X
ďťż

Blog literacki, portal erotyczny - seks i humor nie z tej ziemi


22






























III
Drogą dość szeroką,lecz najeżoną korzeniami drzew starych,tworzącymi sieć grubych
i twardych garbów,powoli i ciężko posuwał się tabor złożony z kilkudziesięciu wozów
napełnionych żołnierzami.Przed każdym z żołnierzy sterczał na pogotowiu w rękach
trzymany karabin z wprawionym weń bagnetem.Na pierwszym z wozów jechali dwaj
chłopi ponurzy i milczący;przewodnicy po tym ogromnym,pełnym drogi drożyn,zarośli,
ciemności,labiryncie leśnym.Postrach,zapłata hojna,może instynkty jakieś nienawistne
czy zawistne,w momentach burz budzące się jak wichry,umieścił y ich na tym przewodni-
czącym wozie.
Z przodu,z tyłu,po bokach jechali Kozacy pikami strącając z drzew deszcze liści i nie-
kiedy wbiegając do lasu,gdzie kopyta koni ich krzesały z suchych mchów i gałęzi grady
krótkich trzasków,a ozdoby ubrań migotały śród zieleni jak biegające po niej czerwone
plamy.
Znad wozów razem z turkotem kół głucho i często o korzenie drzew stukających pod-
nosił się przyciszony pogwar głosów ludzkich.Czy przyciszał go rozkaz przez dowódcę
wydany lub tłumiły pracujące w tych licznych piersiach niepewności i grozy tego lasu?
Trudno wiedzieć,ale podobne to było do groźnego i zarazem trwożnego pomruku zwierza,
który idzie na łup i rozgląda się,czy nie zobaczy myśliwców.Myśliwcy ukrywać się tu
mogli za każdym zakrętem drogi,za każdą firanką zarośli,w każdym z niezliczonych cie-
niów,które wśród drzew wysokich stały jak czarne olbrzymy,gdzieniegdzie złotymi
strzałami od słońca przebijane.
Las nabierał coraz wyższego,ściślejszego podszycia i listowia,droga z nieznacznym
skłonem w dół opadająca stawała się wilgotna.Zniknęła z jej powierzchni garbata sieć ko-
rzeni,ukazały się natomiast wyżłobienia w różnych kierunkach poczynione przez wody,
które wiosną musiały tu rozlewać się szeroko,a teraz niedobrze jeszcze przez majowe cie-
pła osuszone gdzieniegdzie szkliły się w długich bruzdach i dość głębokich wądołach.
Wyraźnym było zbliżanie się do gruntów niskich,mokrych,które mniej niż inne sprzy-
jają roślinności wzwyż bujającej,lecz za to z hojnością ogromną udzielają życia jej two-
rom niższego wzrostu.Drzewa stawały się rzadsze,niższe,cieńsze,pokrzywione,sękami

osiadłe,czernią jakąś powleczone,natomiast z obu stron drogi powstawały nie już jak
gdzie indziej zarośla przezroczyste,na wyłomy porozrywane,lecz nieprzerwane i gęste
natłoki krzaków i karłowatych czy niedorosłych drzewin.
Wóz przewodniczący skręcił w bok i opuszczając szeroką drogę wj echał na groblę wą-
ską,z dwu stron głębokimi rowami obrzeżoną.W rowach stała woda biaława,zielonawą
pleśnią gdzieniegdzie powleczona;za rowami wznosiły się ściany zarośli,u góry w niezli-
czone nierówności postrzępione,lecz od dołu przedstawiające powierzchnię ściśliwą,gęsto
z prętów,gałęzi i niezliczonego listowia zbitą i splątaną.
Były to nieprzejrzane szeregi i tłumy leszczyn,malin,kalin,jeżyn,małych wierzbin,ol-
szyn i osin,bzów dzikich,łóz,sitowia,olbrzymich ajerów i kosaćców,jakichś traw wyso-
kich i rozczochranych,jakichś pasożytnych palców i wieńców,które to wszystko oplatały,
a z tych powikłań i upiorów,z całej tej gęstwiny linii i kształtów o tysiącznych kierunkach
i formach,w górze i w dole wychylały się białe baldachy bzów dzikich,liliowe kielichy
kosaćców,żółtawe gwiazdy jakichś roślin bagiennych,mętnością barwy oznajmiające
zbliżające się królestwo martwych wód i grząskich topielisk.Słońce rzucało na te ściany
zielone i ukwiecone pozłotę dla oczu przykrą i olśniewającą,wśród której wąski szlak gro-
bli przypominał czarnego węża,który by na słońcu wygrzewał pogarbioną i gdzieniegdzie
mętnie połyskującą skórę.Mętnymi połyskami świeciła woda stojąca w wyżłobieniach i
koleinach grobli,
Gdy wozy tabor składające wjechały na groblę,unoszący się nad nimi pogwar głosów
umilkł i słychać było tylko nie turkot,ale szum kół bardzo powoli przesuwających się po
rozmiękłym gruncie,czasem klapanie wody pod kopytami koni,czasem na jednym z wo-
zów wykrzyk pijany,lecz krótki.Z głów żołnierzy nie ulotniły się jeszcze całkowicie opa-
ry wódki w godzinach porannych z kuf owych we dworze wypitej,lecz miejsce,w którym
się znaleźli,głuchym niepokojem czy niewyraźnym przeczuciem pozamykało im usta i w
zamian szeroko pootwierało oczy.
Kapitan wyjechał na czoło taboru i słychać było,jak z ponurymi przewodnikami zamie-
niał słowa groźbą brzmiące,to znowu w znaki zapytań zagięte.Oni odpowiadali:
-Inaczej jechać nie można.Innej drogi do nich nie ma.Jest kędyś inna,ale jeszcze gor-

sza i...dalsza...
Na wielkim,ciężkim koniu,sam ciężki i ponury,powracał oficer wzdłuż taboru i wzrok
jego upadł na siedzącego wśród żołnierzy młodego jeńca.Zawrócił konia i obok wozu tego
jechać zaczął.
Wtem stało się coś tak przeraźliwego jak piorun lub nagła śmierć.We wznoszących się
po obu stronach grobli ścianach zielonych rozległ się grzmot wystrzałów i wypadły z nich
roje ognistych błyskawic.Spomiędzy jadących na czele Kozaków paru spadło z koni,pod
paru innymi konie upadły,na wozach też widać było ciężkie postacie,walące się na wznak
i broń z rąk wypuszczające.
Zasadzka;jeden z najstraszniejszych środków przysługujących wojnom partyzanckim.
Na wąskiej grobli powstał ruch pełen zamętu i podniosła się wrzawa pełna krzyków.
Żołnierze zeskakiwali z wozów i bez ładu,zarówno jak bez widzialnego celu,strzelali
do zarośli;przestraszone konie skręcały wozy,które stając w poprzek drogi lub w połowie
wywracając się do rowów,czyniły niemożliwym jakiekolwiek formowanie się żołnierzy w
szeregi lub oddziały;gibcy Kozacy na chyżych swych koniach przeskakiwali rowy i usi-
łowali wdzierać się w gęstwiny,które stawiały opór i z których co minutę nowym grzmo-
tem i z nowymi błyskawicami wypadał rój pocisków;ciała ludzkie pociskami dosięgnięte
padały na rozmokłą ziemię grobli,na koła i brzegi wozów,pod kopyta rozszalałych koni,
do wody,napełniającej rowy.Powietrze napełniło się wrzawą ludzką i zwierzęcą,gromami
i grzmotami strzałów,kłębami prochowego dymu.
Wśród piekielnego tego zgiełku i zamętu kapitan z wielką przytomnością i odwagą gło-
sem i ruchami usiłował w tę dziwną walkę wlać ducha porządku i jedności.Ale potężny
głos jego,wyrzucający z szerokiej piersi słowa komendy,zatapiał się we wrzawie,a for-
mowane przez niego szeregi i oddziały wnet chwiały się i rozpraszały,rażone z przodu i z
tyłu,zza obu ścian
zarośli ukrywających wroga.Zziajany koń jego za wielki był i za ciężki do obracania
się na przestrzeni wąskiej,wśród bezładnego ścisku ludzi i rzeczy.Parę razy tylne nogi je-
go ześliznęły się do rowu;parę razy stanął dębem przed nagle upadającym trupem koń-
skim czy ludzkim.Po twarzy kapitana lały się strugi potu,w oczach świeciła rozpacz,kule

jak gwiżdżące pszczoły latały dokoła głowy jego i ramion.Jedna rozdarła mu rękaw mun-
duru i drasnąć musiała ramię,lecz on nie zdawał się czuć tego ani spostrzegać;z szybko-
ścią,na jaką tylko liczne przeszkody pozwalały,pędził ku garści żołnierzy,która plecami
odwróciwszy się do pola bitwy,poczynała biec ku początkowi grobli.Zabiegł jej drogę,
głosem gromił i błagał,ruchami pałasza zachęcał i napędzał,aż powróciła,aby zwiększyć
na grobli zamęt ciał i huk wystrzałów,ku niewidzialnym celom kierowanych.
Część Kozaków,pod wodzą setnika przeskoczywszy rowy,zdołała przedrzeć się w za-
rośla i słychać tam było wściekłe krzyki,zgęszczone strzały,z trzaskiem pękające pod na-
porem końskich piersi gałęzie drzewne czy pod końskimi kopytami kości ludzkie.
Nie trwało to wszystko jeszcze nad ćwierć godziny,a już wodę w rowach stojącą i tra-
wę nad rowami tu i ówdzie zabarwiała krwawa czerwoność.
Aleksander stał na wozie,u którego dyszla z szyją ruchem męczeńskim wykręconą leżał
zabity koń.Bezbronne ręce zaciskał około jakichś sterczących na wozie przedmiotów i
cały naprzód podany,wzrok szeroko rozwartych oczu wytężał ku ziejącym kulami i
ogniem zaroślom.Zdawać się mogło,że dusza z niego wyszła i znajdowała się po tamtej
stronie zielonej ściany,pomiędzy tymi,których kule lada chwilę zadać mu mogły śmierć.
Nie było takiej sekundy,w której by nie mógł zginąć i...myśl okropna!-zginąć z rąk,któ-
re kochał.Czy myśl ta przechodziła mu przez głowę,dokoła której ze świstem i gwizdem
przelatywały kule?Czy może nie miał w głowie żadnej wyraźnej myśli oprócz tej jednej,
palącej,że nie jest,że nie może być tam...z nimi?Sam nigdy w przyszłości sprawy przed
sobą zdać nie mógł.Ale co chwila pot zimny oblewał mu czoło i oddech zatrzymywał się
w piersi w oczekiwaniu czegoś niewyraźnego,niepojętego...wyjścia ich może zza tej ścia-
ny,która ich zasłaniała,skrzydeł może,które by jego do nich przez tę ścianę przeniosły,
śmierci może.Nagle zadrżał od stóp do głowy i trzęsącymi się wargami krzyknął:
-Apolek!
Z obłąkanymi prawie pobłyskami oczu wpatrywał się w młodzieńca,który ruchem gib-
kim wypadł spomiędzy zarośli i u stóp ich na jedno kolano przykląkłszy,ze strzelbą do oka
przyłożoną strzelać począł.Zuchwały ten rycerzyk,w zapale młodzieńczym nie dość za-
pewne rozkazom wodza posłuszny,zapragnął może spotkać się oko w oko z tymi,z któ-

rymi walczył,dokonać wiele,dokazać więcej od innych.Wyskoczył zza osłony,na jedno
kolano ukląkł,strzelał...karmazynowa konfederatka zsuwała się mu z ciemnych włosów
odsłaniając gładkie i ogorzałe czoło,oczy nieco zmrużone napełniała uwaga wytężona,a
na usta pod drobnym wąsem wystrzeliwał uśmiech niemal chłopięcej przekory.Nagle za-
wołał:
-Oleś!A ty tu skąd?
Dostrzegł stojącego na wozie jeńca,lecz natychmiast o nim zapomniał,znowu ze
strzelbą do oka przyłożoną mierzył,strzelał,aż stała się z ni m rzecz jak piorun szybka i
śmiertelna.
Z zarośli wypadł setnik kozacki na koniu,z którego uda krew ciekła i którego już wspi-
nał,aby rów z powrotem na groblę przeskoczyć,gdy zuchwały rycerzyk w karmazynowej
czapce zmierzył do niego,wystrzelił i -Kozak,w pierś kulą ugodzony,spadł z konia,roz-
ciągnął się u stóp zarośli.A w chwilę potem tak krótką,że w niej powieka ludzka zaledwie
mrugnąć by zdołała,z grobli na drugą stronę rowu przeleciała kula inna i utkwiła w czole
rycerzyka,który padł także...
Wówczas Aleksander uczuł na twarzy gorący oddech konia,a tuż przy uchu jego za-
szemrał ciężki szept kapitana:
-Kto eto?Kto eto?
Stał na koniu blady jak kreda i palcem na zabitego powstańca wskazując,z obłąkanymi
prawie oczyma młodego jeńca zapytywał:
-Apolek?Razwie eto Apolek?Apolek?
-Tak,Apolek.
Dwie piersi:oficera i jeńca,szybko,z głuchymi jękami dyszały.
-Karłowickij?
-Karłowicki.
-Boh mój!-krzyknął kapitan i był to krzyk przerażenia,bólu,nie wiedzieć jeszcze ja-
kiego uczucia,ale które piersi rozrywało.
U stóp zarośli,u brzegu mętnie połyskującej wody,leżeli niedaleko siebie na zielonej
trawie rozciągnięci dwaj urodziwi młodzieńcy,jeden czerwonym,drugi czarnym pasem

przepasani,jeden z rozdartą i skrwawioną odzieżą na piersi,drugi z czarną i sznurek krwi
sączącą plamą pośród czoła.Głowy ich okryte były czarnymi i ciemnymi włosy,a czapki
daleko na zieloną trawę odrzucone dwoma różnymi odcieniami czerwoności iskrzyły się w
słonecznym świetle.I przeglądało się iskrą nieruchomą światło słoneczne w szkle mar-
twych ich oczu...

KONIEC ROZDZIAŁU
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • qualintaka.pev.pl
  •  

    Drogi uzytkowniku!

    W trosce o komfort korzystania z naszego serwisu chcemy dostarczac Ci coraz lepsze uslugi. By moc to robic prosimy, abys wyrazil zgode na dopasowanie tresci marketingowych do Twoich zachowan w serwisie. Zgoda ta pozwoli nam czesciowo finansowac rozwoj swiadczonych uslug.

    Pamietaj, ze dbamy o Twoja prywatnosc. Nie zwiekszamy zakresu naszych uprawnien bez Twojej zgody. Zadbamy rowniez o bezpieczenstwo Twoich danych. Wyrazona zgode mozesz cofnac w kazdej chwili.

     Tak, zgadzam sie na nadanie mi "cookie" i korzystanie z danych przez Administratora Serwisu i jego partnerow w celu dopasowania tresci do moich potrzeb. Przeczytalem(am) Polityke prywatnosci. Rozumiem ja i akceptuje.

     Tak, zgadzam sie na przetwarzanie moich danych osobowych przez Administratora Serwisu i jego partnerow w celu personalizowania wyswietlanych mi reklam i dostosowania do mnie prezentowanych tresci marketingowych. Przeczytalem(am) Polityke prywatnosci. Rozumiem ja i akceptuje.

    Wyrazenie powyzszych zgod jest dobrowolne i mozesz je w dowolnym momencie wycofac poprzez opcje: "Twoje zgody", dostepnej w prawym, dolnym rogu strony lub poprzez usuniecie "cookies" w swojej przegladarce dla powyzej strony, z tym, ze wycofanie zgody nie bedzie mialo wplywu na zgodnosc z prawem przetwarzania na podstawie zgody, przed jej wycofaniem.