nas obrażają - pożalił się Puchatek.
- Tak, pani profesor, nie wiadomo, co oni kiedyś nam zrobią - skarżył się Kłapouchy.
- Morda, psy - ryknął Tygrysek . - Było "dać głos" ?
- Ja się boję - zajęczał Prosiaczek.
- Koko, nie bój się, mój Prosiaczku, oni nic ci nie zrobią.
- Mylisz się, cipo - powiedział Królik głaszcząc swój nóż.
- Koko, wy czterej tam z tyłu, macie natychmiast wyjść z klasy, przemyśleć do jutra swoje postępowanie i przeprosić ich, jak przyjdziecie jutro na czas!
- Chłopaki, spadamy z tego zadupia - powiedział Tygrysek. - Przemyślimy, ale to, jak urządzić ci dupę, aby wyglądała jak zepsuty ruski kineskop. A co do was, oszołomy, to jutro was urządzimy, dzisiaj macie święto dziecka specjalnego. Walcie się na ryj.

Cała banda wyszła i poszła do Tygryska na bibę. Tam, upaleni, schlani, przeleciawszy dziwki zaczęli we czwórkę obmyślać, co zrobić tym jebanym w dupę kujonom, aby raz na zawsze się ich pozbyć. Od razu mieli na myśli zabicie wszystkich, tylko chcieli obmyślić jak najokrutniejszy sposób, aby wyżyć się na tych kablach.
- Może będziemy gotować ich w płynnym, rozgrzanym do temperatury tysiąca stopni betonie ? - zaproponował Królik.
- Niezła myśl - odparł Tygrysek - to możemy zrobić jednemu, jeszcze jakieś trzy inne sposoby.
- Zrzucimy jednemu kablowi głaz na tego jego wypełnioną beznadziejną wiedzą głowę, a potem wsadzimy mu w dupę parasol i otworzymy!
- Ok, co jeszcze ?
- Wrzucimy jednego do bagna głową w dół i utopimy kutasa!
- Ok, jeszcze ostatni...
- Mam coś specjalnego - z tajemniczym uśmiechem powiedział Królik. - Wystarczy, że dzisiaj po szkole złapiemy wszystkich. Zobaczycie, jaką będziemy mieli zabawę, o ja cię nie pierdolę!
- Buahaha - ryknęli wszyscy ze śmiechu.

Tymczasem w szkole zaczęła się lekcja w-f. Była to jedyna lekcja, której nie cierpiał Puchatek i jego przyjaciele, bo uważali, że jest to marnowanie cennego czasu, który by można przeznaczyć na naukę. Nic dziwnego, że każdy z tych kutasów był gruby jak chuj. Ale nigdy nie uciekali oni ze szkoły, bo byłoby to złamanie świętych zasad, tylko siadali na ławce dla nie ćwiczących i powtarzali lekcje. Gdy lekcja się upłynęła, troszeczkę smutni, że szkoła już się skończyła poszli czterej przyjaciele serdecznie pożegnać nauczycieli i wyszli ze szkoły. Po drodze Puchatek zapytał się reszty:
- To co, idziemy do mnie na małe co nieco ?
- Pewnie.
Od razu wszystkim poweselały miny, gdy pomyśleli sobie o nauce.

Jednak to nie był ich dzień. W połowie drogi natknęli się na bandę Tygryska.
- Ojej, jak strasznie się boję - zaczął płakać Prosiaczek i schował się za Kłapouchym.
- Cześć, pierdolone kujony - powiedział Sowa.
- Czego od nas chcecie, niedobrzy ludzie - zapytał się przestraszony Krzyś.
- Tylko jednego - waszej śmierci - powiedział z szyderczym uśmiechem Tygrysek.
- Jesteśmy gotowi umrzeć za szkołę, za nauczycieli, za panią profesor Kurkę, za podręczniki, za encyklopedie, za naukę!
- To dobrze, że godzicie się na śmierć - powiedział Królik. - Przywiążcie wszystkich do drzew z wyjątkiem tego małego, strachliwego, trzęsącego się, różowego gówna.

Po chwili wszyscy byli zakneblowani i przywiązani do drzew, a na środku został tylko "biedny" Prosiaczek, który miał już dwa kilo gówna w gaciach i ze strachu najpierw zrobił się czerwony, a potem biały.
- No i co teraz, mały pierdolony kablu - powiedział do niego Tygrysek.
- Ja chcę do mamy, do pani profesor Kurki - zapłakał Prosiaczek, któremu już się gówno nogawką wylewało.
- Nigdzie chuju nie pójdziesz - powiedział Królik i wbił Prosiaczkowi igłę w oko.

Prosiaczek delikatnie jęknął i umilkł. Oko powoli wypłynęło mu z oczodołu. Potem Królik chwycił Prosiaczka i wbijał mu igłę w różne części ciała udając, że jest to laleczka voodoo, a reszta bandy udawała, że Królik rani ich tą lalką. Ubaw po pachy. Potem Prosiaczka chwycił Sowa i spryskał mu drugie oko całym gazem łzawiącym. Patrzył, jak oko Prosiaczka powoli się rozpuszcza i wyparowuje. Potem cała czwórka skakała przez godzinę "biednemu" Prosiaczkowi po głowie i uszach. Jego przyjaciele płakali widząc, co dzieje się z małym Prosiaczkiem. Następnie Gofer wyjął baseballa i połamał Prosiaczkowi po kolei wszystkie kości. Na końcu Tygrysek podszedł do zmaltretowanego, uwalanego gównem Prosiaczka i powiedział:
- Bicie taki kujonów i kabli jak ty to to, co banda Tygryska lubi najbardziej.

Prosiaczek nie był w stanie nic odpowiedzieć, chociaż nie wiadomo, czy nawet to usłyszał, ponieważ miał całe skopane i poprzekłuwane uszy. Krew powoli sączyła się z całego jego ciała. Tymczasem Królik przyniósł sól i posypał nią Prosiaczka. Ten nie był w stanie krzyczeć, bo odcięli mu wcześniej język, ale sól dostająca się do ran dawała tak ogromny ból, że Prosiaczek zaczął podskakiwać. Brygada Tygryska widząc to pokładała się ze śmiechu. Jak skończyli się śmiać, a długo to trwało, Gofer przyniósł rozżarzony pręt i wypalił Prosiaczkowi na ciele napis "Precz z jebanymi kujonami i pierdolonymi kablami. Jeśli ktoś jeszcze raz na nas doniesie, to spotka go jeszcze gorszy los niż tego kutasa tutaj". Można by się dziwić, w jaki sposób tak długi napis zmieścił się na ciele Prosiaczka, ale pieprzę to. Po wypaleniu napisu Tygrysek uznał, że czas skończyć z nędznym żywotem różowego ścierwa, wyjął swój nóż i odkroił Prosiaczkowi głowę. Położył ją na drodze, a resztę ciała jakiś metr dalej. Następnie cała czwórka zabrała się za resztę kabli. Puchatek został ugotowany w betonie, Kłapouchemu głaz spadł na głowę i Gofer otworzył mu z dupie parasol, a Krzyś utopił się w bagnie. Potem cała czwórka poszła jeszcze do szkoły zgwałcić panią Kurkę, a potem ożenili jej kosę i już nikogo nie uczyła historii. Potem cała brygada wróciła do domu, aby znowu urządzić bibę, pić, palić i pierdolić do białego rana...

Koniec
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • qualintaka.pev.pl
  •