ďťż

Blog literacki, portal erotyczny - seks i humor nie z tej ziemi


6






























OBRAZ PIERWSZY
Wystawiony jest apartament, zwany Wolterowym. Podłużny, obszerny pokój, o jasnym suficie
i lekko żółtych ścianach. Malowanie w fantazyjne girlandy i festony kwiatów, to luźnych,
to czepiających się tu i ówdzie esów i floresów rokokowych. Gdzieniegdzie umieszczone
w malerunku papugi, wiewiórki, żurawie, ba, nawet małpki z pokostowanego drzewa wyrzeżbione,
to huśtające się zabawnie, to znowu gryzące melony. W głębi okno i drzwi szklane
wychodzą na ogród i terasę o dwóch stopniach. Drzwi również po lewej ręce, tuż przy głębi,
do stołowej sali, i drzwi małe po prawej ręce, ale z frontu. U drzwi do stalowej, u okna i u
drzwi pomniejszych z frontu lamperie modre, u okna także i gardynie białe, choć nieco i
brudne. Na środku posadzki kobierzec o bardzo szpetnym wzorze i jaskrawych gminnych
barwach. Pod ścianą z lewej komoda a la Regence na której kilka tomów starych, omszałych
książek, brewiarz, różaniec i oparty o ścianę zabłąkany tu trafunkiem, mały obrazek... Matki
Boskiej z Częstochowy, przed którym zapalono w czerwonej lampeczce knotek oliwny. Na
tejże ścianie bliżej, wisi Correggia: „Leda z łabędziem". Naprzeciwko komody, przy ścianie z
prawej, kominek marmurowy, nad którym w ścianę wstawione zwierciadło z soplami zdobnymi,
opuszczającymi się nań, ze ściany. Na kominku dwie wazy białej maści, piękne co się
zowie, a dwie turkusowe w czerwone kwiatki, złego gustu i kiepskiej roboty. Po bokach
zwierciadła lichtarze emaliowe do świec. Na środku kobierca stolik „a la reine", z różanego
drzewa, przy nim dwa fotele, tabouret i koszyk żółty na papiery, znów z dwoma rzeźbionymi...
małpkami na wierzchu. Na stoliku kałamarz porcelanowy z... lisem i przybory do pisania.
Z samego frontu na środku sofa, po obu jej bokach tabourety. Wszystkie meble kryte
materią zieloną, na fotelach i sofie nadto gobelinki, malowane misternie w sceny z bajek pana
Lafontaine'a, na złość i przekorę śp. Wolterowi, który nieboszczyka bajkopisarza serdecznie
nie cierpiał. Dopełniają umeblowania pełna flakonów i pudełek gotowalnia pod oknem, przy
której fotel, oraz zegar brązowy „a la Pompadour", i od madame Pompadour, pod ścianą z
prawej koło kominka. Przy tej też ścianie wisi bliżej okna landszaft z familią, pędzla Mierisa,
Wilhelma sprzedany królowi przez agenta Mettrę jako kunsztyk Mierisa Franca. Drzwi na
terasę ogrodową przed pałacem szeroko otwarte. Widać przez nie bliżej na tle bosketów budkę
drewnianą dla szyldwacha w czarne i białe pasy paskudnie malowaną. Przez okno zaś w
oddali, wśród zieleni, marmurową leżącą Kleopatrę, rzeźbę Adama.
Z podniesieniem kurtyny książę biskup warmiński siedzi w białym peniuarze przy gotowalni,
kończąc trefienie włosów, Kammerlokaj jako golibroda właśnie przestał w podrygach
uwijać się koło Jego Wielebności. Biskup, 46-letni człowiek, świeżo wygolony, upudrowany,
odświeżony, prezentuje się na jeszcze młodszego niźli jest. Z umiłowaniem patrzy na się w
zwierciadło, polerując sobie paznokcie. Cały w sajetach, jedwabiach i koronkach, wytwornie
wspaniały. Z prawej, z drzwi małych, wychodzi pan Mowiński, z tacą, na której puste farfurki[1]
po śniadaniowej czekoladzie i kasetka zgrabna, otwarta, w której widać orderowe insygnia
z wstążkami. Szpakowata głowa, wąs zawiesisty, siwy, krzaczaste brwi nad jasnymi oczyma.
Nos potężny, osiodłany okularami, w róg czarny oprawnymi. Człeczyna czerstwa w pikowym
papuzim żupanie, tacę niesie i stawia na stoliku. W przeciwstawności do rozpromienionego
oblicza księcia biskupa, factotum pan Michał minę obnosi skisłą, a czoło w bruzdy poorane
BISKUP
postrzegając Mowińskiego
Brakło nam tu Mowińsiu lawendowej wody.
MOWIŃSKI
szorstko
Jutro się kupi w Berlinie.
Stawia tacę na stoliku środkowym
BISKUP
umizgalsko
I ryżowej mączki brakło także... Tak..
MOWIŃSKI
To się także jutro kupi. Za pieniądze tu i garniec posoki diabelskiej dostanę, nie dopiero lawendy.
Kładzie kasetkę na komodzie. Kammerlokaj odpasuje z siebie ręcznik, czyści swoje utensylia,
raz po raz spozierając ciekawie to na biskupa, to na Mowińskiego. Wreszcie pakuje swe
manatki w ręcznik
BISKUP
oglądając się za Mowińskim
Miarkuję coś, jakbyśmy lewą nóżką wyskoczyli z barłogu... Humorek nie bardzo będzie dziś
dopisywał... Co?...
MOWIŃSKI
Taki, jakowy zawsze. Zawsze tutaj! Trudno, aby kogut w lisiej norze chichotał...
Krząta się po pokoj
BISKUP
Kogut... Aha... W lisiej norze. To jeszcze z tej beczki wino. O Sancta Patientia, dokądże tego
będzie! Toż już dwa tygodnie mości bibliotekarzu, szafarzu, sekretarzu, jak tu gościmy u Pana
Pruskiego z tak obligującymi dystynkcjami przyjmowani! adorowani!
Wstaje od gotowalni i z godnością przeciąga się
Jako Scypion Terencjusza, tak mnie gości król, a pan Mowiński jako niedźwiedź wciąż pomrukuje!
No, dobądź talarka z mieszka asindziej i niech cerulik idzie z Bogiem i z talarkiem.
Mowiński kammerlokajowi wsuwa w rękę monetę. Ten w lansadach cofa się ku drzwiom
MOWIŃSKI
ręką go przepędzając
No... już... dosyć... raus!... Idźże koczkodanie pókim dobry!...
Kammerlokaj wychodzi roześmiany
BISKUP
A teraz pomóżże nam Mowiński z tą galą dzisiejszą. Chciałbym się przecież prezentować
godnie i z ostentacją. Zjazd chyba będzie niemały...
MOWIŃSKI
pomagając mu zdjąć płaszcza tualetowego
Nijakiego zjazdu nie będzie. Pytałem się dworskich ludzi. Chef Jouard, co jest nad kuchnią,
mówił, że więcej raptem na cztery osoby.
BISKUP
w kamizelce samej, zawdziewa paradną sutannę, zdumiony
Na taki dzień uroczysty żadnego festynu? Co też waćpan opowiada. Chyba nie wie, że dzisiaj,
akuratnie lat temu 41, wstąpił na tron najmiłościwiej nam panujący
Ubiera się w komeżkę
Fredericus rex.
MOWIŃSKI
kiwa głową, jakby z politowaniem
Najmiłościwiej nam panujący?... Nam?... Jakim nam?... Ee, dalibóg, co też Wasza Wielebność
dzisiaj od rana nie rozpowiada. Jak to można? Co za nam panujący? Uszy więdną z
przeproszeniem jak się tego słucha.
BISKUP
Ano jakże? nie nam? Nasza rezydencja w Heilsbergu... czy nie? Heilsberg w Warmii? Warmia
do Prus należy? Prusy do króla, czy nie? Uszy więdną, ale jak się z przeproszeniem Mowińskiego
Michała słucha.
MOWIŃSKI
Surowo
A ja tego stanu rzeczy nie uznaję i już. Ja veto kładę. Ja przeciw takowemu złodziejstwu protestuję!
Może to jakowy rok jeszcze trwać, ale prędzej czy później to, co zrabowane, do nas
się wróci. Mnie najmiłościwiej panuje Stanislaus Augustus. Niczyim poddanym być się nie
czuję, a wolnym obywatelem cywilem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Dzień dzisiejszy jest
zwykły sobie 31 maja i kwita.
BISKUP
stoi przy gotowalni wpół uśmiechnięty, nakładając sobie na palce kilka pierścionków i sygnet
I kwita... Baj baju, boś w maju, będziesz w raju. Z panem szambelanem Trembeckim Mowińskiego
alians zawarty. Wszystko co złe u nas na Króla Pruskiego spychać. Od Fryderyka Polska
utrapiona. Taki on, a owaki, to on i tamto on. Atoli ze wszystkich ludów konsensem wielkim
nawet mianowany został! Mowiński temu nie poradzi.
MOWIŃSKI
pod nosem
Niech sobie będzie zdrów. Wielki! Tfy! I tytuł wielkości podli nadal. Chwalić Boga bliżej
Wielkiemu grobowej deski. Suchy jak wiór. Giczały się gną pod Wielkim.
BISKUP
To waćpana diagnoza i gazeciarzów łgarstwa. Król Fryc trzyma się dzielnie. Mało powiedzieć
dzielnie! Wyśmienicie! Na swoim ogierze ukraińskim wygląda jeszcze jako Centaur Anibyś
go odlepił. Zresztą sam Mowiński widział. Sam chwalił i dziwował się!... A teraz go do Erebu
wysyła. I dojdźże tu z takim kameleonem do ładu...
MOWIŃSKI
Ee... e... kameleonem! Do ładu?... Co tam kota zadkiem obracać. Nie prę się. Owszem. Dziwowałem
się i bardzo, że ta Najjaśniejsza a ciemna figura tyle utrapień, nieszczęściów, łzów i
przeklinań na sobie mająca, tak się na krzywdzie powszechności czerstwo trzyma! Dziwowałem
się i dziwuję. Ale kara Boska sprawiedliwa, choć i nierychliwa. Co daj Panie. Amen.
Dixi Nic więcej w tych materiach nie mam do rzeknięcia.
BISKUP
z flakonu pryskając na się perfumę i ręce nią ocierając
I obejdzie się. Co pan Lektor wiedział, to i powiedział. Zda się z tego, że nawet Kałmuków
przekładałby nad Prusaków Bene, bene! Choć tam nawet taki pan Montesquieu wychwala
gros bons sens niemiecki... Hę?.. co?...
MOWIŃSKI
lekceważąco
Tak... Tak... Sam to wczoraj Księciu Biskupowi czytałem do poduszki, to ta wiem. W „Duchu
praw". Tak... I co z tego?
BISKUP
dobitnie
Wiec choć w „Duchu praw" pan Montesquieu chwali gros bons sens niemiecki, to dla Mowińsia
nadal wszystkie Niemcy pludrase, szołdry, harcopfy! a Prusaki nawet ludzi jedzą. Tak?
Na obiad! Opinia nie przymierzając i naszego Grzeli... co? tak?
MOWIŃSKI
Ehe... tak... I naszego Grzeli. Albo to Grzela nie ma rozumu ludzkiego?
Kpiąco
Choć tam nawet i pan Montesquieu wychwala gros bon sens wieśniaka item chłopa: exemplum
Grzela, to Wielebny Książę Biskup...
BISKUP
przekomarzająco
NO co?... No co będzie? Cóż książę biskup?... O... chciał Mowiński strzelić we mnie, a nie
nabite było... Lewą nogą się wstało... i tyle.
MOWIŃSKI
...to Wielebny Książę Biskup... tak!... to Wielebny Książę Biskup... ponad... godziwą miarę...
rozmiłował się w Jegomościu Królu Pruskim... A co nadto, to niezdrowo, to moje ostatnie
słowo...
BISKUP
siadając przy stoliku na środku, paznokcie sobie poleruje
Słowo ostatnie to nie jest... nie. W zamian atoli bardzo niemądre, alias głupie. Mowińsio dobrze
wie, dlaczego się do Sans-Souci tak często przyjeżdża z faire-la-kourem. Mowińsio dobrze
wie, jako że są pewne horoskopy na zasekwestrowanych naszych dóbr kościelnych
przywroty! Mowińsio w regestrach moich kuty. Jakoż sobie poradzim, jeżeli łaska królewska
nie pomoże? a w zastawie cały... inwentarz!... proventa! dobra! Na dziady zejdziem!
MOWIŃSKI
stając przed nim
Łaska królewska na łysej szkapie jeździ, głową do ogona! Porzućmy nadzieje, którzyśmy się
pod jego regiment dostali.
BISKUP
Właśnie, że nie porzucimy! Nie maż jednego może człowieka na globie, który by ostatnimi
laty tak podufałą przyjaźń, jaką ja, zyskał u tego Atlasa machiną światową dyrygującego.
Osoba to dobrze wiesz, widzisz!
MOWIŃSKI
Widzę! Wiem. Cóż z tego jednakowoż?
BISKUP
Cóż z tego? Toż z tego, że przeszedłszy szczęśliwie łaski Monarszej Rubikon, z wzrostem
influencjów moich wiele dobrego czynić zdolen będę dla compatriotów naszych, co pod berłem
brandenburskim; że niejedną łzę otrę, że niejedną majętność przywróconą mieć będą, że
katolicka wiara protekcję nieustawną znajdzie, że owieczki polskie... E... No chyba rozumiesz...
MOWIŃSKI
Tak się to mówi swadnie, proszę łaski Księcia Dobrodzieja, verba! Verba volant, facta
manent A potrzebujęż ja fakta z ostatnich roczków wyliczać?...
BISKUP
Daj waćpan pokój! Daj. Oszczędź sobie i mnie. Wiem ja lepiej i tkliwiej, na własnej skórze i
kalecie własnej. Atoli istniejącemu statutowi akkomodować się trzeba, a nie motyką słońcu
wygrażać. Mowińskiemu tu nie konweniuje, to darmo. Może i mnie tu wiele rzeczy nie w
smak, a wspak. Ale robię dobrą minę przy kiepskiej grze i bawię się! Savez-vous mon secretaire?
MOWIŃSKI
Widzę ja to, widzę, proszę Księcia Biskupa. Bywa, że widzący wydziwić się po prostu nie
mogę.
BISKUP
A więc. Nie wszystko co w sercu na ozór się wywleka. Jegomość łazisz ciągle po parku z tym
sępiastym wisażem i na wszystko spode łba patrzysz...
MOWIŃSKI
chmurnie
Wisaż sępiasty mam z przyrodzenia od Opatrzności dany. Pan ojciec go formował.
BISKUP
Bez obrazy nijakiej. Bardziej by mnie toli kontentowało, gdybyś czasem rozchmurzył twą
fasadę sarmacką. Już nawet Król Jegomość zauważył te Mowińskiego fochy i marse. Interrogował
mnie, czy to nie żółciowe kamienie u waćpana.
MOWIŃSKI
z pasją nasrożył się
Niech no mnie Król Pruski nie tyka. Ja mu się do jego kancelariów nie mieszam... I żółciowym
kamieniem można kogo... jak się człek uweźmie...
Pięści zacisnął
BISKUP
ręką o stół uderza zirytowany
Panie Michale! Mityguj ty się! Przebrałeś miarki widząc mnie cierpliwym. Wraz się waćpan
napij szklankę zimnej wody i odtąd ze słowami licz! Dałem Mowińskiemu dokument osobliwy
zadufania, żem tym razem tylko jego tu ze sobą wziął. Zawsze jeździł ze mną pan brat
Marcin! Obym tego nie żałował!
MOWIŃSKI
Każdej chwili ochotnie wrócę do domu, do Heilsberga. Choćbym piechotą miał wędrować.
Dziś...
BISKUP
flakon z solą wąchając
Pojedzie waszmość, kiedy moja wola będzie. Toli tymczasem upraszam nie zapominać, żeśmy
w królewskim pałacu królewskimi gośćmi! Ściany mogą mieć uszy przez nas nie dostrzeżone.
MOWIŃSKI
bocząc się
Polskiego nie rozumieją.
BISKUP
To się waćpan Mowiński mylisz. Faworyt kammerhuzar, ten Strycki, ze Śląska jest. On dobrze
rozumie.
MOWIŃSKI
On jeden... Zresztą...
BISKUP
Nic zresztą. Tu nie ma reszty! Majestat obrazić łatwo, a w Spandau wysiedzieć pięć lat trudniej.
Weselej
A jak Mowińskiego mi do twierdzy wezmą, to z kim będę komedyje pisał? komu ja będę
dyktował „Monachomachię" panie monarchomachu, hę?...
Chodzi po pokoju tam i sam, raz po raz w zwierciedle się sobie przygladając. — Przed
drzwiami szklanymi na stopniach staje kammerhuzar Strycki, z tacą, na której dwa czy trzy
listy. Puka silnie w szklane drzwi. Salutuje
MOWIŃSKI
O właśnie go nadali. Wilka!
Do kammerhuzara
Bywaj .
Do Ks. Biskupa
Z listami Strycki, Wasza Przewielebność .
Kammerhuzar, przesalutowawszy trzy razy, wchodzi i tupiąc zmierza ku Ks. Biskupowi. Tu
staje przed nim w żołnierskiej postawie, trzymając łapę przy czapie
BISKUP
popatrzywszy na Mowińskiego znacząco
Widzisz waćpan, jak to się w porę zdarza nasz kammerhuzarek... Listy... Trzy, nawet cztery!...
Boga chwalić... Król Jegomość już wstali, Strycki?
Bierze listy z tacy. - Kammerhuzar Stryckci nieco tym zapytaniem zdumiony
No Strycki!... cóż tak stoisz? Król Jegomość czy już wstali? pytam...
STRYCKI
salutując
Wedle rozkazu Waszej Wielebności! Jego Królewska Mość raczył wstać jak zawsze o godzinie
czwartej.
BISKUP
jeszcze niedowierzająco
Więc o czwartej? O czwartej! Mój Strycki, czy to aby prawda, że zawsze wstaje o czwartej?
STRYCKI
salutując
Wedle rozkazu Waszej Książęcej Wysokości. Jego Królewska Mość raczy wstawać w lecie o
czwartej, w zimie o piątej. Mogę odejść?
BISKUP
No... no... no... Więc prawda! Zaraz... czekaj no jeszcze... Spodziewani dzisiaj jakowi goście
do stołu? Jakowaś feta z okazji... co?...
STRYCKI
Wedle rozkazu. Zapowiedziany najmiłościwiej przyjazd Jego Książęcej Mości Następcy Tronu,
z adiutantem, jenerałem kawaleryi von Bischofswerderem. Zaordynowane souper na
osiem kuwert, godzina 7. Mogę odejść?
BISKUP
ogląda listy
Ano możesz, Strycki. Możesz.
MOWIŃSKI
wskazując tacę na stoliku
I śniadaniowe farfurki możesz wziąć ze sobą, Strycki.
Odwraca się i idzie ku prawej
STRYCKI
Wedle rozkazu.
Maszeruje do stolika, tu staje. Szybko służbistą minę traci ź chytrze zerknie okiem na Biskupa
i Mowińskieoo. - Mowiński znikł za drzwiami. Biskup zabiera się do czytania listu. -
Strycki z hałasem uprząta naczynia, a przekonawszy się, ze nikt nie widzi, szybkim ruchem
zgarnął z komody i szkatułę z orderami na tacę. Po czym tupiqc miarowo, wynosi wszystko
przez drzwi w głębi
BISKUP
nie podnosząc oczu od lista
Mowińsiu!... Mowińsiu!... Od pani siostry Rościszewskiej epistoła Chodź lektorze!... czytaj...
Będzie frajda! będzie frajda!
Mowiński staje w drzwiach, małych i podchodzi
Bierz. Czytaj asindziej. Ja się w tych gryzmołach połapać nie mogę. Ino wiem, że się uśmiejemy.
Z Warszawy data! Siadaj. Te listy do Tadzia od ojca, od siostry...
Pokazuje mu w liście
o, dotąd doślabizowałem, dalej ani rusz... o tu... „Sejm".
MOWIŃSKI
siadłszy, poprawił okularów
„Sejm był liczny nad wiarę...”
BISKUP
Nad „miarę" może?
MOWIŃSKI
Ehe... „nad miarę zwyczajną. Aleć dla partykularnych domów zawziętości rozszedł się bez
niczego. Nakłócili się i nawrzeszczeli... wreszcie zerwali. Nobilitacją owego Piramowicza... o
któregoś Brat Wielebny Dobrodziej interpelował, odrzucono, jako że...”
BISKUP
zmarszczył się
Odrzucili? Piramowicza? A toż hałastra niecna!... No... jako że... co?...
MOWIŃSKI
„...Jako że Ormianin i za reformami obstaje... Pan Dylewski poseł wystąpił ze swoją propozycją,
aby wobec Żydów rozmnożonej liczby prostą manierą postąpić sobie z nimi i z ekskuzą
Pana Brata pował...”
Roześmiał się
BISKUP
śmiejąc się
Powałaszyć!.. powałaszyć! nie wstydź się Mowińsiu. On to już raz wnosił... Ot Lykurgos całkiem
warszawski... No dalej!...
MOWIŃSKI
śmiejąc się
„...aleć mało miał p. Dylewski za sobą kamratów. Przepadł. Marszałek starej laski żegnał posłów
fetą ogromną. Wypili dziesięć antałów ... Za zerwany sejm pan rezydent pruski pono
znowu dwa tysiące gratyfikacji chapnął, bo w tym mówią ręce maczał”.
Podnosząc oczy od listu, z malicyjną intencją
Wyraźnie czytam, proszę Księcia Dobrodzieja?
BISKUP
Wyraźnie, Mowińsiu. Zawsze zerwanie sejmu na pruskiego rezydenta zwalają. Znam to! dobrze
znam... Nie przerywaj sobie waszmość... no?
MOWIŃSKI
„...Z panem Gröllem drukarzem widziałam się, jako Dobrodziej Wielebny instrukcją dałeś...
Oto co mi donieść polecił. Prospekt na ów Pana Brata „Zbiór Wiadomości" obszerny, w
kształt francuskiej encyklopedyi ogłosił. Cenę dwóch grubych foliałów dwa czerwone złote
oznaczył. Że Pierwsza to rzecz polska w tym rodzaju, gdzie wszystko o wszystkim, więc na
trzystu subskrybentów sobie liczył. Alić powiada i stu nie znalazł. Za beczkę tokaju i sto
czerwonych dadzą, na książkę i dwa uciążliwie... My tu na książki nie tacy znowu ciekawi,
jak owe Brata Dobrodzieja Prusaki, które nic ino oczy drukiem psują, by wszystkie rozumy
pojedli, a o brzuchu przepominają nicponie lekkomyślne...”
BISKUP
wesoło
Wyraźnie czytasz panie Michale?
MOWIŃSKI
Wyraźnie Wielebny Książe... Zawsze Pani Siostra Dobrodziejka, co prusackie adoruje. Wiadoma
rzecz... Nad granicą tuż ma włości... to jej prusackie porządki pachną.
BISKUP
Czytajmy dalej. Czytajmy...
MOWIŃSKI
„Mój Pan Mąż Księcia Brata o protekcję kornie suplikuje. Dostarczał, jak to bratu wiadomo,
przez lat cztery siana dla kawaleryjskich kompanionów przez granicę, loco Marienwerder.
Teraz mu wypłacili z Kamery szesnaście tysiączków, ale pożal się Boże, połowa w fałszywym
srebrze. W „efraimitach” owych dawnych, ołowianych. Nie spostrzegł się, ile że nadspodziewanym
mu to było, żeby z królewskiej Kamery fałszywymi tynfami płacili... Jeździł,
przemiany pieniędzy się dopraszając, aleć go jeszcze wykpili. W Księdza Biskupa patronacie
ratunku spodziewa się, jako że z samym Królem Pruskim w komitywie Brat Wielebny żyjesz...
BISKUP
Wyraźnie, wyraźnie. Aleć temu znowu Żydowie winni! pachciarze mincarni z czasów wojennych.
Nie Król Jegomość!
MOWIŃSKI
Z konsensem królewskim fałszywą monetę bito, Wielebny Mości Dobrodzieju.
BISKUP
Świadków na to nie ma pan Mowiński.
MOWIŃSKI
Cały naród Prusaków za świadka stawiam!
BISKUP
To stawiaj sobie i prawuj się. Byłeś mnie waszmość w ten proces nie uwikłał... No czytaj dalej
zrzędo. Jakie żniwa będą?... jest?...
MOWIŃSKI
znów zaczyna czytać list
A właśnie utrafił Książę Biskup. „Żniwa zapowiadają się kiepsko, ile że jak powiada nasza
pani Żółkiewska, farmazonów się namnożyło, którzy powietrze irreligią zarażają i diabła z
ziemi za włosy ciągną... O niej pryncypalna nowina, że 27 razy w Częstochowie bywszy, na
pielgrzymkę do Jeruzalem przez spowiednika Bernacha skazaną została...”
W drzwiach szklanych staje pan Tadeusz Krasicki. Urodziwy, wysoki młodzieniec w mundurze
porucznika królewskiej leibgwardii. Salutuje formalnie dwa razy. Zaczym cicho stąpając,
podchodzi ze zdjętym kapeluszem pod ramieniem do Ks. Biskupa i kilkakrotnie całuje go
w rękę z pokorą staromodną:
TADEUSZ
przycisznie
Niech będzie pochwalony... Dzień dobry... Aha... Listy?
Do Mowińskiego
Nie przerywam...
Rękę mu ściska
BISKUP
Moment jeszcze.
Całuje Tadeusza w głowę, wesoło
O pani Żółkiewskiej passus. Czekajże!
TADEUSZ
wesoło
Hahaha!... O pani Żółkiewskiej... Jakże?...
Siada na brzeżku taburetu Słucham! Haha!
MOWIŃSKI
„Atoli zamienili jej Ojcowie pielgrzymkę tę na spacerowanie pokojowe u siebie we dworze,
wyrachowawszy pięknie, iż dziewięć miesięcy i dziewięć dni na to potrzeba w ekwiwalencie,
po dwie godziny dziennie drepcąc”... hahaha... „Do pilnowania dali gwardiana braciszka
Kleofasa"... hahaha...
Biskup i Tadeusz śmieją się wesoło
„Tymże trybem dziewięć miesięcy chodząc w pokucie po swej izbie, wreszcie do Jerozolimy
swej doszła, atoli i szczęśliwie nawiedzoną została dzieciną, bardzo do owego stróżującego
gwardiana podobną”... Hahaha...
Śmieje się
BISKUP
Toż boki zrywać! Haha... a to Bernach chwat... Co? Co tu u was dokazują gwardziści, to u nas
gwardiany! Boże kochany! Hahaha.
Biskup i Tadeusz śmieją się szeroko
TADEUSZ
I to po takich przechadzkach... Haha... Otóż casus fatalis dla pani Żółkiewskiej... Pociecha z
naszą panią Zółkiewską... Trzeba Najjaśniejszemu Królowi opowiedzieć to Wielebny Stryju.
Bardzo sobie gustuje w tych dykteriach... Ale widzę, czyli też sercem przeczuwam, żeć i do
mnie listy.
BISKUP
Masz! Masz!
Bierze z gotowalni i podaje mu
Od ojca zda mi się...I ten francuski od Józiowej Stadnickiej. Pani siostrztyczka twoja nigdy
nie chce się splamić polskim listu napisaniem. Ano Bóg z nią.
TADEUSZ
oglądnąwszy listy patrzy w jeden podejrzliwie
Co?... to dziwne! Pieczęcie z listu Józiowej Stadnickiej zdają mi się naruszone...
BISKUP
To być nie może mój Tadziu. Dopiero co przyszły. My listów cudzych nie tknęlibyśmy z
Mowińskim... To ci się przywidziało...
TADEUSZ
Ano może przywidzenie. Może przywidzenie.
Podchodzi do Mowińskiego i pokazuje mu obie koperty
Jestże która pieczęć naruszoną czy nie?
MOWIŃSKI
patrząc sciśle
„Rogala” nietknięta... „Szreniawa”... zda mi się... tak... nieco, nieco naruszona...
TADEUSZ
zmarszczywszy brwi
No, pal sześć! Dziwna rzecz. Ale wszystkie epistoły po francusku tu adresowane, bywają
otwierane... Ech, co mi tam!... To tajna policja i pan prezydent Filippi. Nic się złego nie wywiedzą.
Do Biskupa
Wolnoć okiem przelecieć po pisaniu od najdroższego ojca?
BISKUP
Ależ pozwalam! proszę Tadeuszku! Czytaj sobie dokładnie. Opowiesz nam potem, co tam w
Dubiecku.
Tadeusz idzie pod okna z listami, rozrywa je i czyta ze wzruszeniem, z radością, to ze smutkiem
BISKUP
do Mowińskiego
A my kontynuujmy relacją pani Rościszewskiej...
MOWIŃSKI
czyta list
„Tyle do napisania było tym razem o pani Żółkiewskiej. Sukcesami syna brata Antoniego
cieszymy się wszyscy niepomiernie. I że tak rychło na oficera deklarowany, i że do leibgwardyi
attaszowany został. Tuszymy, że pod królem, który w tylu kampamentach był zwycięzcą,
wyjdzie Tadeusz na wielkiego kapitana. Może z czasem przeszedłszy do swoich Chodkiewiczem
nowym nam będzie. Wojsko teraz jedyna droga do usłania sobie karierów. Prosimy
ucałować go i pobenedykować od ciotki Rościszewskiej i wszystkich Krasickich, Fredrów,
Stadnickich i tym podobnickich”.
BISKUP
Słyszałeś Tadeuszku? Rodzina cała, jak długa i szeroka, ile głów sobie liczy, raduje się z
twoich awansów.
TADEUSZ
podchodząc do Biskupa
Rodziciel to samo. Niepomiernie. Ino od siostry Kasi nieszczęsne wieści. Znów im się Stadnickim
Niemirów spalił do ostatniej deski z kościołem i z dworem.
Czyta z listu
„Zbóje i łotrzyki, których w tych okolicach pełno, podpalili. I to w tydzień po tym, kiedy w
tym naszym kościele farnym obraz Matki Boskiej cudami słynący ukoronowaliśmy”.
Do Biskupa
Pyta się więc Kasia o asekuracje pruskie: „jak się to z nimi poczyna, kiedy już nasze cudowne
obrazy nie pomagają”...
BISKUP
z uśmiechem
O asekuracje od ognia! A to mój pan lektor będzie wiedział najlepiej! On wszystko co pruskie
weneruje! Niechże ci powie. Biedna pani Kasia! Ale mówże co najważniejsze Tadeuszku.
Cóż pan ojciec na twoje mariażowe planty.
TADEUSZ
wesoło
Godzi się, godzi wielebny stryju i sankcji swojej użycza. Do herbarzów zaglądał i przekonał
się, co mu już przedtem znajomi wyesplikowali Gockowscy, których latorośl pokochałem nad
życie, dobrą szlachtą byli, „Prawdzicem” się pieczętowali, z Gockowy się pisali. Pod tym
tedy względem ojciec dobrodziej całkowicie spokojny.
MOWIŃSKI
Przecież i ja znałem ze dwóch Gockowskich! pamiętam! nim jeszcze do Lutrów przeszli,
Lutomskich krewniacy. Z malborskiego województwa.
BISKUP
No to i dobrze się ściele, bo w dostatki ziemskie Opatrzność jejmościanki opatrzyła hojnie.
Mówiła wczoraj pani Skórzewska, że każda z dziewczyn po ćwierć miliona talarów na stół w
złocie weźmie.
TADEUSZ
Mnie to już nie obchodzi. Żebym o jednej koszulinie miał wziąć moją Kunusię, to ją poślubię.
Jeżeli szczerością miałbym wywodzić się, to nawet wolałbym, by grosza nie miała, by cień od
góry złota nie stanął kiedyś przed naszą miłością.
Westchnął
Zresztą nie masz już takiej siły, która by nas połączonych dwoje rozdzielić mogła.
BISKUP
po plecach go klepiąc
Żebyś ją o jednej koszulinie chciał brać, w to ja wierzę mospanie. Haha... Zawszeć to jednak
tuzin koszul lepszy i waluta ćwierćmilionowa. Z oficerskich apanażów nie utrzymałbyś domu
na godziwej stopie, a nie zapominaj Tadeuszku, że was u ojca siedemnaścioro, a tyś z rzędu
trzeci. Tak czy nie?
TADEUSZ
całuje Biskupa w ramię
Trzeci, tak jest...
BISKUP
Widzisz tedy... A tu w twoim stanie pieniążki potrzebne, Ostentacja musi być wielka...
TADEUSZ
Zapewne stryju dobrodzieju! ale też dla nas młodych otwierają się teraz świetne aspekta.
Awansować będziemy w kurzgalopie . Najjaśniejszy nasz Connetable zraził się z kretesem do
starych trupierów. Przy ostatnich manewrach kwietniowych trzech jenerałów grzybków i
zwymyślał przed pełnym frontem. Wszystkie korpusy dostały młodych inspektorów. Nawet
papa Zieten! słyszy Ksiądz Biskup, nawet Zieten, król huzarów, dostał nad sobą młodego
Lölowela. Teraz my górą! do nas przyszłość należy!
BISKUP
Boga chwalić! Boga chwalić, ale i diabła nie gniewać. Bo to widzisz, mój miły, żeś ty w Kunusi
się rozmiłował, a młody Zieten w jej siostrzyczce, to dopiero połowa sprawy, czy nawet
jej ćwiartka. Wiesz dobrze, gdzie dla tych rzeczy najwyższa instancja.
TADEUSZ
Obadwaj ojcowie dobrodzieje się godzą. Tylko jeszcze brakuje...
BISKUP
Królewskiego konsensu, i w tym sęk. Mówiła pani generałowa, że jak się przy dniu dzisiejszym
nie uda, to na długi czas przepadło.
TADEUSZ
Obecnie wszystkich mamy za sobą. Papa Zieten, który już trzy lata nie widział się z królem i
rzadko tu bywa specjalnie przyjeżdża, żeby za synem molestować Sam Książę Pruski obiecał
też najmiłościwiej...
BISKUP
Toż i pani generałowa nigdy tak długo przecież na maj w Berlinie nie zostawała jak teraz,
byle ino dopilnować waszej sprawy. Patronów macie znakomitych.
TADEUSZ
I nadzieje niezgorsze. A kiedy jeszcze Królowi Najjaśniejszemu oba anioły wygłoszą tu gratulacje
w imieniu stolicy berlińskiej, jesteśmy pewni, że wzruszy się w nim serce monarsze i
że sam naszą miłość pobłogosławi.
MOWIŃSKI
z kąta mruknął, porządkując księgi
Ehe... Wzruszy się w wilku... lisie.
TADEUSZ
Teraz spieszę ja przeciwko nim do Poczdamskiej Bramy. Obie przywozi z Berlina pani generałowa.
Tyle mego, że ich tu tylko do Wielebnego Stryja Dobrodzieja doprowadzę. Od 12
mam służbę przy pałacu aż do 12 w nocy.
Całuje w rękę Biskupa, kłania się
BISKUP
całując go w głowę
Tymczasem wszystko w ręku Boga mój Tadziu. Byle przeciw waszym planom nie stanął w
poprzek jakowyś znów rezon stanu czy też...
Przed drzwiami na stopniach staje, powiewając szeroko kapeluszem, młody, trzydziestodwuletni
człowiek, przystojny, ciemnowłosy, niestety z jednym tylko okiem; drugie na
wieczne czasy powieką zasłonione. We fraku angielskim, paskowanym. Włosy z przodu
ostrzyżone, z tyłu warkocz w fontaź zebrany: markeze Girolamo Lucchesini z Lukki
LUCCHESINI
z zewnątrz
Ho 1'onore d'augurarle il buon giorno!
TADEUSZ
już przy drzwiach
Nie... nie!... nie boimy się... A, pan markiz... Przeprasza Brak czasu...
Kłania się, wybiega
BISKUP
Buon giorno marcheze! Benvenuto ... Prosimy.
LUCCHESINI
do Tadeusza
Proszę pana lejtnanta... Służba rzecz święta... Nie zatrzymuję.
Do Biskupa
Tysiąc komplementów Ekscellencjo. Czyż nie za wcześnie ośmielam się naruszać spokój
Księcia Biskupa...
BISKUP
dłoń mu podając, na której sygnet tenże całują kilkakrotnie
Pan markiz nigdy zbyt wcześnie! Z pierwszym ocknięciem nawet mile bym witał tak oświeconego
kawaliera.
Mowiński spode łba patrząc, wynosi się w prawo
LUCCHESINI
Nie tylko z winną submisją ja tu...
BISKUP
jakby nie słysząc
Zresztą Król Jegomość przez te dwa tygodnie oduczył mnie wylegiwania się w edredońskich
puchach Co dzień trzech doboszów naumyślnie mi tu pod okna posyła. I ci tłuką w cielęcą
skórę, aż się jak oparzony muszę zrywać. Hahaha... Upraszam... spocznij waćpan..
Siada przy stoliku, i wskazuje Lucchesiniemu krzesło naprzeciwko
Le prego. Se le piace.
LUCCHESINI
Haha! Więc trzech doboszów... To wystarczy... Tak. Ja tu nie tylko z winną submisją przybywam,
nie tylko, że tak powiem, jako Włoch, katolik do katolickiego prałata, ale raczej, i to
jeszcze bardziej, jako wielbiciel czuły do wielkiego, wielkiego! sławnego! gensdelettra ...
BISKUP
Ho... ho!... Veramente![2] Skądże to panu markizowi przyszło dowiedzieć się o tym, że i ja
czasem hypogryfa dosiadam? Ho... ho!..
LUCCHESINI
Książę Biskup chyba żartuje... Ekscellencja chyba dobrze raczy wiedzieć, że sława jego pegazowych
lotów doszła Już i do Wiednia, skąd właśnie przybywam.
BISKUP
z radością, ale nieufnie
Bardzo to pięknie... cieszę się! Z Wiednia! Ale quo modo? quandum? quibus auxilliis? Cudem?
LUCCHESINI
Cuda się teraz rzadziej przytrafiają. Za dużo farmazonów na świecie... Haha... Ale żart na
bok.
Poważnie
Pierwsze, co się dowiedziałem o pięknym pisarstwie Waszej Książęcej Mości, to z książeczki
pana Dubois tu w Berlinie drukowanej.
BISKUP
Aha... Aha... U Deckera? No tak? Zbyt łaskaw był na mnie pan Dubois.
LUCCHESINI
ciągnąc dalej
A pierwsze, co czytałem z utworów księcia poety, to tłumaczone pięknie przez Patra Markwarta
„Satiry”.
BISKUP
Uradowany
No proszę, proszę. Jakżeż to mi miło słyszeć. O troppa bonta!
LUCCHESINI
ciągnąc dalej
Po czym przeczytałem sobie i romans o „Panu Doświadczyńskim" przecudowny, dzięki
translacyi magistra Bernouilli.
BISKUP
bardzo uradowany
Prawdaż to?... Pan markiz i „Doświadczyńskiego” mego czytałeś. To doprawdy wzruszająca
siurpryza. Jakaż to rozkosz pisać mogącemu żywić nadzieje, że czytać to będą nawet oświeceni
ludzie z łacińskiej nacyi...
LUCCHESINI
Poważnie
Teraz zaś we Wiedniu dwa lata się bawiąc, do tej doskonałości poduczyłem się przepięknej
polskiej mowy, że najświetniejsze jej monumenta czytam in originali lingua ...
BISKUP
aż zerwał się
Czyliż możliwe? Czy to na jawie, czy śni mi się? Pan markiz Lucchesini z Lukki czytający po
polsku biskupa warmijskiego. Toż radość jest nad radości. I dotychczas ani słówkiem nie
zdradziłeś się ze znajomością naszej mowy! Ależ to nieprawdopodobne. To applauzów godne.
LUCCHESINI
Cedząc
Nie o to jednakże rozchodzi się, że czytając mogłem napawać się nimi i nie tym chwalić bym
się ośmielił, boć to ostatecznie obowiązkiem wnet będzie każdego oświeconego, ale tym się
szczycę sobie przed Waszą Ekscellencją, że „Bajki" Waszej Wielebności tłumaczyć ośmieliłem
się na język Dantego i Petrarki.
Sięgając ręką do kieszeni i wyjmując małą książeczkę
A, oto dzisiaj przed chwilą pocztą otrzymana pierwsza libella z moimi próbami, którą u stóp
Waszej Ekscellencji złożyć się ważę.
Wstał uroczyście i wręcza książeczkę Biskupowi
BISKUP
wzruszony do ostatnich granic
Rzeczy to niewiarygodne!... Homo proponit Deus disponit... Szczęście w słowach niewypowiedziane.
Otwarłszy książkę, czyta półgłosem
Par J. K., duke di Varmia ... Cóż za radość! Cóż za siurpryza!... Chodźże w moje objęcia
młodzieńcze wybrany! Mało jest rzeczy, które by mnie tak uradować mogły! Widzieć swego
rozumu skromnego owoce w misterne mowie Ojca Świętego i Kollegium Kardynalskiego!
przystępne wszystkiej elicie globu. Dozgonna wdzięczność moja zbyt nikłą jeszcze byłaby tu
zapłatą.
Ściska Lucchesiniego, całuje
LUCCHESINI
Nie uwierzy Książę Biskup, jaką ja w wnętrznościach serca czuję radość z widoku tego uznania.
Cały mozoł długich wieczorów opłaca ta jedna chwila dubeltowo
Całują się i ściskają
e massimamente.
Mowiński wchodzi z lulką w zębach i z kapeluszem słomkowym w ręce
BISKUP
nadal wzruszony
Polskiej mowy się nauczył, żeby Krasickiego bajki tłumaczył! Toż ja o takowym zaszczycie i
nie zaśniłem nigdy. Dla swoich się to pisało, ot żeby czas dłużący się skrócić. Po prostu dla
rymem zabawienia! Kunszt się uprawiało dla kunsztu!... żeby język polerować, żeby przyjemność
mieć... Ot z tym jegomością, co go pan markiz widzisz... Podejdź no bliżej, panie
Michale.
Mowiński zbliża się mniej chętnie, wyjmuje lulkę z ust
BISKUP
przedstawiając ich wzajem
Oto jegomość Michał Mowiński, nobile z ziemi malborskiej, mój lektor, camerlengo, amanuensis
biblioteki, podstoli, majordomus, totumfac, secretarius! collaborator et omnia . Niejeden
rym z jego Jowiszowej wyskoczył głowy, jak Pallas pełny i piękny.
LUCCHESINI
rękę podając Mowińskiemu
Miłym mi nad wyrażenie dzień poznania collaboratora, poety, którego wielbić i translatować
już nauczyłem się.
MOWIŃSKI
jeszcze sztywnie
Translatować?
BISKUP
do Mowińskiego
A waszmość słuchasz jak wilk z Litwy tureckiego kazania. Patrzże i uwierz raz.
Podaje mu książeczkę
Jak tak dalej pójdzie, to moje bajeczki
Wskazuje ręką na fotele i sofy
jak i pana Lafontaina na krzesłach malować będą...
MOWIŃSKI
ogląda książeczkę najpierw z niedowierzaniem
Ho... ho... nasze bajki po włosku...
BISKUP
ruchliwie i żarliwie
Po włosku... Nasze bajki. Po włosku! Powoli będziemy sławni na cały glob, mój Mowińsiu!
Już teraz są takowi markizowie, co po polsku się uczą i nas tłumaczą.
MOWIŃSKI
patrząc nieufnie to w książkę, to w Lucchesiniego
Czary czy co u diaska?... Pan markiz?
LUCCHESINI
staje z boku i mówi wesoło i jakby jeszcze z trudem
Mnie to kadzą rzekł hardo do swego rodzeństwa Siedząc szczur na altare podczas nabożeństwa.
Wtem gdy się dymem kadzidł zbytecznych zakrztusił Wpadł sieur Mowiński z boku,
markeza udusił... Hahaha...
BISKUP
za boki się od śmiechu biorąc
Hahaha wpadł sieur Mowiński z boku!...
MOWIŃSKI
również śmiejąc się
Haha... No, no... Bym na własne uszy nie słyszał...
LUCCHESINI
śmiejąc się
Hehehe markiza udusił... Tak... tak...
Do Biskupa, poważniejąc
Ale nie tylko na włoskie je tłumaczyłem, Onoratissime! Ale i na francuski! Tak jest, i na francuski.
A również i wzruszająco piękną Księcia Biskupa dissertacją o sonettach... Tak... tak...
Ja wszystko, wszystko znam, co ksiądz biskup napisał, a signiore Mowiński pomagał. Z moją
pomocą gloria warmijskiego abbate wejdzie w świat jak jutrzenka różanopalca nad wodami !
MOWIŃSKI
który przeglądał książkę śpiesznie, teraz wzruszony wyciąga kordialnie prawicę do Lucchesiniego
Gratias! gratias illustrissime Domine... Więcej mi i przez gardło przejść nie może, panie markizie.
Zabieram książeczkę z pozwoleństwem X. Biskupa i idę rozkoszować się melodiami
ucho pieszczącymi... w samotności. Jeżelim ja pokorny sługa choć ociupinkę, choć tyciutyńko
pomógł czasem naszemu wielebnemu Apollowi polskiemu, to translacja na włoskie pana
markiza szacownego tysiąckrotnie wynagradza mojego dowcipu auxylia .
Zamiótł kapeluszem słomkowym po ziemi i wysuwa się ku drzwiom
Gratias! Gratias Domine illustrissime. Servus Mościpanie...
LUCCHESINI
Va bene siniore... Mowiński.
Z przesadną rewerencją mu się skłonił
Hahaha
Do Biskupa
Bardzo miły starowina. Żywo mi przypomina dawne jakoweś wieki! tempi passati! Przed
potopem...
BISKUP
Ebbene i mnie kontentuje, że ci się podobał, panie markizie... Bardzo to godny człeczyna, ino
Prusaków za kannibalów ma!... Wszystko chciałbym by ci się podobało u mnie, tobie samemu
nieba bym chciał przychylić choć fragmencik!... Do Heilsberga pana markiza biorę, chce
czy nie chce par force! per fas et nefas. W czym tylko zechcesz pomocnym ci wraz będę.
Rozkazuj, pisz, mów, komenderuj. Słucham jak na egzercyrce!
LUCCHESINI
Ależ Ekscellencjo. To, czego dokonałem, żywą mi sprawiło w pracy samej uciechę. Przecież
- ja nawet nie spodziewałem się spotkać gdzie w życiu Wielebność Waszą. Republiką Polską
zajmowałem się od lat kilku.
Siada wygodnie
Stryj mój chciał ze mnie wykroić nawet jakiegoś ambasciatore dla Polski, ale to spełzło na
niczym. Nie miałem inklinacjów do stanu duchownego. To kariera powolna w dzisiejszych
eposzach.
BISKUP
siadając również
Aha... Aha...
LUCCHESINI
Może mój młodszy brat Caesare odda się życiu gabinetowemu i politycznym kabałom. Ja
postanowiłem sobie pisać piękne dzieła, tłumaczyć piękniejsze i tylko Pięknu w ogóle sakryfikować
swe siły.
BISKUP
O bardzo szlachetnie! I rozsądnie bardzo! Sprawy powszechne to nic, ino mętne i niepotrzebne
źródło zgryzot i zawodów. Ledwie się polityczności dotkniesz, już masz ręce oparzone.
Jak najdalej od tego, jak najdalej. Ja sobie zawsze powtarzam za naszym Kochanowskim:
„Niech drudzy za łby chodzą, a ja się dziwuję.
LUCCHESINI
Wyśmienita maksyma Ekscellencjo! Wyśmienita! Jakby ją sam święty Epikur komponował.
„Niech drudzy za łby chodzą, a ja się dziwuję”. Hahaha... Otóż teraz i mnie los potoczył
szczęśliwą okkazję, żeby móc życie przeżyć, dziwując się z zakącia „jak drudzy za łby chodzą”.
Hahaha...
BISKUP
Tak? proszę, proszę. Mówże! Gdzie, jak i co?
LUCCHESINI
Miałem ja z Paryża do dworu Poczdamskiego list rekomendujący nieboszczyka pana de la
Ronde d'Alemberta. Prezentował mnie biednego chudopachołka pan Fontana Królowi Jegomości.
Podobałem się, to jest, jak tu mówią, miałem zaszczyt podobać się co nieco.
BISKUP
Ho... ho... nie co nieco. Rozmawiałem z królem kilkakrotnie o waćpanu. Zawsze wyrażał się z
wielkim uznaniem dla jego bella conversazione. W czym mu napotakiwałem co się wlezie, i
con piacere!
LUCCHESINI
cmoknąwszy w ramię Biskupa
Stokrotne, stokrotne dzięki. Otóż teraz rzecz jest taka... Byle mnie Ekscellencja dobrze zrozumiał.
Na początku tego tygodnia długoletni lektor Króla Jegomości nazwiskiem...
BISKUP
Podpowiadając
de Catt!...
LUCCHESINI
Tak, tak. Otóż pan de Catt wpadł nagle w dysgrację. Powodów nie znam. Opowiadają różne.
Zda mi się, że trafiającym w sedno będzie ten: Fredericus Magnus czuje się już zgrzybiałym.
Starość dokoła niego drażni go i wprowadza w irytację... Przeto zamierzył pono młodsze dobierać
sobie otoczenie.
BISKUP
Tak, tak tu szepcą. Dysgracja pana kanclerza, demissio ministra von Zedlitz, świadczyłyby o
tym. De Catt został skassowany po 29 latach służby jednym pociągnięciem pióra...
LUCCHESINI
Wesoło
Tak... tak. Tutaj to idzie bez plezanteriów.
BISKUP
Ehe... Ministrów jak konie pocztowe zmienia się co stacja, skoro tylko zasapały się...
LUCCHESINI
Otóż, ja czuję siły w sobie, Księże Biskupie. Mam wiosen 30 i dwie. My Lucchesinowie
zbiednłałaśmy szlachta. Rewenie moje może takie teraz jak u siniora Mowińskiego, nie większe.
A tu trzeba się ratować, trzeba żyć, trzeba familię podupadłą podnieść! Ekscellencjo! Ja
widzę to dobrze, że Wasza Wielebność jest tu obecnie persona piu gratissima u Króla.
BISKUP
A tak... Nie mogę się skarżyć... To, że Król pozwolił na budowę kościoła świętej Jadwigi, i to
koło Operami i Arsenału! to, że mnie oddano poświęcenie tej świątyni, a nie kuzynowi królewskiemu,
chełmskiemu biskupowi von Hohenzollern, to są dowody bardzo wielkiej konsyderacji.
LUCCHESINI
Tak... tak...
Przyciszniej
To by dowodziło jakichś... może jeszcze nikłych, ale już istniejących programów etablissowania...
rzymskiego wyznania w Prusach... może...
BISKUP
Dyskretnie
Appunto... appunto! Mówią o tym tu i ówdzie... Nie należy zbytniej kłaść temu wagi.
LUCCHESINI
Tak zapewne... Ale w każdym razie... To przymierze poufałych affektów z opatem Bastianim,
teraz ta dla Waszej Książęcej Mości przyjaźń... Może i lepiej, żeby więcej osób rzymskiej
konfesji aktualnie znajdowało się w otoczeniu króla. Nieprawdaż?...
BISKUP
nieco zdziwiony
Ależ tak, tak. Nigdym o tym co prawda nie myślał... Żadnych nadziei w tym kierunku nie
żywił... My się z Królem Jegomością spotykamy tylko na Parnasie. To nam gwarantuje harmonię
naszych uczuciów. Solamente in Parnasso.
LUCCHESINI
Wstając
Ekscellencjo. Otóż ja, ja skromny translator rymów waszych i królewskich, ja scryptor na
dorobku, ośmieliłbym się pretendować obecnie na stanowisko lektora Króla Pruskiego.
BISKUP
lekko zdziwiony
Ależ... zda mi się nic łatwiejszego! Król Jegomość kilka razy mnie pytał, kogo brać. Zdaje
mi się, żem mu nawet waszmość pana wymienił.
Z dyskrecją
Rywalów niewielu się znajdzie. Nie bardzo to zazdrości godna dignite . Trzeba mieć nieco z
Hiobowych cnót w tym przypadku. Raczej umiejętnym słuchaczem być, nie biegłym lektorem.
Haha... ale...
LUCCHESINI
Podniecony
Ale dla mnie to marzenie nad marzeniami! Ekscellencjo! Z ubocza a z bliska widzieć jak się
świat dyryguje! u takiego mistrza posiąść arkana politycznycn scjencjów toż szczyt rojeń
młodocianych! Gdyby Wasza Książęca Mość słówkiem jednym zarekomendować mnie raczył,
odtąd zyskuje we mnie wasala i sługę wiernego, jak tylko Włoch, Toskańczyk nim być
potrafi!
BISKUP
za rękę ujmując go serdecznie
Bravo! i bene! Bene i bravo! Nie mówmy o tym więcej! Będę u Króla Jegomości z gratulacjami
41 roku regencji! Nad wieczorem spodziewaj się markizie miłej nominacji. Mianuję cię
ajentem familii Krasickich u boku Salomona Północy.
Lucchesini całuje go ze wzruszeniem w oba ramiona i w rękę. Biskup go w czolo. W oknie,
oparłszy się na framudze, staje generał von Bischofswerder, przechylony ku pokojowi. Rosły,
lekko szpakowaty, sangwinicznych gestów jegomość, o zapalczywej a śpiewającej mowie (z
saska), ubrany w mundur generała dragonów. Dość często zażywa tabaczki
VON BISCHOFSWERDER
wesoło, a trochę kpiąco
Italia et Polonia semper fideles! Hehehe... Pakta zawarte na śmierć i życie... Hehe...
BISKUP
spostrzegając go, wesoło
A pan adiutant kochaneńki! Witamy mospanie. Prosimy, prosimy. Co tu porabiacie! Come sta
Lei. Hahaha...
Bischofswerder idzie od okna do drzwi i wchodzi witając się serdecznie
LUCCHESINI
kłaniając mu się
Tedy i Saksonia piękna przyłącza się do aliansu!
BISCHOFSWERDER
O se le piace! Lucchesini! Moje komplimenty. Żeby coć z tego wynikło, toby i Sasy pomogły.
Naturalnie... Pyta się Książę Biskup, co tu porabiam? Ze stafettą na gębę od Następcy Tronu z
Poczdamu do Staruszka. Spełniłem swoje i wracam. Wstąpiłem, żeby Księciu Biskupowi złożyć
gratulacje za wczorajsze jego odkomenderowanie do generalnego Magazynu Nieśmiertelnych,
no... no do Akademii. Hehehe...
LUCCHESINI
Zdziwiony
Do Akademii, tak? O tym jeszcze nie wiedziałem... do Akademii kunsztów?...
BISKUP
z zadowoleniem
Tak... tak... Wczoraj... w nagrodę moich skromnych merytów literackich zostałem jej honorowym
członkiem. Głównie za „Historię” napisaną.
BISCHOFSWERDER
Eh, głównie za to po prostu, że Książę po niemiecku dzieł swych nie koncypuje, dostał się
między te gawrony...
Siada naprzeciwko zwierciadła
LUCCHESINI
Ależ panie jenerale! Jak można tak mówić o Areopagu najświatlejszych mężów Berlina!
BISCHOFSWERDER
klepnąwszy Lucchesiniego w kolano
Najświatlejszych, najświatlejszych!... To we Wiedniu drogi markeze trzymają naszych kujonów
uczonymi! Jedyny przymiot naszej Akademii jest ten, że w niej tylko pięciu Prusaków
wygniata nowe adamaszkowe fotele, a że reszta obcy!
Ręką machnął lekceważąco
BISKUP
Ależ, mospanie generale! Cóż to za malicyjny humor! I to dzisiaj! Jakże można tak obśmiewać
naszych Nieśmiertelnych.
LUCCHESINI
Przecież to ciało poważnie uczone! Myśliciele! chluba stolicy... Luminarze!
BISCHOFSWERDER
siadając wygodnie
Pan markiz raczy sobie żartować. Nasza Akademia i uczeni? Myśliciele? Którzy myślicielami?
Gdzie między nimi luminarz? Czy te wybrakowane Francuziki, polecone przez nieboszczyka
d'Alemberta, z tej sorty, o której mówią w Paryżu: dobre dla Północy. Tak? Czy ten
pan, co od pięciu lat komety czeka i doczekać się nie, może. Może p. Forney? Może pan...
LUCCHESINI
A pan minister Hertzberg czemuż opuszczonym?... O...
BISCHOFSWERDER
Aha... graf Hertzberg podoba się panu markizowi.
Z ironią
Ooo, ten to bardzo uczony. Całe dnie i noce w archiwach siedzi, w szpargałach i foliantach
węszy, ściąga, zszywa, byle tylko wykrętnymi wywodami, „ekstraktami rezonowanymi” wykazywać,
że kradzież nie jest kradzieżą, rozbój nie jest rozbojem, łupiestwo nie łupiestwem,
zdrada nie zdradą! Bardzo piękny species uczonych, całkiem w berlińskim fassonie.
Do Krasickiego
To teraz Księcia Biskupa kolega w Akademii. Winszuję! gratuluję, ale zazdrość jest mi
affektem obcym...
BISKUP
Dawnom ja to już zaobserwował, że pan jenerał wszystkim tutaj przyganiasz i żółcią bryzgasz
juvenalską po ścianach tego czarownego asylum. Młodości starość nigdy nie dogodzi... Już
nawet na Instytut się ciskacie!... no, no.
BISCHOFSWERDER
kpiąco
Na Instytut. Na akademików. A cóż znowu tak nietykalnie świętego ta Akademia! Taka sama
trzoda niewolniczych subiektów, jak każda tutaj inna. Odkomenderują dwóch filozofów do
sadzenia morw, to sadzą, każą rury w parku zakładać oratorom, to zakładają. Wyjdzie jednego
pięknego dnia rozkaz, aby Jaśnie Oświecona Królewska Akademia wydała oficjaliter memoriale
przeciw franc-massonom i deistom , i memoriale nad wieczorem jest gotowe! przez 25
perukarzy sygnifikowane jak się patrzy. Tfy! nie uczeni to są, nie rycerze nauki, nie! zwykłe
gminne służalców dusze...
LUCCHESINI
No, no... To że Akademia oświadczyła się przeciwko deistom, to wyznam mości adiutantowi
tylko za nią by przemawiało...
BISKUP
Chyba nie ma dwóch opiniów w tej materii...
BISCHOFSWERDER
zapalczywie
Upraszam nie chwytać mnie łaskawie za ostatnie słowa! Księciu Biskupowi dobrze wiadomo,
że my! właśnie my! to jest otaczający Jego Książęcą Mość Następcę Tronu najkategoryczniej
przeciw deistom występujemy. Dla naszej generacji rozum bynajmniej nie jest wszystkim!
Nas blask czczego poloru i oświeceń nie łudzi ni mami. Nasz świat, to nie tylko ślepa materia
i ślepa forsa! O właśnie nie! Ale oni, tamci, te upodlone rojalisty, te grzyby uczone! te w perukach
półgłówki, czemuż to nie mają odwagi przy swoich uprzeć się maksymach? Na 25
Akademików, zaręczam, że dwa tuziny wierzy tylko w starego Fryca i w nowe frydrychsdory
Rezon, Rezon! rezon wrzeszczeli całe życie! Nic ponad rezon!
Z krzykiem
Ale jak z tutejszej nory wyjdzie rozkaz, żeby in corpore wyparli się całego życia maksymów,
to się wyprą. Tfy! do kroć sto tysięcy kartaczy. Tfy, tfy!
BISKUP I LUCCHESINI
mitygując go
Ależ ciszej, ciszej! Panie jenerale!
BISKUP
Waszmość zapominasz, że Król Jegomość o pięć stancji stąd. Jak można!
LUCCHESINI
p rzycisznie
Zdało mi się nawet, że w tym pokoju przy stołowej nawet coś się ruszyło.
BISKUP
Strapiony
Popatrz panie markizie! popatrz.
Lucchesini bieży do drzwi i tam głowę wychyla
BISCHOFSWERDER
Odsapując
O pardonowanie mi proszę Wielebny Księże Prałacie. Czasami już wszyscy tracimy cierpliwość...
Ot i wtedy się...
LUCCHESINI
Wracając
Chwalić Boga, nie ma nikogo ani tu, ani w stołowej sali W każdym toli razie...
BISCHOFSWERDER
Kończąc
Lepiej miarkować swe stentory... Ma pan markiz słuszność... Maszka nigdy nie psuje rysów
twarzy... Książę Biskup twierdzi, że ja żółcią bryzgam po tych ścianach... Nie ja jeden! admirantów
starego regimu jest już garsteczka... po prostu rozbitki, ostatki. W Sans-Souci coraz
ciszej... samotniej...
Patrzy wokół z pogardą
Nikomu nawet bryzgać się nie chce żółcią po tych uroczych ścianach.
Innym tonem do Biskupa
Czy Księciu Biskupowi naprawdę tak się podoba to Sans-Souci na Viniach?
BISKUP
Zapytanie dalibóg że dziwaczne. Jakżeż mi się nie ma podobać Chateau, w którym tyle, tyle
nieocenionych skarbów geniuszu i gustu znalazło swe piękne, iście monarsze przytulenie...
BISCHOFSWERDER
Czy Książę Biskup u nas w Dreźnie był? Bruhlowskie pałace, dziś niestety zniszczone przez
barbarię, jeszcze nietkniętymi, nie zbezczeszczonymi oglądał?
BISKUP
To nie. Widziałem je już po wojnie.
BISCHOFSWERDER
cedząc półgłośno
A ja je dzieckiem pamiętam... I dlatego mnie te ściany tutaj wcale czarownymi się nie wydają.
Plułbym na nie żółcią, nie wzdragając się ni chwili. Pan Knobelsdorff, który to budował,
znienawidził właściciela Chateau tak bez pamięci, że tu każda cegła nosi na sobie signum
przekleństwa. A te małpie malowidła, czegóż dowodzą, jak nie malicji małpiej? Możeż się
zapamiętała złość
Wskazuje z obrzydzeniem na ściany
człowieka jeszcze o krok dalej posunąć, jak w tak szczegółowym najbliższemu przyjacielowi
dogryzaniu?
Podnosi koszyk do papierów z małpkami
BISKUP
surowo, wstając z fotelu
Mospanie jenerale hamuj się! W mej społeczności nie pozwalam uwłaczać, i to nieobecnym. I
to takim!
BISCHOFSWERDER
kłaniając się ironicznie
Przebaczenia! Tysiąc razy przebaczenia! Już się nie zapomnę... Przyznaję ze smutkiem, że
jestem gorszym poddanym od Waszej Wielebności... Ale swojego wywodu dokończę... Mogę?...
BISKUP
Słuchamy obadwaj z markizem Lucchesinim, proszę.
Poważnie
Atoli bez dygressji w tamtą stronę,
Ręką wskazał na drzwi
przypominam.
BISCHOFSWERDER
Do usług Waszej Wielebności. Więc tedy te osławione! nieocenione skarby geniuszu...
Owszem, nie przeczę, jest tu ich sporo. Wśród nich fałszowanych kunsztyków także moc
wielka. Ale co tu istotnie powabnego, to wszystko kupione w masie po kardynale Polignacu...
Lub pan Gockowsky gustem swym dostarczył.
LUCCHESINI
Tak, to się widzi. Francuskiego kunsztu obiekta przeważają. Atoli cóż z tego? Tak jest wszędzie...
Albo włoskie, albo...
BISCHOFSWERDER
Cóż z tego? Otóż to z tego, że co tu obca ręka zrobiła, to Piękne, a co miało szczęście podobać
się personalnie Jego Królewskiej Mości, to wszystko... Aha, bez dygressji... proszę.
Wskazuje na kobierzec
Widzi Książę Biskup ten kobierzec?
BISKUP
Widzę. Zawsześmy się dziwili, że tu takie pokładziono.
BISCHOFSWERDER
Otóż takie szkarady wyrabia faworyzowana królewska manufaktura. We wszystkich pokojach,
tu, w Poczdamie, w Berlinie, porozkładano takie szmaty. I człowiek musi po tym stąpać
i na to musi patrzeć, a Pan Bóg to widzi cierpliwie i nie grzmi do kroćset stu kartaczy.
Biskup śmieje się wesoło, Lucchesini także
BISCHOFSWERDER
Tak, tak. Ich Mościom łatwo się śmiać. Ale ile myśmy kompromitacji nałykali się za te paskudy,
któż policzy.
Kopie w złości nogami w kobierzec
Kiedy filozofowie paryscy i admirałowie brytańscy i markizowie włoscy lub biskupi polscy
Z ukłonem
przyjeżdżają i dziwią się, że wśród dzieł ozdobnych kunsztów wszędzie tu i w takie można
wdeptać brzydactwa... jak to...
Skopał kobierzec; oczy jego padły na kominek
O... Albo i ta porcelana...
Zrywa się i biegnie
BISKUP
z uśmiechem
Oj, oj, cóż znowu będzie!
BISCHOFSWERDER
podbiega gorączkowo do kominka
Pokażcie mi Mości Panowie drugi królewski Chateau, w którym obok takich cudów...
Chwyta za duże białe wazy
obok takich cacek, jak z Meissen, obok takich kunsztyków z manufaktur Gockowskiego postawią
wam bez rumieńca wstydu takie skorupy jak to!! jak to!
Wziął dwie paskudne wazy z kominka i biegnie, przewracając po drodze koszyk, od Krasickiego
do Lucchesiniego, od Lucchesiniego do Krasickiego
o! taką glinę murzyńską! takie fuszerki barbaryjne!
LUCCHESINI
W istocie rzeczy trudnoż sobie szpetniejsze naczynia wyimaginować.
BISCHOFSWERDER
z ogniem i eksklamacją
A widzisz mości markizie! „Trudno szpetniejsze wyimaginować”
Wywija naczyniami w powietrzu
A właśnie w tym roku Akademii rozkazano listem pochwalnym zaszczycić tę manufakturę
obrzydlistwa płodzącą! Każde małżeństwo żydowskie musi sobie pod karą takie wazoniki
kupować przed pobraniem. A pana Gockowskiego manufakturę ominięto! ominięto!
Podnosi w górę wazy i już je chce o ziemie rzucić
Ale ja! Ja! Jan Rudolf von Bischofswerder przeciwko głupiemu orzeczeniu bandy akademickiej
niniejszym uroczyście protestuję...
Zamierzył się, by stłuc wazy. Biskup i Lucchesini podbiegają szybko
BISKUP
Na Boga. Opamiętaj się mospanie!
LUCCHESINI
Che c'e questo? Mości adiutancie! Raczcież zwątlić porywczość!
BISKUP
Kiedyż nie twoimi te wazy mości Bischofswerder. Jakże - byś mógł!
BISCHOFSWERDER
Nie! nie puszczę z rąk! Ja je muszę stłuc. Muszę stłuc! To moja remonstracja.
Chce im się wyrwać
BISKUP
Wesoło
To tłucz sobie generale, ale w swoim domku! u siebie!
BISCHOFSWERDER
w półpasji, półśmiechu
Wszędzie tłukę, gdzie dopadnę, chwalone przez Akademię obiekta...
BISKUP
Ja toli w mojej kwaterze nie pozwalam.
Usiłuje mu wyrwać wazę
BISCHOFSWERDER
Właśnie, że Książę Biskup powinieneś.
Wyrywa się
Z tej samej Akademii jeden członek premiował taka szkaradę,
Krzycząc
a drugi mędrzec udowadniał memoriałem słuszność annektowania polskich prowincjów!
BISKUP
szamocząc się z nim, już w złości
Ależ oddaj mości generale... Co to ma jedno z drugim? Szwankują zmysły czy co?
LUCCHESINI
śmiejąc się
Jegomość adiutant do formalnej bitwy chcesz nas przymusić...
Szamotają się z nim, co się zowie
BISCHOFSWERDER
wpół wesoło
Nie oddam, nie oddam! Muszę stłuc! Muszę zaremonstrować... Ja za manufakturę Gockowskich
się mszczę! Tam są werkmeistry z gustem! Tam to robią według Delftu, według Sewru,
według miśnieńskich wzorów... z delikatesą. A to niech przepada! Niech ginie!
Już chce rznąć o ziem wazami, kiedy Lucchesini nagłym zgrabnym ruchem obie wazy mu
wyrywa. Przed drzwiami właśnie pokazuje się całe gronko towarzystwa. Więc pierwsza pani
generałowa Skórzewska, ku pięćdziesiątce przechylająca się, ale jeszcze wielkiej urody dama,
w satynowej czarnej robie półżałobnej, w czarnym kapelusiku a la Geoffrin słomkowym, szerokim
rondem ocieniającym bladą, ale niezwykle myślącą twarz z przylepionymi tu i ówdzie
mouche-decouchami; w rączce wachlarzyk z piór czarnych. Podnosząc uroczo sukienki
wchodzi po stopniach do pokoju, niepomiernie zdziwiona tą sceną. Za nią dwie panny Gockowskie
właśnie zamykające umbrelek od słońca. Obie jakby w jednym wieku. Obie w cynamonowych
jasnych sukienkach z pompadurkami wiszącymi u pasków. Obie w rękach
dzierżą wielkie bukiety kwiatów z długimi wstęgami w czarno-bialym kolorze. Obie bliźniaczo
do siebie podobne, atoli całkiem odmienne. Kunusia bledsza, oczy ma rozmarzone, a w
gestach oddanie się losom i czułość niezmierzoną. Justyna wyższa, żarzące oczy jak tarki,
włosy ciemniejsze; czupurnosć, zaczepność i śmiałość każde jej poruszenie odznaczają. Przy
nich widocznie rozmiłowani Tadeusz i młody von Zieten, krępy, niski młodzieniec w mundurze
korneta huzarów, z urody brzydal. Młodzi zostają przed drzwiami, nieśmiele tylko zaglądając
od czasu do czasu w przerwie miłosnych przekomarzań. Lucchesini wazy na kominku
układa. Pan Bischofswerder śmieje się rubasznie i sapie spacerując...
SKÓRZEWSKA
Tysiąc komplimentów Waszej Wielebności...
Pozierając naokół
Doprawdy jednak... tego co się tu... dzieje i odgadnąć mi trudno przyczynę... Hahaha...
BISKUP
w lansadach podchodząc
Do stópek się ścielę generałowej dobrodziejki...
Całuje w ręce Skórzewską, ona jego w sygnet na palcu
Temu coś tu mościa pani obaczyła nie jam przyczyną.
Lucchesini i Bischofswerder składają ukłony
SKÓRZEWSKA
Spodziewam się. Spodziewam się. Widząc naszego berlińskiego Cagliostra, domyślam się
natychmiast, kto tu tumult wszczął.
BISKUP
Wesoło
Pan de Lucchesini świadkiem, jak chciał tu adiutant gorączka ni stąd ni zowąd tłuc wszystką
porcelanę.
Spostrzegając dziewczęta
A! są i nasze mamselle z bukietami.
Idzie ku dziewczętom.
Lucchesini, ustawiwszy wazy na komodzie, podchodzi do generałowej dla pocałowania rączki
BISCHOFSWERDER
również podchodząc z wielką gracją całuje w rękę generałową
Wszystką? Nie wszystką bynajmniej pani Marianno! Tylko te patentowane! premiowane!
garczki! Sumituję się! Waz, które się fabrykowały pod okiem ojca tych porcelanowych aniołów
Wskazuje na panienki w głębi
i tknąć bym się żołnierską mą łapą nie ośmielił! Właśnie że ubodła mnie krzywda, jaka się
dzieje rodzicielowi tych pani generałowej pupilek.
SKÓRZEWSKA
do Bischofswerdera
Krzywda? Jegomości Gockowskiemu? Ależ skądże znowu! Nie wiadomo chyba generałowi,
że już podpisana pono nominacja naszego bankiera na tajnego finansowego radcę korony?
Siada.
Książę Biskup w drzwiach na progu z dziewczątkami dialnie się przywitał i rozmawia
BISCHOFSWERDER
Tak? Nie wiedziałem nic o tym.
Z ironią
Więc chcą w ten sposób wymazać iniurię , jakiej doznał od Akademii! Czyli też takowym zaszczytem
pragną wreszcie przyniewolić do sprzedania rządowi porcelanowej manufaktury na
Lipskiej? Coś się za tym głaskaniem Gockowskiego w każdym razie skrywać musi...
SKÓRZEWSKA
siadając na sofie tuż z frontu
Motywów bliższych... kryjomych nie znam mości generale. Wiem tylko, że dawno już chyba
na to zasłużył co w Palmyrę Berlin nam przekształcił.
BISCHOFSWERDER
Ależ oczywiście! Od ćwierć wieku!
LUCCHESINI
Pozwólcie państwo, że tu już was zainterpeluję, o ekskuzę prosząc. Od tygodnia mam zaszczyt
bawić tu gościem, a już wielokrotnie obiło mi się o uszy nazwisko tego Polaka. Gdzie
tytuły do renomy pana Gockowsky? Avrebbe la bonta d'informarmene.
SKÓRZEWSKA
wskazując Lucchesiniemu dziewczęta
Przede wszystkim tych dwóch gwiazdeczek ojciec to szczęśliwy... o!... Atoli nie Polak już
panie markizie, choć w Polsce jeszcze jego kolebka stała i po polsku pierwszych pacierzy się
uczył...
BISCHOFSWERDER
I by ciekawość pana markiza uciszyć, ja go objaśnię: jest to jeden z tych immigrantów, jakich
u nas Bogu dzięki pełno. Dla luterskiej konfesji familię prześladowano w Sarmacji.
Kpiąco
A myśmy tu wszystkich prześladowanych wabili i wabili, hugenotów z Alzacji, protestantów
z Salzburga! Byle tylko mieć choć coraz więcej poddanych. Haha... Tak, tak. Okazało się, że i
z tolerancji zysk może być pewny i niemały.
Wyjmuje tabakierkę złotą
Jegomość markiz tabaczkę lubi?...
LUCCHESINI
Nie nałogowo, aleć czasem.
BISCHOFSWERDER
do generałowej
Upraszam szczypteczkę... muszek... nosek czyści...
Skórzewska dla śmiechu zażywa
O tak... A pan markiz...
Podaje tabakierkę Lucchesiniemu
Ładna tabakierka nieprawdaż?...
LUCCHESINI
biorąc tabakierkę do rąk z admiracją
Skromne to przezwisko ładna! Śliczna! Juwelierskie arcycacko!
SKÓRZEWSKA
O tak... Ja już poznaję robotę...
Wstała
BISCHOFSWERDER
Śliczne? Arcycacko? Ehe... Ano widzisz panie markizie. Dlatego śliczna, bo to robił jeden z
refugies francuskich, majster z Sedanu... tak, z miasteczka Sedanu, a teraz z Lipskiej ulicy.
Pierre Fromery się wabi. A miniaturka ładna, co?
LUCCHESINI
Oglądając
Król August, serc pogromca.
BISCHOFSWERDER
A tak, nasz król August. To znowu Śliwicki pinksit, także z egzulantów, Polak jeden zniemczony.
Król ma jego roboty panią Orzelską...
Złośliwie
na pamiątkę pewnego... z czasów młodości... tak... stosuneczku... co prawda fatalnie...
SKÓRZEWSKA
wachlarzem musnąwszy go po ustach
Dosyć już, dosyć, gaduło nieskromna. Gość włoski o jegomościa Gockowskiego się pytał. A
jenerał mu o wszystkim innym opowiadasz. Otóż tych dziewczątek ojciec to król fabriquantów
nadszprewskiej rezydencji.
BISCHOFSWERDER
Wolno mi dodać pani Marianno, że i pierwszych naszych industrii... fundator!
SKÓRZEWSKA
Tak, tak! I pierwszy industrii fundator! Jego to było ambicją, by z Berlina zrobić to, co posiadały
szczęśliwie Lyon, Bruksela, Birmingham. On pierwszy etablował tu rękodzielnie genueńskiego
atłasu! On pierwszy założył fabrykę porcelany... na wzór saskiej!
Biskup wraca od panien
BISCHOFSWERDER
... I jego to geniuszowi entreprenerstwa pryncypalnie zawdzięcza król Fryderyk estymę i Medyceusza,
jakiej zażywa we współczesności...
Tabakierką wskazuje na Danaę z łabędziem na ścianie
Co tu z obrazów niefałszowanych wisi na ścianach, wszystko to Gockowski dostarczył i wybrał
swym gustem... A to mało! Ten fabriquante jest zarazem obywatelem jak by w rzymskim
starodawnym fasonie...
LUCCHESINI
Zdziwiony
Proszę... ja proszę... Nigdy bym nie był myślał!... I to zwykły bankier industrialista?...
BISKUP
rękę kładąc mu na plecach
Tak... zwykły... Ale temu zwykłemu fabriquantowi cały Berlin winien swe egzystowanie.
Wyprosił on to wszystko u generała Todlebena, przed zniszczeniem hord Kozaków i Węgrów!
lat temu będzie ze dwadzieścia! Berlin zdobyty przez Rossjanów ocalił!
BISCHOFSWERDER
z egzaltacją
Ee, co tam, furda Berlin panie markizie! On moje rodzinne miasto! Lipsk umiłowany ocalił
znów przed furią pruskiej infanterii! Kiedy Król Jegomość nałożył na te saskie Ateny kontrybucję
olbrzymią, on, on jeden podjął się gwarancji za lipską kontrybucją! Półtora miliona talarów
wziął na swoje barki i Lipsk mój ocalił! Złoty człowiek!
BISKUP
O tak! Niepospolity zaszczyt czyni on swej profesji. No i naszemu narodowi, z którego się
wywodzi. Ale też sobie wszystkich szacunek i ufność zyskał! Dość markizowi powiedzieć, że
nawet pani Skórzewska, tu przytomna, zaangażowała swe kapitały w jego entreprezy.
LUCCHESINI
Czy być może? Pani generałowa?
SKÓRZEWSKA
A tak... Ale nie kapitały! Część funduszów jeno... i nie ja jedna zresztą... Zdołałam do tego
przekonać i wiele innych familiów tutejszych. Nawet sam Książę Pruski przecież proteguje
pana Gockowskiego...
BISCHOFSWERDER
Tak, tak. Attestuję. Jego Książęca Wysokość Pan Następca Tronu bardzo żywo zajmuje się
entrepryzami nowych rękodzieł. Chcemy was wszystkich Włochów, Anglików, Francję w
kozi róg zapędzić.
Drwiąco
Tymczasem już i fuszerka nasza jest bez konkurencji. Haha...
BISKUP
śmiejąc się
Zaczyna się na nowo... Dobryś...
BISCHOFSWERDER
przerywając mu
Fuszerka z eksceptem wszystkiego, co wyrabiają zakłady Gockowskiego. Zresztą... jak doskonałymi
są Gockowskie wyroby
Wskazuje na wazy
przekonać się pan markiz mogłeś po tych dwóch i tych dwóch, co się ku nam zbliżają... Haha...
Dixi... Pora mi teraz wracać do Poczdamu...
Kłania się.
Panny z oficerami wchodzą do pokoju
LUCCHESINI
Zaiste piękne jak dwie gracje.
SKÓRZEWSKA
Do Biskupa
I nam pora Mości Książę pomyśleć już o tych gracjach... Trzeba dziś kuć żelazo póki gorące...
BISCHOFSWERDER
szastając nogami
Żegnam. Żegnam. Do zobaczenia wieczorem przy souper uroczystym.
BISKUP
do Skórzewskiej
Zaraz złożymy naradę wojenną.
Do Bischofswerdera
Żegnam, żegnam mospanie jenerale. Jego Książęcej Wysokości proszę wyrazy rewerencji.
BISCHOFSWERDER
u progu
Nie przepomnę, nie... Kłaniam Księciu Biskupowi...
LUCCHESINI
do Biskupa z ukłonem
I mnie żegnać się przyjdzie. Wracam do pracy swej Ekscellencjo...
BISKUP
I waszmość odchodzisz markizie...
LUCCHESINI
Wracam do mej kwatery translatować zachwycające satyry. Wieczorem przyniosę nowe próby
mego kunsztu.
Całuje Biskupa w rękę
Waszej Ekscellencji najniższy sługa.
BISKUP
w objęcia go biorąc
Łaskawyś nad miarę kawalierze... Zaiste słodką przytomność twoją u mnie chciałbym mieć
nieprzerwanie. Nie wiem jeszcze, w jaki kształt wdzięczność moją dla waszmości ubiorę, ale
to wiem, że... że... le saró molto riconoscente... dobrze? Ha! Ha!
LUCCHESINI
Certamente Ekscellencjo... Doskonale...
Przyciszniej
A słówko z ust Księcia Wielebnego do Króla Jegomości fundamentem będzie całej przyszłości
mojej... Żegnam... Addio...
BISKUP
Addio caro markeze. Nie jednym słówkiem, ale potokiem wymownym nakłonię ucho monarsze...
Powtarzam. Nad wieczorem spodziewaj się waszmość gabinetowej pieczątki...
Odprowadza aż do drzwi
Addio! alla sera!
Lucchesini wyszedł. Pani generałowa od młodych przechodzi do Księcia Biskupa. Panienki
bukiety kwiatów pokładły na stoliku środkowym
BISKUP
wracając do pani Skórzewskiej i dziewczątek
Wybaczże piękna pani biskupowi jego względem niewiasty opieszałość... Musiałem żegnać
młodzieńca, który moim wierszykom w świat drogę toruje... na włoski język tłumaczy me
bajki i satyry... Teraz jestem już całkowicie na wasze usługi...
SKÓRZEWSKA
siadając powrotnie na sofie
Na włoskie tłumaczy? O to pięknie!... to zaszczytnie!... Teraz musimy tu jednakże ułożyć już
raz plan kampanii natychmiastowej... Siadajcie panienki!
Do Biskupa
Affekta tej czwórki dłużej nie dadzą się utaić w skrytości.
BISKUP
siada obok Skórzewskiej
Siadajcież synogarliczki i słuchajcie.
Do Zietena i Krasickiego
A wy synkowie Marsa bądźcie w pogotowiu wojennym.
Panienki skromnie siadają vis-a-vis przy stoliku. Obaj oficerowie stają nachyleni nad ich
krzesełkami. Justyna z trudem to chichot, to kasłanie powstrzymuje. Kunusia smętna i blada
SKÓRZEWSKA
wachlarzem grożąc
Justynka niech nie kasła i niech mniej chichocze! Kunusia niech się roześmieje.
Justyna sznuruje ustek, Kunusia próbuje się uśmiechać
BISKUP
O tak. Tak będzie dobrze. Otóż moi oficjerowie. Zaciągałem ja wczoraj języka, jakie to wy
obaj macie szanse na te mariaże... Nie będę taił przed wami, że niezbyt wielkie... ale i niezbyt
znowu małe...
JUSTYNA
wyrywając się
Wiadoma rzecz, że Król Jegomość miłości nienawidzi!
SKÓRZEWSKA
Grożąc
Cicho waćpanno! Nie pytanaś.
BISKUP
ciągnąc dalej
Niezbyt małe, zważywszy primo: dzisiejszy dzień rocznicy, secundo: to, że petentami są: jedynak
generała Ziefena, przyjaciela królewskiego, a drugim mój bratanek, tertio: że petentkami
są córeczki jegomościa Gockowskiego, quarto: że wedle papierów nadeszłych z ojczyzny
Gockowscy ze szlacheckiego, rycerskiego gniazda wywodzą się.
TADEUSZ
wyrywając się
I pieczętują się „Prawdzicem”.
BISKUP
figlarnie grożąc mu
Cicho siedź! Otóż zważywszy to wszystko...
JUSTYNA
A jeszcze quinto: że Książę Pruski za nami się ujmie. Obiecał najsolenniej.
SKÓRZEWSKA
Jużci pewnie, że i to rzecz ważna .
BISKUP
do Skórzewskiej ze znaczącą miną
No, no... wedle aktualnej konstelacji... od czasu powrotu z Petersburga... to nie bardzo.
Do dziewcząt
Już to raczej, że pani generałowa Skórzewska za wami dzierlatki.
KUNUSIA
tkliwie całuje w rękę Skórzewską
Oj to, to.
Justyna rzuca się do drugiej ręki
SKÓRZEWSKA
wzruszona całuje ich w główki
O moje .aniołki. Ja bym wam nieba przychyliła. Ja waszym serduszkom współczuję... Pomogę
co mogę!
BISKUP
do kawalerów
Otóż to wszystko moi parafianie zważywszy wybieram się ja teraz uroczyście do Króla Jegomości,
aby mu primo powinszować solennie 41 roku wspaniałych rządów, deinde tandem
audacter et fortiter przedłożyć uniżone wasze prośby.
KUNUSIA
O nieba, nieba! co to będzie! Drżę cała!
KRYSTIAN
Byłbym tak śmiały i chciałbym od siebie wyrzec słówko. Czy wolno?
BISKUP
Ależ mości kornecie, toć o los twój sprawa. Mów śmiało.
KRYSTIAN
Otóż... Otóż po południu... koło drugiej... trzeciej spodziewamy się w Sans-Souci przyjazdu
wielmożnego pana ojca... Tak... Otóż czy może nie byłoby rozsądnie, gdyby... razem Wasza
Książęca Mość z moim papą...
SKÓRZEWSKA
A może. Zawsze to... co dwóch to nie jeden ..
BISKUP
Nie... Tak długo czekać nie można... Lepiej każdy z osobna... Odmowa spotka jednego... pójdzie
w ogień drugi... Dostanie ten rekuzę, pójdzie pani generałowa... Tak... Zresztą... przy
gratulacjach najłatwiej i o tym zacząć...
SKÓRZEWSKA
Tak, tak! Wasza Wielebność wie najlepiej!
KRYSTIAN
Tedy pozwalam sobie przeprosić, że ośmieliłem się...
JUSTYNA
do Krystiana z lekką irytacją
Ależ nic waćpan złego nie uczyniłeś! Za cóż zaraz przepraszasz Krystianie!
SKÓRZEWSKA
do Justyny
Justynko! Justynko!
JUSTYNA
Ech, bo doprawdy dobrodziejko on ciągle przeprasza i przeprasza
.
SKÓRZEWSKA
Silence... Już dość...
Do Biskupa
Więc Książę Biskup idzie do króla... One zaś tu mają czekać spokojnie... Tak?
BISKUP
Tak... Tu przy drzwiach niech się obie ustawią z wiązankami kwiecia... Rozumiecie?... Chłopaki
w tyle... w pokoju.
Wskazuje ku drzwiom
Otóż... kiedy my z Królem Jegomością będziemy zwykłym południowym szpacjerem przechodzili
mimo drzwi... wtedy król spostrzeże obie panienki tuż przed moją stancją czekające!
Aspekt[3] w Sans-Souci niebywały. Na łaskawe zapytanie, kto zacz? pięknie wyeksplikuję i
obie sprezentuję...
KUNUSIA
Mnie już teraz serce bije...
JUSTYNA
Ech, co tam znowu! Serce jej bije! Czego? Nie taki stary Fryc straszny, jak go malują.
SKÓRZEWSKA
Surowo
Justyno! Jak ty się wyrażasz. Cóż to znowu za obyczaj!
JUSTYNA
Ale bo proszę mościa dobrodziejko cóż znowu jej tak serce bije. Że król, no więc cóż z tego...
Taki sam człowiek jak inni... Tak samo je, śpi, szpacjeruje... Tyle, że stary.
Wskazuje na Zietena
A Krystiana papa jeszcze starszy ma 81 lat! A król tylko... no mniejsza z tym!
SKÓRZEWSKA
Już dosyć! Nie rezonu j, nie przeszkadzaj...
BISKUP
do Justyny wesoło
Oj to to!... Nie rezonuj, nie przeszkadzaj.
Do oficerów
A waćpanowie obaj cały czas będziecie tu stali... w cieniu... Dopiero, kiedy one gratulacje
swe wyrecytują, król odpowie, wtedy i obaj wybiegniecie z pokoju i wszyscy czworo bęc w
piasek... I jeżeli Fredericus rex na to się nie wzruszy... no to ja nie jestem dobrym biskupem...
pani generałowa nie jesteś wdówką do wzięcia...
Całuje Skórzewską w rączkę
Justynka nie jest... figlarz!...
SKÓRZEWSKA
całuje Biskupa wzajemnie w sygnet
Tedy rada wojenna skończona.
Wstaje
Dziateczki lube godzina wasza się zbliża.
BISKUP
wstając
Tak, tak. A komu w drogę, temu czas...
Do Tadeusza
Podaj mi z komody te książki. Oto mój podarunek dla króla.
Idzie ku gotowalni
To są mego poprzednika na warmijskim biskupstwie, księdza Hozjusza „Traktaty” ...
Do Skórzewskiej
Stare szpargały, ale rarogi, i mądre, bardzo mądre, hoho!... Dla Króla Jegomości w sam raz!
Przeglądnął się w zwierciedle
A! jeszcze insygnia orderów moich... Gdzież te?
Oglądnął się na komodę... bierze czapkę z gotowalni
Na stoliku nie ma... na komodzie nie ma... Pomóżcież dzierlatki... Justynko, Tadeuszu masz
książki?
TADEUSZ
książki z komody wziąwszy, patrzy w nie z lekceważeniem
Ale takie stare proszę stryja dobrodzieja... zżółkłe... Jeszcze się...
KUNUSIA
oglądając książki
Ehe! jeszcze się Jego Majestat obrazi..
SKÓRZEWSKA
Zdziwiona
Stare książki jako prezent?...
JUSTYNA
Szukając
Nigdzie tych orderów nie widać. Może by się obeszło bez nich? Nie?
BISKUP
Nie bójcie się! nie obrazi się! To 200 lat temu drukowali! Na jednej tam kartce więcej rozumu,
jak w waszych główeczkach... Gdybyśmy byli mój Tadeuszu rad tego Hozjusza o mocnym
rządzie usłuchali, bylibyśmy wykurowali polską Babilonię... A tak...
Machnął ręką
Ale gdzież te ordery do diaska?... Były przecież na stole już przygotowane... Zawsze je Mowiński
gdzieś wtłamsi.
KRYSTIAN
Szukający
Nie ma i nie ma. Szukałem wszędzie...
Zagląda pod komodę
JUSTYNA
Eee, bo się raz obejdzie bez tych gwiazdek... Jeszcze może nadspodziewanie wcześniej Lew
wyleźć z klatki... i co będzie?
SKÓBZEWSKA
Pierwszy raz coś mądrego rzekła Justyna! Mości Dobrodzieju: nużby tak król na szpacjer
wcześniej dziś wychodził... Pospieszmy się!... Potem ordery się znajdą...
BISKUP
niezadowolony
Ja wiem, że potem się znajdą! Tak nie lubię wychodzić bez orderów... jeszcze się król obrazi...
Należą do pełnej gali...
Wszyscy szukają po pokoju
BISKUP
Ha trudno... Jak pani każe... Niestety!... my rządzim światem, a nami kobiety... Słuchać trzeba!
Ale Mowińsio reprymendę dostanie.
Odbiera od Tadeusza książki
Czekajże!...
SKÓRZEWSKA
stając przy nim
Ja Księcia Biskupa podprowadzę. Usiądę sobie gdzieś blisko na ławeczce...
KUNUSIA
Oj nieba, nieba! Sprzyjajcie!
Obie pary poważnieją i ku drzwiom podchodzą
BISKUP
książki ma pod lewą pachą, prawicą poważnie żegna się
In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti. Amen ...
Zmierza ku drzwiom - do młodych panienek
Wszystko wedle programu! Tu stać!... Wiązanki w ręce! Laurek!... Justyna!... Kunusia!...
wiersz o ,,Wiośnie" nieboszczyka Klejsta!... Chłopaki buch brzuch w piach. Przy łasce Bożej
rzecz się ułoży...
Wyszedł, pani Skórzewska idzie za nim
SKÓRZEWSKA
odwróciwszy się, raz jeszcze do młodych
Couraż! Couraż!... Kochajcie się nie żenowani teraz nami! I nie dajcie się!...
MŁODZI
jedno po drugim
O nie damy się, nie!
Obie pary zostają same, odprowadziwszy Biskupa i panią Skórzewską aż za drzwi. Kiedy
wyszli tamci, zakłopotanie maluje się na młodziutkich twarzyczkach. Kunusia idzie szybko w
róg pokoju za gotowalnie i tam dobywszy spod stanika medalik, całuje go gorączkowo i
wzdycha. Justyna w lekkich podskokach wpada z powrotem do pokoju i zaczyna nucić
Lalala... lalala...
Nagle kaszlnęła... urywa... poważnieje... Zieten i Krasicki jako cienie suną za nimi. Zieten
jeszcze raz ogląda wiązanki na stole. Krasicki chrząknął kilkakrotnie i stancji przy Kunusi za
gotowalnią. Justyna z zamyślenia otrząsa się i lekko podbiega do sofki. Tu siada. Zieten za
nią
JUSTYNA
Lekceważąco
E, wielka rzecz! Choćby i nie, to co? Papa odkupił dawną majętność naszych przodków pod
Chojnicami, to tam będziemy mieszkali i już. Dwór w Gockowie bardzo ładny.
Wskazuje na Kunusię i Krasickiego
Oni sobie wezmą lewe skrzydło... a my w prawym...
KRYSTIAN
Cicho
Ale w takim Gockowie nie ma chyba garnizonu. Tam czarni huzarzy nie stacjonowani.
JUSTYNA
To co z tego?... To będą. Zbuduje się dla nich kasarnię naprzeciw dworu. Papa to każe i już...
KRYSTIAN
Służba nie w stolicy, nie przy Majestacie Jego Królewskiej Mości, to spostponowanie... to...
JUSTYNA
Więc cóż? To panu kawalierowi Berlina żal? tej czczej, zgiełkliwej, chaldejskiej Sodomy?...
Co?...
KRYSTIAN
Ależ przenigdy! broń Boże!... Tylko... tylko my... my... z wyższej szlachty, rozumie panienka,
winniśmy służyć tylko przy boku Monarchy... To przekazane obyczaje... tradycja.
JUSTYNA
To pan Krystian zrobi z nich wyjątek, I tam na wschodnich granicach można służyć królowi i
ojczyźnie...
Chrząka
Oj joj! Jeszcze jak!...
KRYSTIAN
Zapewne, zapewne... ale tam...
JUSTYNA
Nie ma żadnego „ale” dla czułej duszy. Chyba waćpan znasz miłowania maksymy... Właśnie
że tam dopiero życia naszego początek. Mnie blichtr Berlina obrzydł do krzty ostatniej. Jeszcze
dawniej! dwa lata temu, rok temu, papa z nami wszędzie chodził, bywał... jeździł, do
Zwierzyńca, pod Lipy... do Operów Teatru... Ale teraz!
Machnęła ręką
Czy waćpan kornet często bywałeś na siedzeniu w teatrze? Z lubością?
KRYSTIAN
Ja jeszcze nigdy nie siedziałem w teatrze. Nam młodym z kadetami nie było wolno.
JUSTYNA
Nigdy? W teatrze nigdyś nie siedział
Ze wzgardą
To waćpan może nawet nie wiesz, co tam czynią... Otóż tylko tego jednego mi żal będzie,
skoro Berlin opuścimy...
Z naciskiem
a opuścić musimy, jeżeli król na mariaże nie zezwoli. Tak... tak...
KRYSTIAN
z przerażeniem
Jak to, więc ja miałbym ze służby kwitować?
JUSTYNA
Stanowczo
A tak. Nie ma innej rady. Jeżeli w Gockowie nie ma huzarów, a ja w Gockowie chcę mieszkać,
to waćpan kwitujesz z królewskiego surduta. To rzecz postanowiona. Nie mamy dłużej
co dyszkurować w tej materii. Otóż...
KRYSTIAN
Ależ właśnie... Właśnie że w tej materii... Przecież ani rodzina moja... ani...
JUSTYNA
obojętnym tonem
Tak... tak... Już dobrze, wiem... Jakże mi toli żal waćpana, żeś jeszcze nigdy nie był na teatrze.
A czemu teraz nie bywasz mości Zieten?
KRYSTIAN
lekko zniecierpliwiony
Ależ cóż mnie teatr obchodzić może panno Justyno!... Teraz, kiedy się nasze losy ważą.
Zresztą... zresztą nam z gwardii nie wypada nawet bywać w takowym teatrze.
JUSTYNA
kpiąco śmiejąc się.
Prawda! prawda, że to dla szarżów z gwardii miejsce zakazane. Toż tam wędrowne komedianty
przedstawiają życie, jakim prawdziwie jest... Widzieliśmy z papą i Kunusią widowi-
sko, w którym książę okazuje się zwykłym głupcem, jego szambelan mordercą, jedna kontessa
jest obłąkana!... Straszne było, ale śliczne... Albo znowu inne, gdzie zbójce są, zbójce, a
daleko uczciwsi od ludzi w pałacach...
KRYSTIAN
Wzgardliwie
Tak... tak... podobno... Zbójce uczciwsi... Więc jakżeż my możemy tam przebywać, gdzie
takie bezeceństwa okazują... i to z pozwoleniem zwierzchności!
JUSTYNA
odymajac wargi, obrażona
O mości kawalierze... bezeceństwa?... Jeżeli my bywamy, to i wy oficerowie możecie chyba
śmiało, choć wam i nie wolno... W Berlinie nic właściwie nie wolno. Kawy palić samemu nie
wolno, bo zaraz wywęszą szpicle kawowi z fiskusa. . Śmieciami w piecach palić nie wolno, bo
na papier potrzebne. Pięknej roby z Paryża sprowadzić nie wolno. Za granicę pruską bez pozwolenia
króla jeździć nie wolno. Jakby tak i w szczegółach posłusznym być wszystkiemu,
toby nic, nic nie było wolno w tym mieścisku... helotów! niewolników!
KRYSTIAN
No a jednakże ludzie tu żyją wszystkiemu posłuszni! i są szczęśliwi...
Słodko
I my, da Pan Bóg, zaznamy jeszcze dni szczęśliwości droga Justyno!
JUSTYNA
filuternie
Może... może... ale nie tu, nie tu w Berlinie luby Krystianie... a tam daleko na pojezierzu! w
Prusach... Zobaczysz, waćpan, to pokochasz jak i ja... Kiedyśmy z papą i Kunusią pierwszy
raz wybrali się tam do tych Chojnic, gdzie się papa urodził, wszystko tam zdało się nam
dziwnie znajome... O tak... Jakbyśmy to wczoraj opuściły. Kunusia ino płakała i płakała...
Ach bo tam dziko a pięknie! smutno a pięknie. Jeziora i lasy, lasy i jeziora... Charzykowskie!
Szczycieńskie!... I to wszystko już nasze aż po Człuchowski zamek... Wsiada się tam na koń i
jedzie, jedzie wzdłuż jezior, wzdłuż lasów... aż w puszczę... aż tam, gdzie z zarośli łeb łosia
lub odyńca czasem się wychyli...
Zakaszlała się z egzaltacji, oczy zamknęła
KRYSTIAN
wpatrzony w nią miłośnie
Dobrze... pięknie najcudniejsza panno Justyno. Aleć z tych jazdów szalonych wynikło owo
przeziębienie srogie i owo kasłanie waópanny. Na pewno z tego... A po drugie... tam garnizonu
nie ma nigdzie, Boże drogi!
JUSTYNA
zrywa się z sofy
Tak! Więc nie ma garnizonu i nie będzie! Uczuciom gorącym garnizon całkiem zbędny. Rzuciwszy
swój mundurek, zostaniesz waćpan hreczkosiejem i już... Gdy zaś ojczyzna zajdzie w
niebezpieczeństwo, już ja sama waćpana wyprawię! Krzyżyk i szablę dam na drogę.
Kieruje się ku drzwiom. Zieten za nią. Kunusia i Krasicki za rączki się wiodąc, idą do zegaru
KRYSTIAN
Ja miałbym osiąść na roli!... Waćpanno jedyna! Jakżebyś mogła ode mnie takiej ofiary domagać
się... Wszak ja teraz!... dziś, jutro... mogę już otrzymać patent na lejtnanta! awansować!
JUSTYNA
Przystanęła
I patent na generała dostań waćpan w każdej chwili... Gdy atoli król na mariaże nasze konsensu
nie da... cóż poczniesz?
Idzie ku drzwiom
KRYSTIAN
za głowę się chwytając
Ach, cóż pocznę... cóż pocznę... nieszczęsny!... Jakżeż atoli Zieten cywilem zwyczajnym stać
by się mógł... droga Justyno... toć byłaby rzecz niebywała!
Stanęli oboje przy drzwiach, przekomarzając się
Toć despekt! blamaż...
TADEUSZ
podchodząc zerknął na zegar Pompadour
Niecały kwadrans jeszcze takiego szczęścia nam zostaje..
KUNUSIA
Tkliwie
A potem dwanaście godzin rozłąki... W czas tej służby wam nawet przemówić do nikogo nie
wolno?
TADEUSZ
Ani słówka... Kto ma zaszczyt wieść hauptwachę przed pałacem, jest pod władzą tylko Najwyższego
Pana Wojskowego. Nie śmie odpowiadać na pytanie, choćby mu je ojciec rodzony
stawiał, choćby sam Książę Pruski, nikomu! nikomu!
Czule
Choćbyś ty mnie zapytała nieboga... ty! czy cię kocham, nie mógłbym ci nic odrzec nieszczęsny.
KUNUSIA
wpatrzona weń
Oczy twoje mówiłyby mi wszystko. W oczach wyczytałabym to, co by usta zamilczały... to
jest, że i śmierć nas już nie rozdzieli wieczyście połączonych.
TADEUSZ
O tak... Czyż śmierć mogłaby być kresem affektów?... Nigdy! Przenigdy... Miłość wszystko
przemoże i zwycięży... Jam tak obojętny temu, jaką będzie rezolucja Jego Majestatu, że żadnych
nie odczuwam wzruszeń w serca wnętrzu.
KUNUSIA
opierając się rączkami o zegar
O, ja tak samo.
TADEUSZ
Nie zezwoli, to pójdziem wszystko czworo szukać szczęścia opodal, z dala tych, co nas chcą
ciemiężyć. Choćbym się miał wystawić na praw najsroższe surowości, o opuszczeniu ciebie
cień myśli nawet przez głowę by mi nie przebieżył.
KUNUSIA
Wiem, wierzę, nic tą wiarą wstrząsnąć mi nie zdolne... Ja i w chacie wieśniaczej zamieszkać
umiałabym, byle z tobą... byle z tobą na wieki Tadeuszu!... Och, ja nauczyłam się gardzić
bogactwem, patrząc na ojca drogiego dolę. Ileż frasunków go trawi wewnętrznym smutkiem.
Czemuż jemu, co krocie kroci talarów przez palce przepuszcza, bogactwo spokoju w skutku
dać nie może... Nocami nie śpi, zrywa się, cyfry przez sen wykrzykuje... Czyż nie ma snu
spokojniejszego biedak w wieśniaczej chatce lub żołnierz, co na wiązce siana głowę układł.
TADEUSZ
Toż i moja opinia. Bogactwem ja gardzę. I gdyby z mandatu królewskiego twój pan ojciec
posagu dać ci nie miał pozwolonem, szczęście moje w on czas dopiero nie miałoby granic...
KUNUSIA
Ach, byle teraz papie dobrodziejowi nie mnożyć zgryzotów. Już on w ostatnich dniach obarczon
nimi nad zwykłą miarę. Przed dniem wczorajszym aż nam i pomdlał ze zbytku pracy.
Przyjechał graf Kayserlink, sąsiad naszych majętności spod Chojnic, i z tym, gdy się zamknęli
sami w comptoirze, do takowej papa alteracji doszedł, aż pomdlał. Ach, my nienawidzim
z Justyną pana Kayserlinka.
TADEUSZ
Pana Kayserinka? Człuchowskiego starostę? Księcia Biskupa stryja gościa tak częstego?...
Cóż on wam? Pierwszy raz słyszę!...
KUNUSIA
Samo nazwisko już nas o strach przyprawia. Odkąd papa z grafem Kayserlinkiem wszedł w
komitywy, pierzchnął spokój z naszego domu. Wolałam nawet, kiedy tego Beitla Ephraima
raz do spółki przypuścił...
TADEUSZ
Czyżby pan Kayserlink, jak nasza generałowa, pieniędzmi swymi wszedł w spółkę jakiej manufaktury...
KUNUSIA
On papę namówił do etablissowania tej taffetarni w Köpenick. On ciągłe konszachty z papą
ma. A to sprzedają, a to kupują i znów sprzedają. Ach, Boże, jak się to wszystko skończy!
Kiedy dawne lata powrócą błogie.
TADEUSZ
Najlepiej bowiem by już papa zaniechał tych nowych entrepryz i kalkulacjów. Wiekiem podeszłym
umysł jego umęczony. Kto tyle co on zdziałał dla przybranej ojczyzny, spocząć by
mógł na laurach, syt sukcesów.
KUNUSIA
Ach, święte twoje słowa, kochanku mój. Skoro się pobierzemy i osiądziemy z dala od tego
miasta, gdzie serca zwiędłe tylko za talarem gonią, papa dobrodziej przy nas zamieszkać musi.
Nieprawdaż?...
TADEUSZ
Ale najprawdziwiej. Przy nas, serce jedyne.
KUNUSIA
wskazując na Justynę i Zietena przekomarzających się w głębi
A pół roku przy nich? dobrze?... I tak bacząc dokoła szczęście serc miłujących, odpocznie
biedny po życiowych znojach.
TADEUSZ
Ja będę kapitanem gdzieś tam... bliżej Polski drogiej... Komendantem załogi w Elblągu, Bydgoszczy,
dobrze?... Nauczę cię powoli polską mówić odzyszczoną mową...
KUNUSIA
w oczy mu patrząc
O tak... Nauczę się jej prędko... Ze wszystkimi, z czeladzią, z gośćmi, mówić będę twą mową
luby Tadeuszu. A papa, zbywszy frasunków, będzie mieszkał przy nas, połowę roku przy
nich.
Woła w głębię pokoju ku drzwiom
Słyszysz Justyniu, jak tośmy pięknie ułożyli z panem officjerem. Połowę roku będzie papa
mieszkał przy nas, a drugą połowę u was...
Justyna wracając od drzwi podeszła bliżej, za nią Zieten
JUSTYNA
Ach, bardzo dobrze Kunusiu moja... Bardzo dobrze. Byle oni zniewolili dziś tego okrutnika...
Cóż poczniem nieszczęśliwi, gdy będzie rekuza?...
KUNUSIA
bez troski
Co poczniem, to rzecz wiadoma. Zrzucą kawalierowie ze siebie znamiona niewolników, którym
nawet miłość zabroniona... i pójdziem wszyscy w świat daleki...
JUSTYNA
Tak łatwo tobie przyszło tym trybem rozwikłać stan nasz trudny i zawiły, ale posłuchałabyś,
co o tym mój pan kornet mówi...
Zbliżają się ku stolikowi
KRYSTIAN
Mówię najdroższa waćpanno, co mi rozsądek nakazuje myśleć w nadarzonej okazji. Trzeba
poprzód wszystkich mediacji popróbować, zanim się chwycić ekstremów będziemy zmuszeni...
Chybali tę maksymę dzielisz ze mną przyjacielu?...
TADEUSZ
Służbę wojskową miłuję bez granic luby Krystianie! Króla Najjaśniejszego przychylność zyskawszy
fortunnie, otwierają się przede mną glorii aspekta! Atoli gdy mi przyjdzie wybrać
między jej duszą miłującą a profitami królewskiej służby..., po tejże wyparciu się ani chwili
nie potrzebuję na decyzję. Kwituję.
Stają we czworo razem na środku pokoju, przy stoliku
JUSTYNA
chwytając Zietena za dłoń
A waćpan kornecie Zieten?
Powoli
Gdyby tobie przyszło?...
Krótka chwila ciszy
KRYSTIAN
okiem wodząc od Krasickiego do Justyny
Ja za lejtnanta Krasickiego przewodem także kwitować jestem gotów. Sądzę atoli, że czysty
rozsądek nakazuje, by poprzód...
JUSTYNA
Niecierpliwie
Rozsądek! Rozsądek! Czysty rozsądek... Otóż słowo nieużyte, a jakżeż często używane!
Zbrzydło nam ono wszystkim i z kretesem. Jakbym starego Nikolaja[4] jaką książkę czytała...
Zakasłała
a nie...
KUNUSIA
do Zietena
Ileż już niegodziwości się dzieje, mości kornecie, w rozsądku nieznośnego imię. Gdzie ruszyć
tylko wszędzie rozsądek, rozum, rezon, racja!... Ach, my wszyscy już za czym innym wzdychamy
kawalierze Zieten. Serca śniedź okrywa, gdzie rezon z rozsądkiem rządzą...
JUSTYNA
z żalem do Zietena
Tyleśmy wieczorów spędzili w altanie na czytaniu pana Jakobiego romansu o „Waldemarze”.
I to wszystko zapomniałeś waćpan do cna? do cna? Tylko rozsądek, rozsądek zachwalasz, jak
te zwątlone dusze ze starych koterii.
KUNUSIA
Ciszej
Jak rojaliści? Jak kochankowie talara? Chaldejczycy berlińscy?
KRYSTIAN
rumieniąc się nagle
Ależ nigdy, nigdy! Jak mnie możecie brać za człowieka ze starych koterii. Ja mam lat 19! Ja
rozsądkiem także się brzydzę. Możem weń wierzył kiedyś jeszcze, kiedyś w kadetami, ale
odkąd waćpannę poznać mi przyszło losu trafunkiem, Justyno, nawał uczuciów przeszedł po
mnie jako burza! Kpię sobie z rozumnych peruk!...
Z egzaltacją
Czułość wzburzona mej duszy to mój imperatywus!... I gdyby życie dać przyszło w ofierze
miłosnej... toć kto wie, czybym się moment namyślał panno Gockowsky...
JUSTYNA
wzruszona
O tak pięknie... Te słowa godne młodego rycerza... Przeszły już bezpowrotnie rezonu periody...
Dzięki ci panie Krystianie za tę eksklamację szczeremu młodzianowi przystojną! Oto
masz moją rękę z dozgonnych affektów przysięgą.
TADEUSZ
I moją masz do przyjacielskich posług zawsze gotową.
Rękę mu kordialnie podaje
KUNUSIA
I ja swoją dołączam w znak związku młodości i miłości!
KRYSTIAN
z lewą ręką na sercu
Ach, jakimż szczęśliwy! Jakim dumny z tego do dusz pięknych należenia i związku!
JUSTYNA
Nadziei nie traćmy ni chwili, że zawsze towarzyszące miłościom przeciwności pokonamy
czułym społem.
KUNUSIA
I złóżmy sobie wzajem uroczyste przysięgi, że właśnie tulić będziem uszy na głosy zimnego
rozsądku!
TADEUSZ
I że się nie opuścimy, wspomagając sobie bratnie w dolegliwych okkazjach.
JUSTYNA
I że niech będzie temu biada, co w poprzek stanie na naszych do szczęścia ścieżynach.
KRYSTIAN
z zapałem
I że choćby wszystko przyszło opuścić i wszystkiego się wyrzec i z wszystkiego kwitować, to
pójdziem choćby na skraj świata. Dobrze?...
KUNUSIA
w rozczuleniu
Ależ dobrze. Dobrze. Tak jest, na kraj świata.
JUSTYNA
O, tegom się spodziewała... tak. Jakżeż jestem teraz z ciebie dumna, Krystianie! Przeczuwałam,
że w potrzebie potrafisz postąpić tak pięknie, jak nasz ukochany Waldemar! Atolim nie
marzyła, że i romansowego prześcigniesz kochanka.
KRYSTIAN
Odkąd wiem z twych ust własnych, żeś mi wzajemną szlachetna Justyno, odtąd nie ma takiego
postępku amorycznego, którego bym się rad nie podjął.
TADEUSZ
Przysięgajmy tedy uroczyście, że w najzmienniejszych losów kolejach ślubujemy sobie, my...
dusze powinowate z dobrowolnego wyboru, nie opuścić się aż do grobowej jaskini.
KUNUSIA
Tak nam Panie Boże Miłości dopomóż. Przysięgamy!
TADEUSZ
całuje tkliwie Kunusię we włosy
Przysięgamy
JUSTYNA
nachylona podaje ust Zietenowi
Przysięgamy...
I tak trwają chwila w zapamiętaniu miłosnym — aż kiedy z oddali zerwie się bębnienie doboszów
w kilkanaście bębnów i miarowy tupot maszerującej patrouili. Tadeusz przerażony
odrywa się, biegnie jak szalony ku drzwiom...
Obrazu pierwszego koniec

KONIEC ROZDZIAŁU
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • qualintaka.pev.pl
  •